Reklama

Reklama

Rajd Dakar. Jacek Bartoszek miał wypadek i trafił do szpitala. Koniec rajdu dla Polaka

Polski motocyklista Jacek Bartoszek uległ wypadkowi, trafił do szpitala i został wyeliminowany z Rajdu Dakar. "Potem pamiętam już tylko tyle, że ktoś mnie obudził, leżałem na ziemi, śmigłowiec już był, zabrał mnie do szpitala" - powiedział poszkodowany.

Zawodnik Duust Rally Team przez pierwszą część oesu na ósmym etapie spisywał się bardzo dobrze, również notując wyjątkowo dobre czasy.

Reklama

"Odcinek generalnie był bardzo szybki, ale jednocześnie bardzo niebezpieczny. Jak zwykle z kamieniami, wystającymi głazami. Takie szybkie sekcje poprzedzielane były jakimiś pasmami wąskich wydm, więc po przejechaniu tych trudniejszych wydm długa prosta bardzo zachęcała do przyspieszenia. Gdzieś około kilometra dwusetnego, po przejechaniu przez wydmy zacząłem przyspieszać i potem pamiętam już tylko tyle, że ktoś mnie obudził, leżałem na ziemi, śmigłowiec już był, zabrał mnie do szpitala. Zostałem gruntownie przebadany, nie mam żadnych obrażeń" - powiedział Bartoszek, cytowany na stronie Polskiego Związku Motorowego".

"Czuję się wściekły i szczęśliwy. Wściekły dlatego, że nie jadę dalej w rajdzie, w poniedziałek miałem dobre tempo, fajny odcinek, więc tego mi szkoda, na to się złoszczę, że się sam wyeliminowałem. A szczęśliwy dlatego, że pomimo upadku jestem cały, a to jest najważniejsze. Wszystko przede mną - dodał Polak, który nie dojedzie do mety rajdu w Dżuddzie.

Polak w tym roku debiutował w Rajdzie Dakar. Jak on jest trudny świadczy fakt, że poniedziałkowa sytuacja nie była dla niego jedyną przeszkodą.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

"Awaria motocykla, upadek, ukradziono mi rzeczy na promie, które płynęły, kaski, elementy wyposażenia, dość sporo. Tych przeciwności było sporo i jakoś sobie z nimi radziłem do tej pory, ale teraz definitywnie koniec. Do wtorku, do 13:00, leżę w szpitalu, przyjedzie po mnie Filip i zdecydujemy, czy jadę dalej w konwoju, czy może pojadę do Jeddah do hotelu. A! mam przegryziony język i to najbardziej boli" - stwierdził Bartoszek.

Dla reszty dzisiaj dziewiąty etap, będący pętlą ze startem i metą w Neom. Zaplanowano tu kolejny długi oes, bo liczący 456 km, do tego 109 km dojazdówek. Zawodnicy będą się ścigać po terenach położonych nad brzegiem Morza Czerwonego, więc nie zabraknie piasku, ale organizatorzy ostrzegają, że różnorodność i zdradliwość terenu na tym odcinku stawiają go wśród najtrudniejszych etapów tegorocznego Rajdu Dakar.

Dowiedz się więcej na temat: Rajd Dakar