Reklama

Reklama

Rajd Dakar. Prawdziwi bohaterowie, wśród nich Krzysztof Jarmuż

Nie będą walczyć o czołowe miejsca, ale to oni są prawdziwymi bohaterami Rajdu Dakar – motocykliści startujący bez pomocy technicznej i organizacyjnej. Wśród nich jeden Polak, Krzysztof Jarmuż.

Original by Motul, bo tak nazywa się ta kategoria, to wyzwanie dla najtwardszych. Zasady są proste - w czasie trwającego dwa tygodnie rajdu zawodnicy są zdani tylko na siebie. Muszą sami naprawiać motocykle, rozstawiać namiot na biwaku i rozwiązywać wszystkie problemy, których w tak trudnej imprezie nie brakuje.

Do dyspozycji mają skrzynkę narzędziową i jedną torbę na ubrania. Organizator zapewnia im też transport namiotu i zapasowych kół, ale przede wszystkim udostępnia reflektor niezbędny w czasie nocnych napraw.

Reklama

Gdy zawodnicy zespołów fabrycznych idą spać, a ich maszynami zajmują się mechanicy, oni o odpoczynku mogą tylko pomarzyć. Na biwak często docierają w nocy, a już wcześnie rano muszą ruszać dalej, by zdążyć na start kolejnego etapu. Walczą ze sprzętem i własnymi słabościami, dlatego w dakarowej karawanie cieszą się dużym uznaniem.

Jarmuż startuje w Dakarze po raz trzeci, ale po raz pierwszy w tej wymagającej kategorii. Jak przyznał, pociąga go chęć przeżycia tego, czego doświadczali Dakarowi pionierzy.

"Zawsze marzyłem, żeby wystartować w kategorii bez serwisu, tak jak kiedyś zaczynali w Afryce. To taki pierwotny Dakar, nikt mi nie może pomagać, każdą śrubkę muszę sam dokręcić" - mówił przed pierwszym etapem z Dżuddy do Al-Wadżh.

Na trasy najtrudniejszej off-roadowej imprezy świata wraca po 10 latach. W 2009 roku był 21. i trzeci w gronie 70 debiutantów, a rok później został sklasyfikowany na 27. miejscu.

"Czekałem aż organizator zmieni miejsce, bo zawsze marzyłem o Dakarze bardziej afrykańskim, a ten w Arabii Saudyjskiej powinien być do tego zbliżony. W Afryce miałem pojechać w 2008 roku, ale wtedy z powodu zagrożenia terrorystycznego rajd został odwołany" - wspomina.

Przyznał, że ma obawy przed startem. "Czy się boję? Strasznie! Im bliżej rozpoczęcia rajdu, tym bardziej myślę: Boże, co ja tutaj robię! Ale chcę się sprawdzić właśnie w takich hardcorowych warunkach. Nie przepadam za grzebaniem w motocyklu, ale jak się nie przewrócę i czegoś nie zniszczę, to raczej nie powinno być wielkich napraw, bo te stworzone do rajdów długodystansowych motory nie są zbyt skomplikowane" - podkreślił.

Jak dodał, bardzo pomogła mu obecność żony, która przyjechała go wspierać przed startem. O zajęciu konkretnego miejsca nie myśli, bo w tak trudnych warunkach wszystko może się zdarzyć.

"W tym roku w Original by Motul startuje 40 zawodników, najwięcej w historii. Będę się starał jechać jak najszybciej potrafię, ale ta kategoria jest nieobliczalna. Późne przyjazdy na biwaki, naprawy, to może wykończyć fizycznie. Jak w loterii - może wygram, a może będę 20." - przyznał.

Etapy tegorocznego rajdu są wyjątkowo długie. Z pewnością najbardziej odczują to motocykliści tacy jak Jarmuż. Niezależnie jednak od zajętego miejsca zasłużenie uważani będą za bohaterów Dakaru.

Z Dżuddy - Kryspin Dworak 

Dowiedz się więcej na temat: Rajd Dakar

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje