Reklama

Reklama

Pjongczang 2018

Pjongczang 2018. Wolski: Będę opowiadał o tym meczu wnukom!

- Wygraliśmy 5-1, strzeliłem dwa gole, a na trybunach wspierało mnie 11 członków mojej rodziny. Ten mecz zapamiętam do końca życia, będą chwalił się nim wnukom - powiedział naszemu wysłannikowi do Korei Michałowi Białońskiemu urodzony w Polsce hokeista Kanady Wojtek Wolski, po wygranej 5-1 nad Szwajcarią, podczas IO w Kwandong Hockey Center.

Michał Białoński: Jak to przeżyłeś - debiut na igrzyskach?

Wojtek Wolski, napastnik Kanady: - Uczucie jest niesamowite! Jestem pewien, że zapamiętam to do końca życia i będę się przechwalał wnukom opowieściami o tych igrzyskach. Koncentrowałem się na meczu, na realizowaniu zadań, dyscyplinie taktycznej. Niesamowicie zależało mi na zwycięstwie!

Musisz być dumny, bo okrasiłeś debiut dwoma golami!

- Oczywiście, że jestem. Zawsze starasz się ciężko pracować, by twój wkład w sukces był jak największy. Jeśli ta ciężka praca zaczyna owocować, to widzisz w tym sens. O tym właśnie marzą sportowcy. Najważniejsze jest to, że pokazaliśmy zespół, który walczy do końca. Musisz kierować się tylko i wyłącznie interesem drużyny, dawać z siebie wszystko na każdej zmianie.

Reklama

Miałeś niemałe wsparcie na trybunach.

- To prawda. Do Korei przyjechało 11 członków mojej rodziny. Trudno było ich nie zauważyć. Zwłaszcza wujka, który biegał wokół trybun z moim nazwiskiem na transparencie, z kapeluszem kowboja na głowie. To nie koniec, następni członkowie mojej rodziny i znajomi wybierają się do Korei.

Jak na drużynę, która ma się zgrywać z meczu na mecz i za długo ze sobą nie trenowała, wyglądaliście na dosyć dobrze zgranych.

- Przyjechaliśmy z różnych klubów, ale udało nam się opanować schematy gry w przewadze i właśnie w tym elemencie pokazaliśmy dzisiaj klasę.

Czy Szwajcaria była lepsza niż myślałeś?

- To był dość zacięty mecz, na pewno bardziej niż by na to wskazywał wynik. Potwierdziło się, że Szwajcarzy mają utalentowany zespół i dają z siebie wszystko na lodzie. Ale takie są największe imprezy - mistrzostwa świata, Puchar Świata, a zwłaszcza igrzyska olimpijskie, że tu nie ma łatwych meczów. Musisz być skoncentrowany, unikać kar, starać się wykorzystywać przewagi i my to właśnie robiliśmy.

Kanadyjscy dziennikarze drążyli temat dalekiej podróży, jaką przebyłeś od złamania kręgów szyjnych w 2016 r. do dzisiaj.

- Bo faktycznie to była długa droga, często o tym rozmyślam, że cała moja kariera to kombinacja wzlotów i upadków. Właściwie całe życie na tym polega. Staram się zawsze walczyć, nie poddawać trudnościom i jestem wdzięczny, że po tym wszystkim stanąłem na nogi i dostałem szansę gry na igrzyskach.

Bardzo fajnie, że wygraliśmy i miałem w tym swój udział. Nie myślałem za dużo o swoim występie, tylko o drużynie, że muszę dla niej pracować, bo musimy wygrać pierwszy mecz. Teraz możemy myśleć o następnym.

Gol na 4-0 był niesamowity, minąłeś dwóch rywali i "bum" - krążek do siatki.

- Chłopaki śmiali się, że wyglądałem w tej akcji tak jak młody Wolski i czułem się tak.

I bramkarza wysłałeś do boksu.

- Tak się stało. Czuję się coraz lepiej. Jestem gotowy na wszystkie treningi i mecze.

Razem z Czechami jesteście faworytami tej grupy. Oni pokonali Koreę 2-1 w pierwszym meczu.

- Tak, Czesi mają dobrą drużynę. Następny mecz z nimi będzie trudny, nie będzie łatwo. Ostatnio przegraliśmy z nimi w Moskwie. Musimy być gotowi.

Rozmawiał w Kwandong Hockey Center Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje