Reklama

Reklama

Pjongczang 2018

Pjongczang 2018. Polski saneczkarz zapomniał o masce

Mateusz Sochowicz, polski saneczkarz, może pluć sobie w brodę. W debiucie na igrzyskach olimpijskich przydarzyła mu się niecodzienna historia i to przez własną nieuwagę. W jednym ze ślizgów przejechał cały tor, praktycznie… nic nie widząc.

To był trzeci przejazd. Po dwóch poprzednich Polak nie mógł być zadowolony, ale jednak pewien postęp był widoczny. Nawet jeśli nawet zaczęło się fatalnie i po pierwszej próbie Sochowicz zajmował dopiero 29. miejsce ("Zjadły mnie nerwy" - przyznał później), w drugiej spisał się już lepiej. Efekt? Awans o dwie lokaty.

Reklama

Wtedy nadszedł ten feralny moment, spowodowany brakiem doświadczenia, ale też... pogodą. Na torze saneczkowym, podobnie jak na innych arenach, było tak zimno, że Polak musiał się trochę ogrzać i założył płaszcz. Ale przy okazji - jak sam twierdzi - zgubił maskę, która chroni twarz zawodnika. Zdał sobie z tego sprawę w najbardziej nieodpowiedniej chwili - gdy pojawiło się zielone światło, dające mu sygnał do kolejnego startu. Na reakcję było już za późno.

- Co miałem robić w takim momencie? Pojechałem bez maski. Cały tor przejechałem prawie na ślepo - przyznał wprost Sochowicz, jadąc ponad 120 kilometrów na godzinę! W tym ślizgu został sklasyfikowany na 31. miejscu, a w całych zawodach - na 27. Mogło być zdecydowanie lepiej, dlatego nie obeszło się bez "męskiej rozmowy" z trenerem.

To najbardziej spektakularny błąd, który popełnił Sochowicz, choć były również inne. Najwięcej problemów sprawił mu feralny dziewiąty wiraż, z którym kompletnie nie mógł sobie poradzić. Już w pierwszym przejeździe trafił tam w bandę, wytracił prędkość i zaprzepaścił szansę na dobry wynik.

Po nieudanym starcie nie szukał jednak żadnych wymówek. - Nie osiągnąłem tego, co bym chciał. Na treningach wyglądało to zupełnie inaczej, także jeśli chodzi o ten nieszczęsny dziewiąty wiraż. Podczas zawodów kompletnie się na nim pogubiłem - powiedział Sochowicz.

W zupełnie innym nastroju kończył rywalizację saneczkarzy nowy mistrz olimpijski David Gleirscher. Austriak przyznał, że "czuje się jak w bajce", choć od razu podkreślił też bardziej intymne uczucia: - Sport jest dla mnie ważny, ale ojcostwo... To niesamowite doświadczenie. Dzięki temu szybko się przekonałem, co jest w życiu naprawdę istotne - podkreślił. Żona z siedmiomiesięcznym synem Leonem kibicowali mu przed telewizorem.

Oglądaj igrzyska i poczuj te emocje gdziekolwiek jesteś! Sprawdź teraz