Reklama

Reklama

Rio de Janeiro 2016

Rio 2016. Maja Włoszczowska zdobyła srebro. Tak było na trasie

Maja Włoszczowska wywalczyła srebro podczas olimpijskiego wyścigu kolarstwa górskiego w Rio de Janeiro. Na trasie wspierali ją najbliżsi, a ich energia pomogła Majce odnieść sukces. Oto, jak przeżywali jej start.

Igrzyska z ręką na temblaku

Na trasie w Deodoro atmosfera fantastyczna. Krótko przed startem spotykamy rodziców Jolandy Neff. Młoda Szwajcarka ma ogromny talent i jest główną faworytką. To jednak nie są zawody Pucharu Świata, ale igrzyska - ten jeden wyścig, na który wszystkie dziewczyny czekają od czterech lat. Sympatyczni rodzice Jolandy doskonale zdają sobie z tego sprawę.

Reklama

Nie wiedzą, jak przebiegały ostatnie przygotowania córki i w jakim jest nastroju, bo - jak to przed ważnym startem - nie zawracali jej głowy, wymienili tylko esemesy i mają nadzieję, że wszystko wypali.

Serdecznie witają się z rodzicami Majki. Obie dziewczyny bardzo się lubią, jeździły razem w jednej grupie.

Czekamy przy ścieżce, którą zawodniczki będą wjeżdżać na start. Trzeba dodać jej otuchy i pokazać, że nawet 10 tysięcy kilometrów od domu nie jest sama. 

Spotykamy drugą naszą reprezentantkę - Kasię Solus-Miśkowicz. Idzie wolno z ręką na temblaku. Dopiero opuściła szpital, gdzie kilkanaście godzin wcześniej lekarze złożyli jej złamany obojczyk. Widać, że sporo się nacierpiała po pechowym upadku na treningu i że wciąż cierpi, żałując, że zabraknie jej dziś na starcie. W takiej sytuacji nie ma słów, które są w stanie pocieszyć.

Ogień od startu!

Po chwili na start wspina się Majka. Skoncentrowana, ale uśmiechnięta i szczęśliwa, że widzi najbliższych. Razem z mamą - Ewą są ambasadorkami programu firmy Procter & Gamble "Dziękuję Ci Mamo", którego celem jest podkreślenie, jak ważnym elementem w życiu sportowca jest siła i rola matki. Maja jest już doświadczoną zawodniczką, ale wsparcie mamy, także na zawodach, wciąż jest nie do przecenienia.

Idziemy na trasę, a emocje rosną, bo spiker wyczytuje dziewczyny, przedstawia je widzom, wymieniając ich sukcesy. Zawodniczki ustawiają się na starcie. Teraz pora na największe faworytki - zajmują miejsce w pierwszej linii. Jest wśród nich Maja. 

- To bardzo ważne, że startujesz z pierwszej linii, bo nie musisz przeciskać się między rywalkami, które nie są w stanie jechać tak szybko jak ty. Ale miejsce w pierwszej linii jeszcze niczego nie gwarantuje - przekonuje mama Mai - Ewa Włoszczowska. 

Trzeba bardzo mocno nacisnąć na pedały i sprytnie obrać ścieżkę przed wirażami, aby już na pierwszych metrach nie stracić pozycji. 

- Maja miewała z tym problemy, ale ostatnio pracowała nad startem - tłumaczy jej brat Michał.

Mama rozgrywa wyścig po swojemu

Ruszają. Majka jest w czołówce, jeden zakręt, drugi, traci kilka pozycji, ale szybko przebija się do przodu i jest trzecia. Jest dobrze!

Mama Majki rozgrywa wyścig po swojemu. Pędzi co sił pod górę, aby stanąć tam, gdzie zawodniczki będą miały najciężej. Właśnie tam pomoc jest im najbardziej potrzebna. Ktoś powiedział, że kolarstwo to oswajanie cierpienia. Gdy po głowie krążą myśli w stylu: "więcej nie mogę, to mój max", widok bliskich i ich doping pozwala uruchomić rezerwy, z których istnienia nie zdajemy sobie sprawy. 

Na trasie są tłumy, ale publika ustawia się w okolicach najbardziej widowiskowych fragmentów naszpikowanych przeszkodami - głazami, bardzo ostrymi zakrętami na zjazdach. Tutaj jest tylko parę osób, widać po nich, że nie przez przypadek - to zapaleni kolarze.

Pierwsza pojawia się Szwajcarka Linda Indergand. Nie jest faworytką, ale ostro wypaliła już na starcie. Atletycznie zbudowana zawodniczka powiększa przewagę na płaskim, ale gdy trzeba szarpać pod górę, zbliżają się do niej trzy - jak mówią kolarze - "wycieniowane": Majka, Neff i Szwedka Jenny Rissveds. Grupkę pościgową prowadzi Polka. - Niedobrze, szczególnie na płaskich odcinkach, bo traci siły - martwi się Ewa Włoszczowska. 

Majka jak gdyby słyszała jej słowa, bo gdy zbiegamy na dół i widzimy, jak dziewczyny wjeżdżają na prostą, schowała się za plecami Neff i Rissveds. Nie na długo. Liderka wyraźnie odskakuje, a z tyłu coraz bliżej jest legenda MTB Gunn-Rita Dahle Flesjaa. Majka wraca na czele grupki i dyktuje mocniejsze tempo. 

Oszukać pecha

To już trzecia z sześciu rund. Dziewczyny są w połowie pętli i zaczynają wspinaczkę na najwyższy punkt trasy. Indergard wyraźnie słabnie. Kilkaset metrów dalej jest już czwarta. To nie jest chwilowa zadyszka, przyszła pora, aby zapłacić rachunek za mordercze tempo na początku. Zanim dotrze do mety, straci kolejne cztery pozycje.

Teraz największym zagrożeniem dla prowadzącej trójki jest Dahle Flesjaa, ale: - Nie wygląda dobrze. Rozkręca się za to Czeszka Katerina Nash - przekonuje mama Majki.

To już połowa wyścigu. Jest świetnie! Majka kontroluje sytuację. Dzień wcześniej taki scenariusz jej mama brałaby w ciemno, ale teraz nie chce zapeszać: - Przeżyłam tyle pechowych sytuacji, gdy wydawało się, że na trasie wszystko już się ustabilizowało i powinno być dobrze, więc teraz się nie wypowiadam. 

Widać, że coś ją niepokoi. - Martwi mnie nieduża przewaga nad kolejną grupką. To może wymknąć się spod kontroli i nagle kandydatek do medali przybędzie. Powinny powiększyć przewagę - przekonuje Ewa Włoszczowska.

Będzie musiała wytrwać do Tokio

Połowa czwartego okrążenia. Coraz szybciej pędzi Kanadyjka Catharine Pendrel. Zaczęła wolno, ale widać, że nabiera mocy. Zaczyna się najbardziej stromy podjazd i atakuje Szwedka! Szybko powiększa przewagę nad jadącą za nią Neff. Maja najwidoczniej zastanawia się, czy Jolanda da radę, czy trzeba ją zostawić i doskoczyć do Szwedki. Neff traci coraz więcej, więc Maja rusza w pościg za Rissveds i jadą teraz już tylko dwie. 

"Włoszczowska in trouble!" - krzyczy spiker. Pędzimy w dół, w kierunku telebimu. Polka straciła kilka sekund na najeżonym skałami odcinku, ale szybko odrabia stratę do Szwedki.

Tymczasem za ich plecami trwa niesamowity pościg obu Kanadyjek. Zarówno Pendrel, jak i Emily Betty znane są z tego, że w końcówce potrafią narzucić niewiarygodne tempo. Potwierdzają to. Wyprzedzają słabnącą Neff. Szwajcarka najwidoczniej traci pewność siebie, bo "ucieka" jej koło na zjazdach, a przecież słynie z bajecznej wręcz techniki.

Im coraz bliżej upragnionego medalu jest Maja, tym coraz więcej osób zaczyna dostrzegać nasze biało-czerwone flagi. Podchodzą do nas i z podniesionym kciukiem mówią: "OK!", kalecząc przy tym na wszystkie możliwe sposoby imię Majki.

"Któraś będzie musiała zaatakować" - mówi mama Majki, gdy obie liderki pędzą w dół, aby zacząć ostatnie kółko. Biegniemy pod górę, mając nadzieję, że walka o złoto rozstrzygnie się na podjeździe, ale na dole zza drzew samotnie wyjeżdża Rissveds. Szwedka jest dziś w niesamowitym "gazie". Dwa kilometry przed metą ma 40-sekundową zaliczkę i jeśli nie dopadnie jej pech w postaci defektu czy upadku, to już za chwilę zdobędzie złoto. Maja musi teraz uważać na ścigającą ją Pendrel, ale impet Kanadyjki wyczerpuje się. 

Właśnie taka jest kolejność na mecie. Srebro! 

- Teraz Maja będzie musiała wytrwać do Tokio - puentuje Ewa Włoszczowska. 

Jeśli rzeczywiście ambicja nie pozwoli Mai zakończyć kariery przed igrzyskami w Tokio, a chęć zdobycia olimpijskiego złota zmobilizuje ją, aby za cztery lata znów stanąć do walki, to może lepiej, że z Rio de Janeiro przywiezie srebrny, a nie złoty medal.

Z Rio de Janeiro Mirosław Ząbkiewicz

Dowiedz się więcej na temat: Maja Włoszczowska | Rio 2016