Reklama

Reklama

Pjongczang 2018

Pjongczang 2018. Na co stać nasze biathlonistki? Kluczowa będzie strzelnica

O sukcesie polskich biathlonistek w igrzysk olimpijskich w Pjongczangu zadecyduje strzelnica - uważa Stanisław Łukaszczyk "Zbójnik", olimpijczyk z Grenoble (1968) i dwukrotny medalista mistrzostw świata w sztafecie.

W sobotę w biegu sprinterskim wystartują Krystyna Guzik, Magdalena Gwizdoń, Monika Hojnisz i Weronika Nowakowska.

Zdaniem Łukaszczyka Polki bardzo dobrze biegają, jednak daleko im do ideału na strzelnicy. - Nie można mówić o podium, gdy zalicza się pięć czy sześć niecelnych strzałów! Nie wiem, jak to się dzieje, ale jakiś błąd w szkoleniu jest od pewnego czasu popełniany. Jeżeli na tych igrzyskach będzie tych "pudeł" chociaż o połowę mniej, to dziesiątka jest pewna. O medal jednak może być trudno. Tu przydałoby się trafić w środek każdego krążka - ocenił brązowy (1965) i srebrny (1966) medalista MŚ w biathlonowej sztafecie (z Józefem Gąsienicą Sobczakiem, Stanisławem Szczepaniakiem, Józefem Rubisiem).

Reklama

Według niego duży wpływ na wynik wszystkich biathlonowych konkurencji będzie miała pogoda, a zwłaszcza zapowiadana bardzo niska temperatura.

- I nie chodzi tu o marznięcie np. rąk, ale o spędzenie tych kilku chwil na strzelnicy w pozycji leżącej. Przy około minus 20 stopniach żadna termoizolacyjna odzież czy mata nie pomogą i ruszyć do biegu ze sztywnymi z zimna mięśniami nie jest łatwo - zauważył.

Zdecydowanie większy problem może sprawić karabin. - Zwłaszcza jego metalowe części, które reagują na ujemne temperatury. Tu niezwykle ważne będzie przedstartowe tzw. przestrzeliwanie. Wtedy widzi się, jak broń reaguje i odpowiednio ją ustawia, żeby podczas zawodów strzelać już bez pożerającej czas regulacji. Gorzej gdy nagle zmienią się warunki - wtedy niestety nie ma wyjścia, no ale to już dotyczy wszystkich startujących - stwierdził Łukaszczyk.

W niedzielę pierwszy start biathlonistów. W biegu sprinterskim na 10 km Polskę reprezentować będą Grzegorz Guzik i Andrzej Nędza-Kubiniec.

- Tu przykro powiedzieć, wielkich szans na wysokie miejsca nie widzę. Oczywiście liczę na jakąś miłą niespodziankę, bo igrzyska rządzą się swoimi prawami, ale obserwując od lat poziom naszych zawodników - nadziei wielkich niestety nie mam - powiedział z żalem olimpijczyk z 1968 roku.

Dodał, że tradycyjnie najwięcej emocji wzbudzi u niego biathlonowa sztafeta pań, która rozegrana zostanie 22 lutego. Tu szansę na dobry wynik dały byłemu biathloniście starty podczas styczniowych zawodów Pucharu Świata w Ruhpolding. Polki zajęły tam piąte miejsce.

- Ponieważ bardzo dobrze strzelały, tak więc w Korei znów wszystko rozstrzygnie się w tym elemencie, bo o bieg jestem spokojny. Wprawdzie będą już trochę zmęczone, ale ich przeciwniczki także odczują już trudy wszystkich startów. Przyznam, że niecierpliwie czekam na ten dzień i tu właśnie upatruję szansy na bardzo dobry występ - podsumował Łukaszczyk.

Oglądaj igrzyska i poczuj te emocje gdziekolwiek jesteś! Sprawdź teraz

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy