Reklama

Reklama

Rio de Janeiro 2016

Rio 2016. Maja Włoszczowska walczy dziś o złoty medal w kolarstwie górskim

Osiem lat czekała na tę chwilę Maja Włoszczowska. Dzisiaj o godz. 17.30 znów stanie do walki o złoty medal olimpijski. Na trasie w Deodoro najbardziej kibicować będzie jej mama - Ewa, która przypomina, że w kolarstwie górskim faworytek jest mnóstwo.

Szkoda, że na trasie w Deodoro będziemy mieć tylko jedną naszą reprezentantkę. Ogromny pech dopadł Katarzynę Solus-Miśkowicz. Ambitna zawodniczka wykonała gigantyczną pracę, aby przygotować olimpijską formę krótko po urodzeniu dziecka, ale kilkadziesiąt godzin przed startem upadła na treningu i złamała obojczyk. Jej miejsce mogła zająć rezerwowa Monika Żur, ale działacze Polskiego Związku Kolarskiego nie dali jej szansy, tłumacząc się, że nie było wystarczająco czasu, aby ściągnąć ją do Brazylii. Cała nadzieja więc w Mai.

Nasza najlepsza "góralka" ma już olimpijski medal - z igrzysk w Pekinie przywiozła srebro. Przed czterema laty była w formie na złoto, ale koszmarna kontuzja stopy tuż przed igrzyskami w Londynie przekreśliła jej nadzieje. O starcie nie było mowy, a lekarze zastanawiali się, czy w ogóle powróci do zawodowego sportu. Wykonała ciężką i żmudną pracę, aby znów móc robić to, co kocha i dopięła swego - cztery lata później ponownie jest w gronie zawodniczek, które powinny pomiędzy sobą rozdzielić czołowe lokaty.

Reklama

Maja zapewnia, że wysokogórskie zgrupowanie w Kolumbi pozwoliło się jej dobrze przygotować. Ma duże doświadczenie i jest niezwykle zmotywowana, trzeba jednak pamiętać, że o ile wśród mężczyzn faworytów jest kilku, o tyle wśród dziewczyn  jest cała grupa zawodniczek, które równie dobrze mogą sięgnąć po złoto, jak i nie wejść do czołowej dziesiątki. 

Poza tym, w kolarstwie górskim niczego nie można być pewnym ze względu na duże ryzyko upadków, kontuzji czy awarii sprzętu. Maja wielokrotnie odczuła to na własnej skórze. Nie trzeba sięgać daleko pamięcią - podczas lipcowych mistrzostw świata w Novym Meście praktycznie była już pewna medalu, a tymczasem defekt odebrał jej miejsce na podium.

Czy nasza najlepsza "góralka" wyczerpała już limit pecha? Jej mama - Ewa ma taką nadzieję. Przyleciała do Rio de Janeiro wspierać córkę dzięki programowi "Dziękuję Ci Mamo" firmy Procter & Gamble. Kampania jest formą podziękowania mamom olimpijczyków za trud włożony w pomoc dzieciom w ich drodze, która zawiodła je na olimpijskie areny, a zarazem jest zachętą dla wszystkich, aby docenili mamy za rolę, jaką odgrywają w wychowaniu dzieci i udział w ich sukcesach. 

Do wyścigu Mai coraz bliżej, ale Ewa Włoszczowska przekonuje, że nie stresuje się przed tak długo wyczekiwanym startem córki. - Jeszcze nie. Najgorzej będzie na początku wyścigu. Wtedy nerwy są największe, bo start bardzo często ma kluczowe znaczenie. Jeśli jest wąsko i zablokuje cię zawodniczka, która zaczyna tracić dystans do uciekających rywalek, później może być już za późno na odrobienie strat - tłumaczyła Ewa Włoszczowska.

Trasa w Deodoro nie jest szczególnie wymagająca. Po groźnych upadkach dwóch Amerykanek w październiku ubiegłego roku nieco ją wygładzono, ale dużym utrudnieniem będzie żar lejący się z nieba. Choć w Rio jest zima, to trzeba liczyć się z tym, że w sobotę w słońcu będzie 40 stopni. 

Maja znakomicie świetnie zna trasę. Niespełna przed rokiem podczas próby olimpijskiej w Rio de Janeiro była druga. - Ale teraz nie ma to żadnego znaczenia - podkreśla Ewa Włoszczowska. 

Na olimpijski start każdy przygotowuje się lepiej niż na jakiekolwiek inne zawody. Dlatego wśród faworytek oprócz młodych zawodniczek, które błyszczą w Pucharach Świata, trzeba doliczyć także te bardziej doświadczone, mimo że w ostatnim czasie nie osiągały sukcesów.

Wygląda na to, że najwyżej stoją akcje Jolandy Neff. Młoda Szwajcarka przed rokiem wygrała klasyfikację generalną Pucharu Świata. "Młodą falę" reprezentują też Szwedka Jenny Rissveds (na próbie olimpijskiej była tuż za Mają) oraz Francuzka Pauline Ferrand-Prevot (znakomity ubiegły sezon). W tym sezonie kapitalnie spisuje się Dunka Annika Langvad, która jest liderką PŚ. 

Legenda kolarstwa górskiego Gunn Rita Dahle-Flesjaa ma 43 lata, ale nie wolno przekreślać jej szans, bo dysponuje ogromnym doświadczeniem i mimo że regularnie wygrywać już nie będzie, to stać ją na to, aby perfekcyjnie przygotować się do najważniejszego startu czterolecia. Podobnie jest z 39-letnią Rosjanką Iriną Kalentiewą i 45-letnią Sabiną Spitz, z tym że Niemka przed kilkoma dniami musiała przejść drobny zabieg kontuzjowanego kolana. Do tego dochodzą dwie Kanadyjki - niezwykle doświadczona Catherine Pendrel oraz młodsza Emily Batty, która niedawno zdobyła brąz mistrzostw świata. 

Konkurencja jest ogromna, ale Majkę stać na medal. Jaki? W kolekcji brakuje jej już tylko olimpijskiego złota, ale każdy byłby wielkim sukcesem.

Z Rio de Janeiro Mirosław Ząbkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje