Reklama

Reklama

Piłkarskie legendy Orłów

​Piłkarskie Legendy Orłów. Stefan Majewski - sylwetka

Uniwersalny żołnierz selekcjonera Antoniego Piechniczka. W finałach mistrzostwach świata wszystkie mecze rozegrał w pełnym wymiarze czasowym. I to z "dychą" na plecach!

Piłkarska karierę Stefan Majewski rozpoczynał w Bydgoszczy, gdzie się urodził. Pierwsze lata spędził w Gwieździe, Chemiku i wreszcie w Zawiszy, w barwach którego - latem 1977 roku - debiutował w Ekstraklasie.

Spadek po Deynie

Półtora roku później, po linii wojskowej, zameldował się w warszawskiej Legii. Po Kazimierzu Deynie przejął najcięższy możliwy numer - "10". Szybko pokazał, że da radę go udźwignąć. 4 marca 1979 roku zadebiutował w meczu ze Śląskiem Wrocław i - mimo, że nigdy nie był snajperem - w wygranym 2-0 meczu strzelił oba gole. Z miejsca stał się ulubieńcem kibiców!

Reklama

Cieszył się sympatią do końca pobytu przy Łazienkowskiej, przez kolejne pięć lat. Nadano mu ksywę "Sokrates", bo lubił filozofować.

W Legii Majewski dwukrotnie zdobył Puchar Polski. Jeśli tylko był zdrowy, grał prawie zawsze. Mogli na niego liczyć kolejni trenerzy, a było kogo w stolicy podpatrywać. Wspomniany Strejlau, Kazimierz Górski, Lucjan Brychczy i Jerzy Kopa. Czy to wtedy Majewskiemu po raz pierwszy zaświtała myśl, by po zakończeniu kariery zawodniczej zostać trenerem?

Debiut jak ze snów

W reprezentacji Polski zadebiutował jeszcze jako zawodnik drugoligowego wtedy Zawiszy, zostając pierwszym kadrowiczem w historii tego klubu.  Miało to miejsce 30 sierpnia 1978 w towarzyskim meczu z Finlandią. To była wielce udana premiera! Na stadionie w Helsinkach, w 81. minucie, trafił piłką do siatki po strzale głową i zapewnił "Biało-Czerwonym" wygraną 1-0.

Był to pierwszy mecz kadry po nieudanym argentyńskim mundialu i jednocześnie przedostatni dla Jacka Gmocha w roli selekcjonera. Po zmianie na tym stanowisku, i nastaniu ery Ryszarda Kuleszy, Majewski początkowo grał regularnie, ale potem stracił kadrowy etat. Dopiero kontuzja kręgosłupa pomocnika Janusza Kupcewicza z Arki Gdynia sprawiła, że kolejny selekcjoner, Antoni Piechniczek, sięgnął po obrońcę Majewskiego. I od razu wstawił od pierwszej minuty do pomocy w pamiętnym spotkaniu z NRD o awans do hiszpańskiego mundialu.

Na lipski Stadion Centralny przyszło aż 85 tysięcy widzów, więcej niż na NRD-owskie dożynki. Po dramatycznym boju, i dwóch bramkach Włodzimierza Smolarka, Polacy wygrali 3-2 i zapewnili sobie promocję na mistrzostwa świata.

Siła nieufności

Ten mecz obrósł licznymi legendami. Przed nim o mało nie doszło do skandalu dyplomatycznego, gdy Polacy postanowili przywieźć do NRD swoją żywność. Po tym jak zatruli się przed spotkaniem w el. ME '80 i przegrali na tym samym stadionie 1-2, już nie ufali, w teorii zaprzyjaźnionym, NRD-owcom.- Postawiliśmy na swoim, choć były różne odgórne sugestie i naciski. Powiedziałem, że przed meczem spożywamy wyłącznie swoje, skontrolowane pokarmy. A dopiero po spotkaniu, na bankiecie, chętnie, już bez żadnych zastrzeżeń, skorzystamy z gościnności gospodarzy - opowiadał "Przeglądowi Sportowemu" Antoni Piechniczek wiele lat później.

Hiszpania na medal

Majewski zyskał na stałe miejsce w kadrze. Zagrał kilka tygodni później w Buenos Aires, gdzie Polacy pokonali Argentynę 2-1. Było to jedyne w dziejach zwycięstwo naszych piłkarzy na boisku panujących mistrzów świata.

Powołanie na hiszpański mundial Majewski miał w kieszeni. Tam początkowo grał na prawej obronie, ale po kontuzji Jana Jałochy przeszedł na lewą flankę. Polska obrona była na tym turnieju żelazna - w siedmiu meczach piłka w naszej siatce znalazła się jedynie pięć razy.

Z numerem "10" na plecach nie zawodził, grał od deski do deski (zresztą na kolejnych mistrzostwach również zaliczył komplet minut),  a ukoronowaniem jego solidnej gry była bramka w meczu o trzecie miejsce z Francją. Polacy wygrali 3-2 i odebrali srebrne medale. Ogromny sukces i wyrównanie osiągnięcia drużyny Kazimierza Górskiego sprzed ośmiu lat. Interia pisała o tym turnieju TUTAJ

Majewski był uniwersalnym i niezawodnym żołnierzem Piechniczka. W nagrodę 10 października 1982 roku po raz pierwszy założył kapitańską opaskę w barwach reprezentacji. Niestety Polacy ulegli w Lizbonie Portugalii 1-2. Był to mecz eliminacji mistrzostw Europy.

Po osiągnięciu "ustawowego" wieku 28 lat nasz bohater wyjechał do RFN-owskiego 1.FC Kaiserslautern. Mimo że nie zagrał w żadnym z meczów eliminacyjnych dostał powołanie na mistrzostwa świata Mexico ’86. Jak się miało okazać, ten turniej stanowił przeciwieństwo hiszpańskiego - rozegranego cztery lata wcześniej.

Lineker uciekł trzy razy

Bezbramkowy remis z Marokiem był rozczarowujący, ale już wygrana 1-0 z mocną wtedy Portugalią miała swoją wymowę. Polacy byli o krok od awansu do fazy pucharowej, z kolei ich ostatni grupowy rywal, Anglia - o krok od wypadnięcia z turnieju. Po klasycznym hat-tricku Gary’ego Linekera, skompletowanym już do przerwy, przegraliśmy 0-3. Późniejszy król strzelców turnieju grał w tym spotkaniu z numerem "10" - tak samo jak Majewski, który odpowiadał za jego krycie.

Meksykański mundial był kresem jego reprezentacyjnej kariery. Łącznie w drużynie narodowej rozegrał 40 meczów, strzelił cztery gole. Od 2014 roku jest członkiem Klubu Wybitnego Reprezentanta.

Kuszenie przyszłego króla

W ostatnich latach kariery skupił się na występach klubowych. Buty zawiesił na kołku w 1993 roku. Wiedział już, że przyszłość chce związać z zawodem trenera. Skończył słynną Akademię Trenerską w Kolonii. I zapewne tam zaczerpnął inspirację do utworzenia w listopadzie 2013 roku Szkoły Trenerów PZPN. Dziś jest jej dyrektorem. Sprawuje też funkcję dyrektora sportowego PZPN.

Sam szkoleniową przygodę rozpoczynał pracą z juniorami SC Freiburg i amatorami 1. FC Kaiserslautern. Do tego drugiego klubu ściągnął i szlifował talenty m.in. Michaela Ballacka oraz Miroslava Klose, który później ponad 130 razy wystąpił w reprezentacji Niemiec, zostając najskuteczniejszym snajperem w historii finałów MŚ. Co ciekawe, Majewski namawiał bezskutecznie młodego Mirka na przenosiny do Amiki Wronki.

Do rodzimej Ekstraklasy wprowadził najpierw Polonię Warszawa, potem Widzew Łódź. Jak radził sobie jako trener w krajowej elicie? To już temat na zupełnie inne opowiadanie.

Trzeba tu jednak wspomnieć incydent, który odbił się najgłośniejszym echem. W roli coacha Amiki (zdobył z nią dwa razy Puchar Polski i Superpuchar) przyszło mu przeżyć... strajk piłkarzy. Odmówili wyjścia na trening. Nie chodziło im jednak o zaległości płacowe, lecz o fatalne relacje ze szkoleniowcem, który nosił już wówczas ksywę "Doktor". Przez podopiecznych często nazywany był również "Bin Ladenem".  

Największa porażka kariery

Grzegorz Król w swej biografii pisał o Majewskim wprost - to najgorszy człowiek, jakiego spotkałem.

Fragment książki: "Stefan to cwany i inteligentny facet. Nie da sobie zrobić krzywdy. Ale jest nie do życia. Jeszcze na początku, gdy drużyna wygrywała, sporo chłopaków mówiło między sobą, że to świetny trener. Do pierwszej porażki. Wtedy zdjął swoją maskę. Kiedy dostawaliśmy w dupę, stawał się wariatem. Robił wszystko przeciwko tobie, wszystko na złość.

I oczywiście za wszystko kary. Przychodziłeś w klapkach albo w krótkich spodenkach na posiłek, dostawałeś karę. Kiedyś pojechaliśmy na obóz do Niemiec. Ciepło, 30 stopni, ale my musieliśmy wszędzie chodzić w dresach. Bo tak przecież żyją Niemcy, to porządny kraj".

A jak wspomina strajk Majewski? - To było możliwe tylko w Polsce - stwierdził po latach w rozmowie z magazynem "Futbol". - Na Zachodzie coś takiego byłoby nie do pomyślenia. To jest największa porażka w mojej karierze. W takim momencie człowiek zastanawia się, czy to wszystko, co poświęcił do tej pory, miało w ogóle sens. Czy było warto...   

Zbigniew Boniek, już jako selekcjoner, mianował go swoim asystentem. Jak jednak pamiętamy, ten rozdział nie trwał długo. Niespełna pół roku. 

Marzenie, czyli epizod

A gdy posadę szefa kadry stracił Leo Beenhakker, w dwóch meczach o honor - u schyłku 2009 roku - drużynę narodową w dwóch potyczkach eliminacyjnych poprowadził właśnie Majewski. Najpierw przegrał 0-2 w Pradze z Czechami, a potem 0-1 na pustym Stadionie Śląskim ze Słowacją.Wierzył, że dostanie swoją szansę na poważnie, ale się pomylił. To był dla niego tylko selekcjonerski epizod. W swoim CV ma też posadę trenera kadry U-23 i U-21. Zawsze marzył jednak, żeby być tym Najważniejszym - znacznie dłużej niż 180 minut, gdy wokół niego dogasały już tylko świece...

Maciej Słomiński

 

Stefan Majewski

(ur. 31 stycznia 1956 r. w Bydgoszczy)

Kariera piłkarska

Do 1973: Gwiazda Bydgoszcz

1973-77: Chemik Bydgoszcz

1977-78: Zawisza Bydgoszcz

1979-84: Legia Warszawa

1984-87: 1. FC Kaiserslautern

1987-88: Arminia Bielefeld

1988-89: Apollon Limassol

1989-93: Freiburger FC 

Reprezentacja Polski

1978-86 (40 meczów/4 gole)

 Sukcesy

III miejsce w MŚ (1982)


#POMAGAMINTERIA

1 czerwca reprezentantka Polski w kolarstwie górskim Rita Malinkiewicz i jej koleżanka Katarzyna Konwa jechały na trening w ramach autorskiego projektu Rity dla pasjonatów kolarstwa #RittRide for all. Z niewyjaśnionych przyczyn w Wilkowicach koło Bielska-Białej wjechał w nie samochód jadący z naprzeciwka. Kasia przeszła wiele operacji, w tym zabieg zespolenia połamanego kręgosłupa i połamanej twarzoczaszki oraz częściową rekonstrukcję nosa i języka. Rita nadal pozostaje w śpiączce farmakologicznej, a jej obecny stan zdrowia jest bardzo ciężki. Potrzeba pieniędzy na ich leczenie i rehabilitację - dołącz do zbiórki. Sprawdź szczegóły >>>


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje