Reklama

Reklama

Rio de Janeiro 2016

Rio 2016. Lewandowski wydłuża dystans i szykuje się do... MMA

- Nie wyglądam na zawodnika MMA? To kwestia dwóch lat. Pokochałem ten sport i po zakończeniu lekkoatletycznej kariery, chciałbym spróbować – wyjawił Marcin Lewandowski, który był szósty w biegu na 800 m w igrzyskach w Rio de Janeiro.

Lewandowski już zasmakował mieszane sztuki walki. Przed obecnym sezonem dwa miesiące poświęcił tej dyscyplinie. Trenował pięć razy dziennie, ale później wrócił do lekkoatletyki. 

Reklama

- Ten przerywnik wzmocnił mnie fizycznie i psychicznie. Robiłem też to, co kocham. W przyszłości jest możliwe, że poświęcę się tej sztuce walki. Może nawet spróbuję walki w klatce. Nie wyglądam? Wiem, ale to jest kwestia dwóch miesięcy i byście mnie nie poznali - powiedział zawodnik bydgoskiego Zawiszy.

Takim pomysłem nie jest zachwycona jego żona. - Ale przecież w życiu trzeba robić to, co się kocha - odparł.

Pewne jest, że wicemistrz Europy na 800 m zamierza przedłużać swój dystans. Za cztery lata w Tokio będzie prawdopodobnie rywalizować już na 1500 m. Zresztą powoli zaczyna tak trenować.

- Nie wiem kiedy całkowicie się na ten dystans przerzucę, ale niewykluczone, że już w przyszłym roku. Z drugiej strony na 800 m mam też jeszcze parę rzeczy do zrobienia. Chociażby poprawić rekord Polski - zaznaczył.

Ten należy do Pawła Czapiewskiego i wynosi 1.43,22. - Stać mnie na to w tym roku nawet jeszcze. Może się uda, bo jeszcze parę mityngów Diamentowej Ligi przede mną - dodał Lewandowski.

Trenujący ze swoim bratem Tomaszem zawodnik "poluje" także na rekord kraju na 1000 m. - Będę go atakował w Lozannie - zapowiedział. Dotychczas najszybszy na tym dystansie w kraju był Adam Kszczot - 2.15,72.

Lewandowski, który w tym sezonie wszystko podporządkował pod start olimpijski, ma też zamiar wrócić do biegania w hali.

- Po raz pierwszy od dziewięciu lat w tym roku odpuściłem sezon zimowy, ale w najbliższym chcę już startować. To była dobra decyzja, bo poczułem głód biegania, a o to chodziło. Jestem stworzony do rywalizacji i tego właśnie potrzebuję. Lubię czuć adrenalinę i strach przed biegiem - podkreślił.

Gdy wraca myślą do olimpijskiego finału, wie, że w danym dniu nie było go stać na medal. Nie spodziewał się także, aż tak dobrego wyniku. Wygrał Kenijczyk, rekordzista globu David Rudisha - 1.42,15.

- Bieg był wymarzony, dokładnie taki jaki chciałem. Nie mogę zatem na nic zwalić. Bardzo mocne tempo od samego początku i dzięki temu nie było żadnej przypadkowości w tym biegu; każdy dał z siebie tyle, na ile był przygotowany. Mnie było stać na 1.44,20. To najlepszy wynik w sezonie, co oznacza, że forma przyszła w odpowiednim momencie. Zabrakło mi trochę do najlepszych, ale nie ma co się oszukiwać, medal byłoby bardzo trudno wywalczyć - uznał.

Drugi z reprezentantów Polski w igrzyskach w Rio de Janeiro wicemistrz świata sprzed roku Adam Kszczot odpadł w półfinale.

Dowiedz się więcej na temat: Marcin Lewandowski