Reklama

Reklama

Pjongczang 2018

Pjongczang 2018. Marit Bjoergen może zostać najbardziej utytułowaną olimpijką

Jeśli Marit Bjoergen w olimpijskich zmaganiach w Pjongczangu wywalczy trzy złote medale, zostanie najbardziej utytułowanym sportowcem w historii zimowych igrzysk. Po trzy krążki z najcenniejszego kruszcu Norweżka zdobywała w Vancouver i Soczi.

Sześć złotych, trzy srebrne i jeden brązowy - to olimpijski dorobek Bjoergen. W tabeli wszech czasów wyprzedzają ją dwaj rodacy - biathlonista Ole Einar Bjoerndalen (8-4-1) i biegacz narciarski Bjoern Daehlie (8-4-0), którzy już jednak nie poprawią wyniku.

Jej medalową kolekcję uzupełnia 18 złotych, pięć srebrnych i trzy brązowe medale mistrzostw świata, co czyni ją rekordzistką w zawodach tej rangi. Na koncie ma 82 zwycięstwa w indywidualnych zawodach Pucharu Świata.

Bjoergen w PŚ zadebiutowała w 1999 roku, w kolejnym zdobyła w nim pierwsze punkty, a w 2002 w sprincie techniką dowolną w Duesseldorfie po raz pierwszy stanęła na podium i od razu na jego najwyższym stopniu.

Reklama

W tej samej konkurencji była najlepsza podczas mistrzostw świata w Val di Fiemme w 2003 roku, kiedy rozpoczęła swoje "złote żniwa". Dwa lata później z Oberstdorfu przywiozła już pięć krążków, w tym trzy z najcenniejszego kruszcu. W 2005 roku zdobyła także pierwszą Kryształową Kulę.

Choć w sezonie olimpijskim znów była najlepsza w klasyfikacji generalnej PŚ, to igrzyska w Turynie przyniosły jej wielkie rozczarowanie. Na tydzień przed ich rozpoczęciem rozchorowała się i zdobyła tylko jeden srebrny medal. Nie lepiej było w kolejnym sezonie. W pierwszym, historycznym Tour de Ski zajęła drugie miejsce, ale w mistrzostwach świata w Sapporo w żadnym z indywidualnych startów nie udało jej się stanąć na podium.

Tour de Ski jeszcze dwukrotnie nie wyszło Bjoergen na zdrowie - w sezonie 2007/08 zachorowała w jego trakcie, a w kolejnym tuż przed MŚ. W Libercu po raz pierwszy od 2001 roku Norweżka nie zdobyła medalu - nawet w drużynie - mistrzostw świata. Z tym morderczym cyklem rozprawiła się dopiero w 2015 roku, kiedy była najlepsza.

Urodzona 21 marca 1980 roku w Trondheim narciarka sukces przez duże "S" odniosła podczas igrzysk w Vancouver (2010). W sezonie olimpijskim do startów w PŚ podchodziła bardzo selektywnie. Oprócz TdS, odpuściła także zawody w Kuusamo, Rybińsku i Canmore. W Kanadzie wywalczyła za to pięć medali, w tym trzy złote. Rok później przed mistrzostwami świata w Oslo zastosowała podobną taktykę i znów przyniosła ona efekt, tym razem w postaci czterech złotych medali.

Równie dobrze było w 2013 roku w Val di Fiemme, a trzy lata lata temu w Falun dołożyła dwa złote krążki. W międzyczasie w igrzyskach w Soczi cieszyła się z trzech triumfów.

Po sezonie 2014/15, który zwieńczyła czwartą Kryształową Kulą, zdecydowała się na macierzyńską przerwę. Syna Mariusa urodziła w święta Bożego Narodzenia, a do rywalizacji wróciła niespełna trzy miesiące później.

"Trudno być mamą i sportowcem na najwyższym poziomie. Ma to jednak również pozytywne strony. Łatwiej radzę sobie z presją i niepowodzeniami. Kiedy po kiepskich zawodach lub treningu wracam do domu i widzę uśmiechniętego syna, to od razu czuję się zrelaksowana" - przyznała.

Blisko 38-letnia zawodniczka nie chce wybiegać w przyszłość dalej niż do igrzysk w Pjongczangu. Niewykluczone jednak, że ścigać będzie sie dłużej. Przykładem kontynuowania kariery mimo zaawansowanego wieku, jak na sportowca, jest nie tylko 44-letni Bjoerndalen, ale także m.in. była norweska biegaczka Hilde Pedersen.

W 2006 roku wygrywając w estońskiej miejscowości Otepaeae bieg na 10 km techniką klasyczną została, mając 41 lat, najstarszą zwyciężczynią zawodów Pucharu Świata (Justyna Kowalczyk wówczas po raz pierwszy w karierze stanęła na podium pucharowych zawodów, była trzecia). Zaledwie miesiąc później Pedersen zdobyła w Turynie swój pierwszy indywidualny olimpijski medal; brązowy, w tej samej konkurencji.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje