Reklama

Reklama

Pjongczang 2018

Pjongczang 2018. Polscy skoczkowie poddani ostremu reżimowi

Niemal areszt domowy, wyjątkowa ostrożność w kwestiach higieny i żywienia - to reżim, jakiemu w Pjongczangu poddani się polscy skoczkowie narciarscy. Żaden na to się jednak nie skarży. - Doskonale wiemy, po co przyjechaliśmy na igrzyska - zgodnie podkreślają.

- Liczy się tylko walka o olimpijskie medale. Nic innego nie ma tutaj znaczenia - powiedział Kamil Stoch.

Podwójny mistrz olimpijski z Soczi emanuje spokojem. Po sobotnim konkursie na obiekcie normalnym, w którym od brązowego medalu dzieliło go zaledwie 0,4 pkt, wrócił do pełnej równowagi.

- To było trudne doświadczenie, ale nie nowe. Nie pierwszy raz któryś z nas miał szansę na sukces, jednak musiał się obejść smakiem. Oczywiście, było to trudne doświadczenie i pojawił się wielki żal. W przyszłość patrzę jednak z optymizmem, bo wiem, że jestem dobrze przygotowany - powiedział.

Reklama

Skoczkowie mają świadomość, że dobra forma, cały sezon treningów, a w przypadku igrzysk nawet cztery lata, mogą łatwo zostać zaprzepaszczone. We wtorek, po raz pierwszy od sobotniego konkursu opuścili wioskę olimpijską na ok. 30-minutowe spotkanie z dziennikarzami.

- Nawet jeśli któremuś z nas pojawił się w głowie pomysł wyjścia, to i tak na pewno nie odważył się zapytać o to trenera. Każdy z nas zna odpowiedź. Nie przyjechaliśmy tu na wycieczkę - podkreślił Maciej Kot.

W związku z niską temperaturą i przenikliwym wiatrem zawodnicy z dbałością ubierają się nawet, gdy idą tylko na stołówkę. Odnotowane w Korei przypadki zarażeń norowirusami przypomniały natomiast, jak ważne jest mycie rąk. Zalecenia zawodnicy otrzymali także w zakresie żywienia.

- Jedzenie w wiosce jest bardzo dobre i generalnie możemy jeść to, na co mamy ochotę. Oczywiście w granicach rozsądku i zdrowo. Unikać musimy przede wszystkich rzeczy surowych. Wszystko co spożywamy powinno być ugotowane, usmażone lub pieczone. Sałatki i owoce więc odpadły. Trener czuwa nad tym, co nakładamy na talerze - zdradził Piotr Żyła.

W takim reżimie skoczkowie będą do poniedziałku, kiedy odbędzie się ostatnia konkurencja w ich dyscyplinie - konkurs drużynowy. W sobotę natomiast czeka ich indywidualna walka o medale na dużym obiekcie. Jednak nawet po wyjeździe z Korei całkowicie hamulce im nie puszczą.

- Po powrocie z igrzysk jeszcze nam trochę sezonu zostało - zwrócił uwagę Dawid Kubacki.

Z Pjongczangu - Wojciech Kruk-Pielesiak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL