Reklama

Reklama

Pjongczang 2018

Pjongczang 2018. Maryna Gąsienica-Daniel: Nie wiem, czy w pokoju nie pojawią się łzy

- Teraz jestem zadowolona i mam apetyt na następne występy, ale nie wiem, czy po powrocie do pokoju nie pojawią się łzy - powiedziała nam w Pjongczangu najlepsza polska narciarka alpejska Maryna Gąsienica-Daniel, która w slalomie gigancie zajęła 27. miejsce.

Złoty medal zdobyła Mikaela Shiffrin z USA przed Norweżką Ragnhild Mownickel i Włoszką Federicą Brignone.

Reklama

Maryna po zjeździe podeszła do nas, ale zanim porozmawiała zapytała: - Możemy oglądnąć walkę o medale?.

Mieliśmy w ten sposób na żywo komentarz fachowca. - Kibicuję im wszystkim, bo każdą z nich znam - zaznaczyła góralka. Była zadowolona ze srebrnego medalu Norweżki Ragnihild Mowinckel, bo akurat z Norweżką wspólnie trenowała.

Michał Białoński, eurosport.interia.pl: Zajęłaś 27. miejsce, na które wielu pewnie będzie wybrzydzało, mówiło "to nie medal". Wytłumacz laikom, że ciężko nawiązać rywalizację ze światową czołówką.

Maryna Gąsienica-Daniel: Ja akurat mam duże wsparcie z PZN-u i od sponsora, Atomica. Jak na mój poziom to duża pomoc i staram się robić wszystko, by dorównać najlepszym. Ale czołówka światowa to elita, a ile mamy narciarek na świecie, które chciałyby się tam dostać?! Każdy chce się wdrapywać do "trzydziestki" i walczyć z najlepszymi dziewczynami. Mam nadzieję, że jestem dopiero na początku drogi do sukcesu i że to nie jest koniec. Mam nadzieję, że w końcu się wdrapię i będę walczyć o medale.

Trenowałaś z Norweżkami. Czego ci do nich brakuje np. w warunkach treningu?

- Jest inaczej. W Polsce jest mało zawodowych narciarzy. Ja jestem tak naprawdę sama. Przez to, że Sabina Majerczyk leczy kontuzję, a inne dziewczyny są dużo młodsze, startują w niższej rangi zawodach. Fakt, że jestem sama, także na wyjazdach, powoduje duże obciążenie psychiczne. Z drugiej strony jednak, dzięki temu mogę podążać swoim programem. Trudno o tym mówić. Jest dużo rzeczy do poprawy. Muszę poprawić jazdę, technikę mam już niezłą, ale i tak jest nad czym pracować. Jak będę świetna technicznie, siłowo, fizycznie i psychicznie, a dalej czegoś będzie brakowało, to wtedy będziemy się zastanawiać.

Psychicznie chyba nie jest źle. Jesteś uśmiechnięta, czerpiesz z tego radość i nie zniechęcasz się, nawet po popełnieniu błędu, jak na drugim przejeździe dzisiaj i nadal masz apetyt!

- Na razie mam apetyt, ale mam nadzieję, że jak wrócę do pokoju, to nie puszczą mi się łzy. Staram się je gdzieś w sobie zatrzymać. Często jest tak, że w sporcie sto razy przegrywasz, raz wygrywasz i to jedni zwycięstwo musi ci odpłacić wszystkie przegrane. Dlatego ten sport jest piękny, każdy inny również. Dajesz z siebie wszystko, próbujesz wiele razy, nie poddajesz się. Jeden dobry wynik potrafi ci odpłacić wszystkie wyrzeczenia! Ja po prostu czekam na ten wynik!

Pierwszy przejazd dzisiaj był bardzo dobry, więc mam się z czego cieszyć. Czekam na taki dzień, w którym całe zawody wyjdą mi dobrze, a nie tylko połowa. W drugim przejeździe na górze popełniłam błąd, wytraciłam prędkość, a zanim rozpędziłam się do tempa, jakie mają inne dziewczyny, minęło trochę czasu.

Opowiedz o wiosce, życiu na igrzyskach. Podoba ci się otoczka?

- Oczywiście, że tak. Igrzyska to coś innego. Wyjątkowa impreza, nie każdy może na niej być. Już samo słowo "igrzyska" nadaje dobrego klimatu, dobrej atmosfery. Mieszkam z biegaczami, ale nie mogę ich dopingować na żywo, bo albo mam trening, albo regenerację. Gdyby jeszcze nie przekładali mi startów z powodu wiatru, można by pomyśleć o kibicowaniu. Super mi się z nimi mieszka, z tymi narciarzami. Trzymamy nawzajem za siebie kciuki, za całą reprezentację. Kibicuję jej całym sercem. Przy startach innych czasem bardziej się stresuję niż gdy jaj jestem na starcie (śmiech)! Jest wspaniale. Cieszę się, że jest tylu Polaków na igrzyskach, że reprezentujemy kraj i staramy się to robić jak najlepiej. Każdy daje z siebie wszystko.

Pierwszy przejazd był udany, a co się stało w drugim?

- Faktycznie, ten pierwszy był niezły, choć mogłam lepiej zacząć. Ta płaska cześć na górze nie wyszła mi za dobrze, byłam 30., ale nadrobiłam stratę na dole, bo byłam 14. W drugim przejeździe chciałam poprawić górną część przejazdu, ale popełniłam błąd, dosyć szybko się z tego wyratowałam i to było super. Wiedziałam, że jednak ten błąd dosyć dużo mnie kosztował, więc chciałam lepiej przejechać dalszą część. Atakowałam, na ile mogłam. Mimo wszystko mogłam środek lepiej przejechać, ale później pojawił się drugi, większy już błąd - wyrzuciło mnie przed "przelotem" na stromym. Taki jest sport, trzeba to przyjąć. I walczyć dalej. Teraz mam przynajmniej większą żądzę zwycięstwa! Jestem głodna!

Nasz alpejczyk Michał Kłusak pokazał Eurosportowi jak sam musi sobie przygotowywać narty, sporo czasu spędza w narciarni. Jak jest w Twoim wypadku?

- Mam serwismena, który przygotowuje i pieści moje narty.

Jakie masz przeczucia przed startem w supergigancie?

- Dobre, bo dobrze go jeździłam na ostatnich zawodach. Poza tym, pierwsze zawody mam za sobą, na drugich stres, presja powinna być mniejsza. Jazda ze spokojną głową będzie lepsza. Dzisiaj byłam zestresowana przed pierwszym przejazdem, ale i tak starałam się wyciszyć i uspokoić. Później miałam bardzo dobre nastawienie na atak i z tego się cieszę. Nie zwiodłam się myśleniem "byle dojechać do mety". Zawsze staram się atakować, bo wiem, że w końcu mi wyjdzie! Wydaje mi się, że to jest dobre podejście. Wiem, że teraz wszyscy będą narzekać: "Mogłaś jechać troszkę spokojniej i byś była 20.", ale co by mi to dało.

Rodzice by tak mogli narzekać?

- Nie, oni wiedzą jaki jest sport i są przyzwyczajeni do całej sytuacji. Moja siostra jeździła na nartach przez tyle lat, a brat skacze na motorze, jeździ na trialu, więc są przyzwyczajeni do naszych występów i kibicują nam. Na pewno będzie im przykro, że nie wyszło tak jak mogło, ale wierzą we mnie, bo wiedzą, że potrafię jeździć.

Rozmawiał i notował w Jongpjongu Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Maryna Gąsienica-Daniel