Reklama

Reklama

Piłkarskie legendy Orłów

​Piłkarskie legendy "Orłów". Kamil Glik - sylwetka

Mówili, że jest zbyt "drewniany" i kariery nie zrobi. Tyle, że ten drewniany osiągnął znacznie więcej niż tysiące boiskowych magików. Mistrzostwo Francji, kapitańska opaska reprezentacji Polski, półfinał Ligi Mistrzów, ćwierćfinał mistrzostw Europy. Kamil Glik to przykład, że uporem można przenosić góry.

Wychował się na jednym z typowych śląskich blokowisk. Osiedle "Przyjaźń" znajduje się w Jastrzębiu Zdroju, ale - jak podkreśla sam Glik - z przyjaźnią miało niewiele wspólnego. Gdyby zresztą wpadł w tamtejsze środowisko, to nigdy nie powąchałby wielkiej piłki.

Glik jednak nie wstydzi się pochodzenia. Więcej, gdy już był piłkarzem światowego formatu, ufundował na osiedlu boisko. Po to, by tamtejsze dzieci start do wielkiej piłki miały łatwiejszy niż on, który biegał po "murawie" składającej się wyłącznie z piasku.

Już w wieku 16 lat jego przygoda z piłką stanęła pod dużym znakiem zapytania, co w książce "Kamil Glik. Liczy się charakter" opisał Michał Zichlarz. Podczas jednego z meczów doszło do sporego zamieszania i Wydział Dyscypliny Śląskiego Związku Piłki Nożnej wezwał na posiedzenie m.in. Glika. 16-latek pojechał tam jako świadek, a wlepiono mu roczną dyskwalifikację!

Reklama

- Chłopak bez przerwy wszystkim przerywał. Zachowywał się prowokująco i cynicznie się uśmiechał. Wydział Dyscypliny miał prawo do takiej kary. Jeśli stwierdzimy poprawę w jego zachowaniu, po pół roku ma szansę na jej zawieszenie - tłumaczył Grzegorz Termiński, ówczesny wiceprezes ŚZPN.

Po latach, przy okazji pisania książki, sam piłkarz tak wspominał tę sytuację. 

- Siedziało tam dwóch czy trzech panów. Trochę się wtedy zdenerwowałem, bo widziałem, że chcą mnie uwalić. Skończyło się na rocznej dyskwalifikacji. Choć chyba i tak potraktowali mnie ulgowo, jako że grałem w reprezentacji Śląska juniorów. Różnie mogło być. Przez to zawieszenie mogłem przecież w ogóle przestać grać. Ostatecznie jakoś odbębniłem pół roku, a potem mnie odwieszono. Piłka to było całe moje życie i wokół niej kręciło się absolutnie wszystko - podkreślał.

Po trudnym początku, powoli zaczął realizować marzenia. W wieku 19 lat trafił do Realu Madryt. Od kadry pierwszego zespołu dzieliła go oczywiście przepaść, ale mógł poczuć jak trenują zawodnicy w wielkim klubie.

W stolicy Hiszpanii zagrzał rok, zaliczył kilkanaście występów w rezerwach i wrócił do Polski. Zatrudnił go Piast, który półtora roku później spadł z Ekstraklasy, więc Glik zaczął szukać nowego klubu. Znalazł we Włoszech.

22-letni wówczas obrońca podpisał kontrakt z Palermo, ale pół roku później był już na wypożyczeniu w Bari, gdzie zaliczył debiut w Serie A, ale też kolejny spadek, co oznaczało kolejną przeprowadzkę, tym razem do Turynu. Nie trafił jednak do wielkiego Juventusu, ale drugoligowego Torino.

Sportowa degradacja? Niekoniecznie, bo z Glikiem w składzie zespół w 2012 r. awansował do Serie A, a Polak w końcu znalazł miejsce, gdzie na niego stawiano. Jako pierwszy obcokrajowiec w historii Torino został nawet jego kapitanem. Z miesiąca na miesiąc grał coraz lepiej, a w sezonie 2014/2015 zdobył nawet siedem bramek, czyli więcej niż wielu napastników w Serie A. W tym samym sezonie dotarł też z zespołem do 1/8 finału Ligi Europejskiej i został wybrany do "11" sezonu Seria A według "La Gazzetta dello Sport".

To wszystko zbiegło się ze świetnymi występami w reprezentacji. Glik stał się ostoją defensywy kadry Adama Nawałki, która podczas Euro 2016 w fazie grupowej nie straciła żadnej bramki, a w dwóch meczach fazy pucharowej tylko po jednej.

Jak wiele dla reprezentacji znaczy Glik, polscy kibice przekonali się jednak dopiero dwa lata później, gdy z powodu kontuzji nie mógł zagrać w pierwszym meczu mistrzostw świata przeciwko Senegalowi, przegranym 1-2, a w drugim pojawił się na ostatnich 10 minut, gdy Polacy już żegnali się z turniejem.

Dziś Glik jest zawodnikiem AS Monaco. Przygoda z francuskim klubem zaczęła się w wymarzony sposób - w debiutanckim sezonie zdobył 6 bramek, a AS Monaco zostało mistrzem i awansowało aż do półfinału Ligi Mistrzów. Dziś po tamtej drużynie zostały już tylko wspomnienia, bo teraz większość sezonu rozbijała się po dolnych rejonach tabeli. Teraz jest na dziewiątym miejscu, które nie satysfakcjonuje zarówno szefów klubu, jak i Glika, więc niewykluczone, że ich drogi wkrótce się rozejdą. 

Coraz głośniej mówi się, że drugi kapitan reprezentacji Polski (po Robercie Lewandowskim), wróci tam, gdzie jest szanowany, i gdzie jego kariera nabrała rozpędu, czyli do Włoch.

Piotr Jawor

Kamil Glik

(urodzony 3 lutego 1988 r. w Jastrzębiu-Zdroju)

Kariera:

1998-2000 MOSiR Jastrzębie-Zdrój

2000-05 Wodzisławska Szkoła Piłkarska

2005 (jesień) Silesia Lubomia

2006-07 UD Horadada

2007-08 Real Madryt "C"

2008-10 Piast Gliwice

2010-11 US Palermo

2011 (wiosna) Bari

2011-16 Torino FC

2016 - AS Monaco 

Reprezentacja Polski: 73 meczów/ 5 bramek

Sukcesy:

ćwierćfinał Euro 2016, awans na mundial 2018, awans do Serie A (2012), mistrzostwo Francji (2017), półfinał Ligi Mistrzów (2017).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje