Reklama

Reklama

Pjongczang 2018

IO w Pjongczangu. Kamil Stoch i inni sportowcy z pomocą techniki

Inżynierowi Omega Timing głowili się dzień i noc, w jaki sposób uczynić igrzyska olimpijskie jeszcze bardziej atrakcyjnymi, jak dostarczyć większą wiedzę o występie samym sportowcom. W Pjongczangu zobaczymy efekty ich pracy. Nowinki techniczne pomogą też Kamilowi Stochowi i innym skoczkom, a ich fani dowiedzą się teraz, jakie szczegóły mają wpływ na skoki narciarskie.

Podczas IO w Melbourne, w 1956 r., sędziowie kłócili się przez kwadrans, by ustalić, czy złoty medal w pływaniu na 200 m stylem grzbietowym należy się bardziej Judith Ginham z Wielkiej Brytanii czy Carin Cone z USA. Obie przepłynęły ten dystans w 1:12.9, a z dokładnością do setnych części sekundy wyścigów w basenie wówczas nie mierzono. Elektroniczne maty, poprzez których dotknięcie zawodnik sam zatrzymuje stoper, były jeszcze melodią przyszłości. W Melbourne sędziowskie gremium złoto przyznało Brytyjce. W perspektywie igrzysk w Pjongczangu nie ma ryzyka, że powstaną wątpliwości przy ustalaniu kolejności na mecie. To zasługa fachowców z Omegi, która dba o właściwy pomiar czasu na igrzyskach, a jej współpraca z MKOl-em datuje się od 1932 r., od igrzysk w Los Angeles.

Reklama

Maleńkie Corgemont w północno-zachodniej Szwajcarii, w kantonie Berno, w górach Jura. Niespełna dwa tysiące mieszkańców. To właśnie tam, na zaciszu, swoje laboratorium ulokowała Omega Timing. Jej inżynierowie głowią się od lat i udoskonalają sposób pomiaru każdej dyscypliny sportowej.

W porównaniu od pierwszych igrzysk w Los Angeles (w 1984 r. impreza zawitała tam po raz drugi), na których jedynym urządzeniem pomiarowym był ręcznie włączany i zatrzymywany stoper, taki sam, jakim wuefiści mierzyli Wam przebiegnięte 100 metrów w latach 80. XX wieku, uczyniono kilka rewolucyjnych zmian. Sekunda nie zmieniła się od stu lat, ale teraz wiemy o niebo więcej o tym, co się w niej wydarzyło, niż podczas igrzysk w Los Angeles, w 1932 r.

Alpejczycy w kieszeniach wieźli karteczkę z czasem

W dobie, gdy pistolet startowy uruchamia czas automatycznie, a jego odgłos wydobywa się z głośników, by do ucha każdego zawodnika dźwięk dotarł równie szybko, trudno nam sobie wyobrazić, jak ciężko było zorganizować pomiar czasu w narciarstwie alpejskim 82 lata temu. W Garmisch-Partenkirchen alpejczycy nie mieli bramki startowej, ani nie przerywali taśmy na mecie. Nie było też mowy o kontakcie radiowym, czy telefonicznym między sędzią startowym a tym na mecie.

Jak radziła sobie wobec tych obiektywnych trudności Omega? Sędzia na górze trasy zapisywał bezwzględny czas startu zawodnika na karteczce, a ten na mecie notował godzinę przyjazdu narciarza. Ciekawy los był karteczki: lądowała w kieszeni następnego zawodnika, który zwoził ją na metę i niósł do biura zawodów. Tam dopiero sędziowie obliczali czas przejazdu poprzednika doręczyciela karteczki. Zatem opóźnienie w ogłoszeniu wyniku każdego zawodnika wynosiło od 5-10 minut, co utrudniało widzom percepcję zawodów.

Stoch i spółka skakać będą z czujnikami

W Corgemont nie ma cienia atmosfery z typowych europejskich korporacji. Nikt się nie spieszy, nie biegnie z laptopem pod pachą, czy toną dokumentów. Szwajcarzy stawiają na precyzję, a nie na szybkość. Mieliśmy okazję zobaczyć, a nawet przetestować kilka nowinek technicznych, jakie Omega przyszykowała na najbliższe igrzyska w Pjongczang. Zacznijmy od tej, która Was najbardziej zainteresuje, która dotyczy Kamila Stocha, Macieja Kota, Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę, Stefana Hulę i innych śmiałków, którym niestraszne jest rzucenie się z nartami rozłożonymi w stylu "V", w otchłań, zakończoną często nierównym zeskokiem.

W Pjongczangu skoczkowie wystartują ze specjalnymi czujnikami, przyklejonymi do narty zawodników, tuż za butem. Dzięki urządzeniu dowiemy się z jaką prędkością i na jakiej wysokości leci zawodnik, pod jakim kątem ma rozłożone narty i z jaką prędkością ląduje.

Sensor odpowie też na pytanie czy zawodnik trafił z odbiciem na progu, a jeśli nie, to poda informacje o ile centymetrów spóźnił odbicie, bądź o ile cm odbił się za wcześnie.

Już od kilku lat skoczkowie mieli opomiarowane: prędkość najazdową, siłę i kierunek wiatru w każdej fazie buli. Zwłaszcza urządzenia mierzące powiewy gwarantują bezpieczeństwo skoczkom, a od kilku lat dyscyplina jest nieco bardziej sprawiedliwa. Wiedza o tym, jak silne i z jakiego kierunku dany skoczek miał podmuchy, pozwala sędziom uczynić skorygować ostateczną notę skoku: przy wietrze wiejącym pod narty odpowiednio ją obniżają, a przy powiewach w plecy - podnoszą.

Wojtek Wolski i inni hokeiści z czujnikami ruchu

Spore innowacje czekają też hokeistów, w których turnieju będziemy trzymać kciuki za Polaka reprezentującego Kanadę - Wojtka Wolskiego. Wszyscy hokeiści zagrają z czujnikami ruchu, ulokowanymi w tylnej części kołnierza, które przeanalizują prędkość, z jaką poruszają się na lodzie. Realizator transmisji TV i operator tablicy świetlnej na lodowisku otrzymają dane on-line, dzięki sieci wifi i będą mogli dzielić się nimi z publicznością.

- Zarówno hokeiści, jak i skoczkowie, zresztą sportowcy z innych dyscyplin również są otwarci na nasze eksperymenty. Dzięki nowym rozwiązaniom pomiarowym oni również zgłębiają swą wiedzę, trenerzy dowiadują się, gdzie tkwią największe rezerwy - powiedział Alain Zobrist prezes zarządu Omega Timing.

W meczach hokejowych pomocny będzie też system wykrywający dźwięk gwizdka sędziego, który zatrzyma czas meczu o pół sekundy szybciej niż najszybszy nawet sędzia zegarowy. Sądzicie, że pół sekundy to niewiele? Powiedzcie to tym, którzy przegrywają jedną bramką i za wszelką cenę chcą wyrównać!

Umieszczone ma bucie sensory ruchu uatrakcyjnią także narciarstwo alpejskie. Dzięki urządzeniom Omegi dowiemy się, z jaką prędkością jedzie dany zawodnik, jakim w danym momencie jest poddany przeciążeniom, jak daleki i z jaką prędkością wykonuje skok, bo i alpejczykom wyskoki się zdarzają.

Dzięki temu widzowie na arenach, jak i ci przed telewizorem dostaną lepsze statystyki i dane, które pomogą im lepiej zrozumieć specyfikę każdej dyscypliny.

Połączenie historii z teraźniejszością

Do Korei Południowej Omega zawiezie 230 ton sprzętu. Będą to nie tylko urządzenia pomiarowe, ale też 30 publicznych i 90 sportowych gigantycznych tablic świetlnych.

Szwajcarzy znakomicie łączą przeszłość z teraźniejszością. Fotokomórka elektryczna została wprowadzona do użytku w 1948 r. Urządzenie służy do dziś w łyżwiarstwie szybkim. Wiązka światła skanuje przestrzeń dwa-trzy centymetry nad lodem i sprawdza, czy czas został zatrzymany w tym samym momencie, co panczenista przekroczył metę.

Fotofinisz to rozwiązanie znane już z igrzysk w Albertville (1992), na których po raz ostatni wystąpiła nasza reprezentacja hokejowa. Teraz zostało udoskonalone do tego stopnia, że jest w stanie mierzyć z dokładnością do jednej tysięcznej sekundy! Najnowszy model fotofiniszu nosi nazwę Scan’O’Vision Myria i wykonuje 10 tys. zdjęć na sekundę.

Podczas zwiedzania laboratorium w Corgemont mogliśmy sprawdzić też rozwiązania Omegi dla niewidzących i niedowidzących biathlonistów, biorących udział w paraolimpiadzie. Zaprojektowany dla nich karabin emituje dźwięk tym wyższy, im luda bliżej jest celu. Paraolimpijczycy strzelają w ten sposób z 10 m do tarcz o średnicy dwóch cm. Uwierzcie, że trafienie w środek tarczy nie jest łatwe. Przekonaliśmy się o tym nie tylko my, ale i nasi koledzy po fachu z Korei Południowej.

Na pytanie o to, co będzie w przyszłości, jakich rewolucji w pomiarach dokona Omega Timing, jego prezes ripostuje: "To dobre pytanie", po chwili namysłu dodaje:

- Czas się nie zmienia. Zmienia się natomiast sposób mierzenia sekundy. Głębia rozumienia tego, co się zdarzyło w ciągu tej sekundy - podkreśla Alain Zobrist.

 Z Corgemont Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje