Reklama

Reklama

Rio de Janeiro 2016

Samson Siasia miał pracować w Legii. Teraz walczy o medal

Dziesięć lat temu niewiele brakowało, a szkoleniowcem Legii zostałby były reprezentant Nigerii Samson Siasia. Ostatecznie z pracy w polskim klubie nic nie wyszło. Siasia doprowadził za to potem Nigeryjczyków do srebrnego medalu olimpijskiego w Pekinie. Dziś walczy o kolejny medal na igrzyskach.

Turniej olimpijski piłkarzy: wyniki, strzelcy, terminarz

Reklama

49-letni Siasia ma za sobą piękną futbolową karierę. Z "Super Orłami" zdobył mistrzostwo kontynentu, zagrał w mistrzostwach świata. Potem wziął się za pracę szkoleniową. Piłkarskiego fachu w belgijskim Lokeren uczył go m.in. Włodzimierz Lubański.

W Abudży Siasia założył swoją futbolową akademię, z sukcesami pracuje jako opiekun młodzieżowej czy olimpijskiej reprezentacji Nigerii. Z prowadzonym przez siebie zespołem wywalczył wicemistrzostwo świata do lat 20. Zdobył też olimpijski medal w Pekinie. W finale tamtych igrzysk Nigeryjczycy przegrali z Argentyną 0-1, w składzie której był m.in. Lionel Messi. 

Dziś Siasia i Nigeria mają szansę na kolejny olimpijski finał. O godzinie 21 w Sao Paulo mierzą się z Niemcami. Jeśli uda im się wygrać, to w sobotę na słynnej Maracanie spotkają się ze zwycięzcą z pary Brazylia - Honduras. 

Kto wie, jak potoczyłaby się kariera Siasii, gdyby jesienią 2006 roku został trenerem Legii. Ówczesnemu mistrzowi Polski, podobnie jak dzisiaj, kiepsko szło na początku rozgrywek. Stąd działacze zaczęli się rozglądać za nowym szkoleniowcem, który zastąpiłby Dariusza Wdowczyka.  

Siasia tak mówił mi wtedy o możliwej pracy w warszawskim klubie. - Jako trener lubię wyzwania. Czuję, że praca w Polsce, w takim klubie, jak Legia, byłaby dla mnie dużą szansą udowodnienia, że jestem dobry w tym, co robię. Lubię wyzwania - podkreślał. 

Ostatecznie z pracy w Legii nic nie wyszło. - Byłby to ciekawy eksperyment, a dla mnie doświadczenie nie do przecenienia. Byłem zainteresowany tą posadą, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Jest chyba obawa przed zatrudnianiem czarnoskórych szkoleniowców - mówił mi dwa lata temu. 

Dziś Siasia staje przed szansą kolejnego awansu do olimpijskiego finału. Trzeba jednak ograć Niemców. Nigeryjczycy świetnie prezentują się na turnieju piłkarskim XXXI Olimpiady. Pewnie wygrali grupę B, a w ćwierćfinale ograli Danię 2-0. Mają jednak pewne problemy i nie chodzi wcale o kontuzję najlepszego strzelca zespołu Oghenekaro Etebo, który w pierwszym meczu z Japonią (5-4) zdobył aż cztery bramki. Przed starciem w 1/4 turnieju zawodnicy nie wyszli na trening, protestując przeciwko temu, że nie wypłacono im obiecanych wcześniej premii i kieszonkowych. 

W tej sytuacji pomoc przyszła z najmniej spodziewanej strony. Jeśli Nigeria zdobędzie olimpijskie złoto w piłce, to każdy z zawodników otrzyma w nagrodę 30 tys. dolarów. Srebro da 20 tys., a brąz 10 tys. dolarów. Takie premie zaoferował się wypłacić znany japoński chirurg plastyczny, a jednocześnie filantrop Katsuya Takasu. Poruszyła go sytuacja nigeryjskiego "Dream Teamu", jak w tym kraju nazywa się futbolowy zespół, i obiecał finansowe wsparcie dla drużyny prowadzonej przez Samsona Siasię. 

Michał Zichlarz