Reklama

Reklama

Rajd Dakar. Aron Domżała: Od jutra odrabiamy

Startujący w klasie lekkich pojazdów UTV Aron Domżała i Maciej Marton stracili prowadzenie w Rajdzie Dakar z powodu awarii na trasie 8. etapu. "Przed nami jeszcze cztery dni ścigania, więc od jutra odrabiamy" - zapewnił Domżała.

Polacy już w ubiegłym roku byli objawieniem Dakaru, ale wówczas w odniesieniu końcowego sukcesu przeszkodziła im seria awarii. Teraz prowadzili na półmetku, ale etap maratoński okazał się dla nich pechowy. Już w niedzielę skarżyli się na awarię przedniego napędu, dzień później przytrafiła im się kolejna.

Reklama

"Utrzymaliśmy miejsce na podium - to jest dobra informacja! Ta gorsza - straciliśmy prowadzenie z powodu uszkodzenia tylnego drążka w zawieszeniu na początku oesu. Naprawa zajęła nam pół godziny, a na dokładkę chwilę później złapaliśmy kapcia... W rezultacie straciliśmy ponad pół godziny i spadliśmy na trzecie miejsce w +generalce+" - relacjonował Domżała.

Na szóstym miejscu w klasie T4 poniedziałkowy odcinek ukończyli Marek Goczał i Rafał Marton, a na ósmym Michał Goczał i Szymon Gospodarczyk. Prowadzenie w rajdzie objęli Amerykanin Austin Jones i Brazylijczyk Gustavo Gudelmin. Domżała z Martonem tracą do nich 30.31.

Kolejny solidny występ w kategorii samochodów zanotował Jakub Przygoński, który jedzie z niemieckim pilotem Timo Gottschalkiem.

"Dzisiejszy odcinek był mniej przyjemny niż ten wczorajszy. Nie mogliśmy zbytnio przyspieszyć, bo bardzo szybko przebiliśmy dwie opony. Jadąc, minęliśmy między innymi Yazeeda Al Rajhi’ego, któremu zdarzyło się to aż cztery razy. Na trasie było mnóstwo kamieni, trzeba było naprawdę uważać. Końcówka była już dużo bardziej komfortowa. Samochód na pewno wymaga teraz poważnego serwisu. Liczę na to, że na kolejnych odcinkach będzie dużo mniej kamieni, przez co będę mógł skupić się na atakowaniu, a nie na przebijających się oponach" - powiedział kierowca Orlen Teamu. Polsko-niemiecka załoga w klasyfikacji generalnej zajmuje czwarte miejsce.



Nadal z bólem zmaga się motocyklista Orlen Teamu Maciej Giemza, ale w poniedziałek uzyskał 16. czas i w klasyfikacji generalnej awansował na 17. miejsce.

"Dzisiaj bez wątpienia miałem lepsze tempo niż wczoraj, choć ból w nadgarstku nie odpuszczał i od rana musiałem ratować się lekami przeciwbólowymi. Nawigacja w końcówce etapu była bardzo skomplikowana, co osobiście mi pasowało. Bardzo uważnie pilnowałem roadbooka, nigdzie się nie pomyliłem, dzięki czemu nie straciłem czasu. Szczerze mówiąc, liczę na to, że z podobnymi konfiguracjami nawigacji będziemy mierzyli się także na kolejnych odcinkach. Drugi dzień etapu maratońskiego zaliczam do udanych" - podsumował Giemza.

Jadący quadem Kamil Wiśniewski jest ósmy w klasyfikacji generalnej, ale z wielogodzinną stratą do czołówki. Na znaczny awans już raczej nie ma szans. Podczas etapu maratońskiego nie ominęły go problemy techniczne.

"Po wczorajszej usterce koła, dzisiaj musiałem kilkukrotnie zatrzymywać się na trasie. Przez to straciłem dobre tempo, które udało się złapać od początku odcinka. Muszę przyznać, że tylne koło naprawdę bardzo mocno wczoraj oberwało. W jednym miejscu widziałem nawet dziurę w gumie o długości około pięciu centymetrów. Gdybym jeszcze odrobinę bardziej je uszkodził, nie dojechałbym do biwaku. Udało mi się ukończyć etap maratoński. Jestem bardzo zadowolony" - podkreślił Wiśniewski, który w Dakarze startuje po raz piąty. Najwyższe, piąte miejsce zajął przed rokiem.

Poniedziałkowy etap prowadził z Sakaki do Neomu (709 km, w tym 375 km to odcinek specjalny). We wtorek uczestnicy będą mieli do pokonania pętlę ze startem i metą w Neomie (574 km, w tym 465 km odcinka specjalnego).


Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!



Dowiedz się więcej na temat: Aron Domżała | Maciej Marton | Rajd Dakar