Reklama

Reklama

Piłkarskie legendy Orłów

Piłkarskie legendy Orłów. Zygmunt Anczok - sylwetka

Jeśliby w naszej piłce szukać najlepszych lewych obrońców, to na jednym z czołowych miejsc musi się znaleźć osoba wychowanka Sparty Lubliniec, a potem świetnego zawodnika Polonii Bytom i Górnika Zabrze Zygmunta Anczoka.

Rocznik 1946 swoją karierę zaczął w niewielkim klubie z Górnego Śląska, jakim jest Sparta Lubliniec. Szybko trafił do liczącej się wówczas w polskiej piłce Polonii Bytom, która w latach 1954 i 1962 zdobywała mistrzostwo Polski.

Sukcesy w Polonii

Anczok swoje mistrzostwo z polonistami zdobył w 1963 roku, tyle że był to krajowym prymat w juniorskim futbolu. Latem tego roku bytomianie najpierw wygrali eliminacyjny turniej w Krakowie, a potem pojechali na finał do Zielonej Góry, gdzie rywalami jedenastki z Bytomia były zespoły Zagłębia Sosnowiec, z Andrzejem Jarosikiem w składzie, a także Bałtyk Gdynia i Odra Opole. Najlepsza okazała się Polonia, w barwach której brylował nie kto inny, jak ledwie 17-letni wtedy Zygmunt Anczok. Dobrze radził sobie zarówno w defensywie, jak i z przodu.

Reklama

Nie miał jeszcze ukończonych 18 lat, kiedy zadebiutował w Ekstraklasie. Stało się to w meczu przeciwko Gwardii Warszawa. Jego kariera nabrała wielkiego rozpędu, bo jako 19-latek miał już na swoim koncie debiut w narodowych barwach. I to jaki! W październiku 1965 roku na legendarnym Hampden Park w Glasgow "Biało-Czerwoni" pokonali nie byle kogo, bo Szkocję 2-1 z takimi zawodnikiem w składzie, jak Denis Law, najlepszy piłkarz Europy 1964 roku. Mecz oglądało 107 tys. kibiców.  

Połowa lat 60. to w ogóle świetny okres w karierze młodego gracza z Lublińca. Kadra, a z Polonią sukcesy na międzynarodowej arenie. Bytomianie w 1965 roku najpierw zdobyli Puchar Rappana (poprzednik Pucharu Intertoto). W grupie zdystansowali takie kluby, jak Lens, Schalke i szwedzki Degerfors. W ćwierćfinale okazali się lepsi od ekipy z Karl-Marx-Stad, a w półfinale od belgijskiego Royal FC Liege. W finale, po porażce w pierwszym meczu z Lokomotiw Lipsk 0-3, u siebie pokonali ekipę z NRD aż 5-1!

W tym samym roku zdobyli też Puchar Ameryki pozostawiając w pokonanym boju m.in. Ferencvaros, West Ham United, Kilmarnock, a w finale okazali się lepsi od Dukli Praga, gdzie grali wicemistrzowie świata z 1962 roku, słynny Josef Masopust, Ladislav Novak czy Svatopulk Pluskal. Anczok był mocnym punktem tamtego zespołu.

- Bardzo dobry obrońca i bardzo fajny człowiek. Można o nim mówić w samych superlatywach. Grał nowocześnie. Był szybki, zdecydowany. Grałem z nim i w Polonii i potem w Górniku. Pamiętam nasz powrót po zdobyciu Pucharu Ameryki. Po przyjeździe do Bytomia na rynku witały nas wielkie tłumy, przyszło kilkanaście tysięcy kibiców - wspomina Jan Banaś, kolega z boiska.

Zatrzymał samego Garrinchę

Co do Ameryki, to młody obrońca błysnął też tam w 1966 roku. Nasza kadra przed mundialem na angielskich boiskach gościła w Brazylii i w Argentynie. W meczu z wciąż wtedy aktualnymi mistrzami świata umiejętnie powstrzymywał ataki takich graczy, jak legendarni Pele czy Garrincha. Drużyna pod wodzą Antoniego Brzeżańczyka uległa na Maracanie nieznacznie, bo 1-2. Potem zremisowała 1-1 z innym finalistą MŚ Argentyną 1-1 w Buenos Aires. Przed mundialem w Anglii zaliczył jeszcze jeden rewelacyjny występ. Było to starcie z gospodarzami turnieju. Mecz na Stadionie Śląskim z Wyspiarzami przegraliśmy 0-1, ale młodziutki Anczok zewsząd zbierał gratulacje.

- Miałem wtedy 20 lat. Anglicy przygotowywali się do mistrzostw świata. Zagrałem rewelacyjny mecz, cały czas odzyskiwałem piłkę. Naprzeciwko mnie biegał Alan Ball. Ja grałem wtedy bardzo szybko, oddawałem dużo strzałów na bramkę, takich mocnych, które mijały słupek może o pół metra, może o metr - wspominał w jednym z wywiadów.

Takie występy nie mogły nie zostać niezauważone. W 1966 roku katowicki "Sport" organizował swój pierwszy plebiscyt na "Piłkarza Roku". Triumfował nie kto inny, jak właśnie Anczok. Miał wtedy ledwie 20 lat! Piłkarz Polonii Bytom w pokonanym polu zostawił takie gwiazdy, jak drugiego wtedy Jarosika, trzeciego Zygfryda Szołtysika czy czwartego Ernesta Pohla. Szósty był Włodzimierz Lubański, a 10 Stanisław Oślizło.

"To był najbardziej udany i wprost rewelacyjny nabytek reprezentacji. Gdyby prowadzić punktową ocenę występów w barwach narodowych, wygrałby je z pewnością bezapelacyjnie. W każdym niemal meczu międzypaństwowym należał do najlepszych naszych piłkarzy. A trafiał raz po raz na słynnych przeciwników. Henderson (Szkocja), Ball (Anglia), Bene (Węgry), Magnusson (Szwecja), Jairzinho i Garrincha (Brazylia), to znakomici prawoskrzydłowi, a jednak olbrzymia większość pojedynków kończyła się zwycięstwem polonisty" - pisał "Sport" pod koniec 1966 podsumowując swój plebiscyt i tamten rok.  

W tym samym czasie 20-latka wybrano do jedenastki dwudziestolecia po II wojnie światowej. Był obok takich sław, jak Edward Szymkowiak, Władysław Gędłek, Stanisław Oślizło, Roman Korynt, Czesław Suszczyk, Andrzej Zientara, Ernest Pohl (wtedy jeszcze Pol...), Lucjan Brychczy, Gerard Cieślik i Roman Lentner. Mogło się zakręcić w głowie!

Złoto w Monachium i kontuzja

Grał regularnie i w Polonii i w reprezentacji. Znano go na europejskich boiskach. Pod koniec maja 1971 roku zagrał na Łużnikach w pożegnalnym meczu Lwa Jaszyna, jednego z najlepszych bramkarzy w dziejach futbolu. Drużyna przyjaciół wyśmienitego radzieckiego bramkarza, grająca jako Dynamo Moskwa (Jaszyn bronił tam przez całą karierę), zmierzyła się z reprezentacją Europy. Drużynę gwiazd Starego Kontynentu wybierał Rajko Mitić. Serbski szkoleniowiec w 1968 roku do wicemistrzostwa Europy doprowadził Jugosławię. Do europejskiej jedenastki powołał m.in. Lubańskiego i właśnie Anczoka. Kilka miesięcy po tym meczu piłkarz był już w Górniku Zabrze, w którym w 1972 roku cieszył się i z mistrzostwa i z Pucharu Polski. Zagrał też - z powodzeniem - na igrzyskach w Monachium, gdzie drużyna prowadzona przez Kazimierza Górskiego sięgnęła po złoto, oczywiście z Anczokiem w składzie, który grał we wszystkich spotkaniach będąc mocnym punktem biało-czerwonej jedenastki.

Miał wtedy 26 lat, a kadra już szykowała się do eliminacji MŚ 1974, które przeszły do historii nie tylko polskiej piłki. Anczok zagrał jeszcze w eliminacyjnym meczu z Walią w Cardiff w marcu 1973 roku, który nasi przegrali 0-2. Było to jego spotkanie numer 48 i jak się okazało... ostatni mecz w reprezentacji, ledwie kilkanaście dni po 27 urodzinach.

Co było potem? Na przeszkodzie stanęła kontuzja nogi. Podobnie jak Lubański, na tak udany dla nas mundial do RFN, nie pojechał. Na lewej stronie obrony biegał już Adam Musiał.

Wzorował się na Facchettim

Jesienią 1974 roku wyjechał za Ocean. Występował w polonijnych klubach z Chicago. Potem grał jeszcze w Norwegii. Po powrocie do domu był trenerem swojej Sparty Lubliniec. Pracował jako taksówkarz.

Do historii przeszły jego efektowne rajdy lewą stroną. To było coś, co wyróżniało go na tle innych. Jak wspominał, wzorował się na świetnym włoskim obrońcy Giacinto Facchettim, wieloletnim kapitanie włoskiej reprezentacji i wielkiego w latach 60. Interu, którego podglądał w telewizji, a potem przeciwko któremu sam grał. Włoch często zapuszczał się do przodu. Anczok robił to samo, dlatego w latach 60. i na początku lat 70. zrobił taką karierę. Byłoby z pewnością jeszcze lepiej, gdyby nie kontuzja...

Michał Zichlarz

Zygmunt Anczok

(urodzony 14 marca 1946 roku w Lublińcu)

Kariera piłkarska:

1959-1962 Sparta Lubliniec

1963-1971 Polonia Bytom

1971-1974 Górnik Zabrze

1975 Wisła Chicago

1975-1976 Chicago Katz

1977-1979 Skeid Fotball Oslo

Kariera trenerska:

Sparta Lubliniec

Reprezentacja Polski: 48 meczów

Sukcesy: 

Złoty medal olimpijski (1972)

Mistrzostwo Polski (1972)

Puchar Polski (1972)

Wicemistrzostwo Polski (1974)

Puchar Rappana (1965)

Puchar Ameryki (1965)

Mistrzostwo Polski juniorów (1963)

Piłkarz Roku w plebiscycie "Sportu" (1966)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje