Reklama

Reklama

Rio de Janeiro 2016

Rio 2016. Trener o Włoszczowskiej: Jest naszym sterem, żeglarzem, okrętem

„Maja jest najbardziej doświadczona z całej ekipy. Jest naszym sterem, żeglarzem, okrętem. Podporządkowaliśmy się, a ona świetnie czerpała z naszej wiedzy” – powiedział o Mai Włoszczowskiej jej trener Michał Krawczyk. Polka w sobotę została wicemistrzynią olimpijską.

Przed wyścigiem Włoszczowska nie rozmawiała o medalach, a o tym, jak dobrze przejechać trasę, która wcale łatwa nie była.

"Spodziewałem się przede wszystkim dobrej jazdy, by wszystko szło tak jak zaplanowaliśmy. Ważne było, by nie stracić koncentracji i trzymać czołówkę. Dwa lata czekamy na wynik w ważnych imprezach. Zawsze dopadał nas pech. Nauczyło nas to dużej pokory i tego, by brać to, co wyścig nam daje. Dziś dał nam srebro" - mówił Krawczyk.

Z jednej strony trener czuł niedosyt, z drugiej szczęście, bo kandydatek do medalu było kilka.

Reklama

"Zawsze jest ten niedosyt, bo wiadomo, że srebro to nie złoto, ale mimo wszystko jesteśmy mega szczęśliwi. Naprawdę nie jestem zawiedziony brakiem złota. Cieszę się ogromnie, bo ten medal Majce się należał. Szwedka Jenny Rissveds była jednak trochę mocniejsza" - dodał.

Przed przylotem do Rio Włoszczowska wraz ze swoim sztabem była na zgrupowaniu w Kolumbii. To ona na to wpadła, by w ten sposób się przygotowywać.

"Majka jest z nas najbardziej doświadczona w ekipie i nie ma co tu ukrywać, to ona ma zawsze ostateczne zdanie. Kolumbia była także jej pomysłem. Odkąd byliśmy w Rio na rekonesansie, szukaliśmy miejsca w Ameryce Południowej, by się przygotować na zgrupowaniu wysokogórskim. To był Majki pomysł, by sprawdzić wszystko w Kolumbii i ona nas tam wysłała. Pojechaliśmy w ciemno. Znaleźliśmy fajne miejsce, gdzie można było potrenować. Zasięgaliśmy języka od różnych zawodników z tego regionu, by nam podpowiedzieli. Mimo gorszych opinii, Kolumbia okazała się bardzo przyjaznym krajem, spotkaliśmy bardzo sympatycznych ludzi" - podkreślił Krawczyk.

Na miejscu pomógł Polakom miejscowy zawodnik, startujący jeszcze w kategorii młodzieżowej Santiago Messa. "Przez cały czas był Mai sparingpartnerem. To także jego zasługa" - zaznaczył.

Trener do ostatniej chwili drżał, czy na pewno Włoszczowska dojedzie na metę na medalowej pozycji.

"Mistrzostwa świata w tym roku nauczyły nas, że dopóki nie minie się linii mety nie można się cieszyć. To taki sport, że na ostatniej prostej można złapać gumę i nie dojechać do podium. Dla mnie ten medal to przypieczętowanie dwóch lat pracy z Mają. To wszystko zaczęło się w zasadzie sześć lat temu, kiedy Marek Galiński został trenerem Majki, a ja byłem jego asystentem" - wspomniał.

To drugi srebrny medal olimpijski Włoszczowskiej. Na drugim stopniu podium stanęła także osiem lat temu w Pekinie, kiedy jej szkoleniowcem był jeszcze Andrzej Piątek.

Z Rio de Janeiro - Marta Pietrewicz

Dowiedz się więcej na temat: Maja Włoszczowska | Rio 2016

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje