Reklama

Reklama

Pjongczang 2018

Pjongczang 2018. Charlotte Kalla dostanie za medale tylko... pluszową maskotkę

Czołowa szwedzka biegaczka narciarska Charlotte Kalla za medale zdobyte podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Pjongczangu otrzyma tylko pluszową maskotkę, podczas gdy koleżanki z ekipy - solidne premie finansowe. Dlatego, że odmówiła przygotowań z reprezentacją.

Szwedzki Komitet Olimpijski (SOK) z zasady nigdy nie przyznaje premii za medale, uważając że takie osiągnięcia zawodowych sportowców znacznie podwyższają ich wartość na rynku sponsorskim.

- Zwykle za medale dajemy w prezencie pluszową maskotkę i to powinno wystarczyć. W tej kwestii istnieje pełne porozumienie z zawodnikami - podkreślił przewodniczący SOK Peter Rainebo.

Premie przydzielają jednak krajowe federacje i narciarska w Szwecji ustaliła, że za złoty medal olimpijski sportowcy otrzymają tyle samo co podczas lutowych mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Lahti, czyli 150 tysięcy koron (65 tys. złotych), a także 60 tys. koron za srebrny (26 tys. zł) i 30 tys. za brązowy (13 tys. zł).

Reklama

Charlotte Kalla jednak nie dostanie nic, nawet gdyby zdobyła pięć złotych medali, ponieważ już w ubiegłym sezonie zrezygnowała ze współpracy z reprezentacją. Prowadzi odrębny program treningowy, z własnym zespołem opłacanym ze swojej kieszeni. Po zdobyciu trzech medali mistrzostw świata w Lahti - dwóch srebrnych, w tym jednego w sztafecie do podziału i brązowego - otrzymała tylko podziękowanie.

W dodatku według specjalnej umowy dotyczącej Pucharu Świata za zdobycie przynajmniej 30 miejsc na podium wszyscy członkowie reprezentacji otrzymują po 100 tysięcy koron bonusu (43 tys. zł). W sezonie 2016/17 Szwecja wywalczyła 34 miejsca w pierwszej trójce, dużą część z nich Kalla, lecz nie utrzymała ona żadnej premii.

"W sumie w ubiegłym sezonie powinna otrzymać od federacji, której jest niekwestionowaną twarzą, 205 tysięcy koron" - wyliczył dziennik "Aftonbladet".

Dyrektor reprezentacji Szwecji w biegach narciarskich Johan Seres powiedział w rozmowie z gazetą, że takie są zasady: "Charlotte nie chce trenować z nami, więc nie jest członkiem naszego zespołu i nie otrzyma premii. To jej wybór i koniec".

Biegaczka, która w swojej karierze zdobyła pięć medali olimpijskich, w tym dwa złote i trzy srebrne, oraz 12 medali mistrzostw świata - dwa złote, sześć srebrnych i cztery brązowe - przyznała, że jest bardzo rozżalona z powodu nierównego traktowania.

"Startuję w szwedzkim stroju i reprezentuję kraj, a podczas ceremonii medalowych wciągana jest szwedzka flaga. Czuję się wykluczona, lecz nie zmienię decyzji, ponieważ nie zgadzam się z programem treningowym federacji i jak widać lepsze rezultaty uzyskuję według własnej recepty" - powiedziała.

Szwedzkie media określiły decyzję federacji jako skandaliczną, ponieważ Kalla jest jej "koniem pociągowym" z punktu widzenia kontraktów sponsorskich i tym samym budżetu. Brak premii ze strony SOK już nie dziwi, ponieważ jest "wieloletnią tradycją".

"Podobnie jest od lat w Norwegii, której komitet olimpijski jest jednak znacznie bardziej rozrzutny niż nasz, ponieważ za każdy medal jego zdobywca otrzymuje poza maskotką również... tort" skomentował "Aftonbladet".

Zbigniew Kuczyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje