Reklama

Reklama

Piłkarskie legendy Orłów

Piłkarskie legendy Orłów. Jerzy Dudek - sylwetka

Do historii światowej piłki wszedł tanecznym krokiem, a ze sceny schodził przy aplauzie największych gwiazd futbolu. Z reprezentacją grał na mistrzostwach świata, a w klubowej piłce wygrał Ligę Mistrzów. Z cyklu "Piłkarskie legendy Orłów" przedstawiamy sylwetkę Jerzego Dudka.

Maldini - raz. Crespo - dwa. Crespo - trzy. Po pierwszej połowie nikt nie miał wątpliwości, że trofeum za wygranie Ligi Mistrzów 2004/2005 pojedzie do Mediolanu. - Grają w taki sposób, że dziś nikt nie da im rady - zachwycał się angielski komentator tamtego spotkania. A jednak...

Po przerwie ten mecz wszedł do historii. Nie, nie wszedł, tylko z łomotem wbił się do niej razem z drzwiami. Liverpool zdobył trzy bramki i to w sześć minut! Cały wysiłek poszedłby jednak na marne, gdyby nie Dudek. Najpierw w nieprawdopodobny sposób w dogrywce obronił strzał i dobitkę Andrija Szewczenki, ale po tych interwencjach Polak tylko się uśmiechnął, jakby wiedział, że jego pięć minut dopiero nadchodzi.

Reklama

I nadeszło, w rzutach karnych. To tam Dudek wykonywał ruchy, które do dziś zwą się "Dudek dance", i które dzieci na podwórkach - broniąc karne - naśladują do dziś. Dudek najpierw zdekoncentrował Serginho, a później odbił strzały Andre Pirlo i Szewczenki. Dziś pewnie te karne zostałyby powtórzone, bo Polak przed strzałem wyskoczył przed linią bramkową, ale wtedy nikogo to nie obchodziło. Dudek został królem!

Jego droga na tron zaczęła się w Knurowie. Dziś o Concordii pamiętają tylko starsi kibice, bo drużyna od blisko 20 lat nie potrafi się wygrzebać powyżej piątego poziomu rozgrywkowego. To jednak w trampkarzach tego klubu Dudek po raz pierwszy wcisnął na dłonie bramkarskie rękawice, choć zaliczył też kilkanaście spotkań jako obrońca.

W seniorskiej, trzecioligowej Concordii zadebiutował po osiągnięciu pełnoletności i dopiero po pięciu sezonach dostrzegł go Bogusław Kaczmarek, który wówczas prowadził ekstraklasowy Sokół Tychy. Długo miejsce tam jednak nie zagrzał. Po zaledwie 15 spotkaniach otworzyły się przed nim drzwi do dużego piłkarskiego świata, a droga na salony wiodła przez Rotterdam.

Do Feyenoordu szedł jednak jako zmiennik, bo tam niekwestionowanym numerem jeden był Ed de Goey. Reprezentant Holandii otrzymał jednak ofertę nie do odrzucenia z Chelsea Londyn, a na taki obrót wydarzeń Dudek tylko czekał.

24-letni wówczas Polak od razu wskoczył do bramki, a już rok później świętował mistrzostwo Holandii oraz zdobycie tytułu najlepszego bramkarza Eredivisie. Rok później znów otrzymał to wyróżnienia, a to mogło oznaczać tylko jedno - wysyp propozycji z największych klubów świata.

Dudek ostatecznie zdecydował się na Liverpool i ku rozpaczy kibiców z Rotterdamu opuścił Holandię. W Anglii nie miał łatwo. Miał być podstawowym bramkarzem, ale po fatalnym błędzie w meczu ze znienawidzonym Manchesterem United, nie dość, że usiadł na ławce, to jeszcze dowiedział się, co znaczy znaleźć się na celowniku szyderców z angielskich bulwarówek.

Do łask przywrócił go trener Rafael Benitez, a Polak odwdzięczył mu się m.in. w finale Ligi Mistrzów. Z Liverpoolem Dudek zdobył również wicemistrzostwo, Puchar Anglii oraz Puchar Ligi Angielskiej, a także Superpuchar Europy. Z bramki Liverpoolu wygryzł go dopiero Jose Reina, ale Polak wcale nie zaliczył sportowej degradacji, a wręcz przeciwnie - trafił tam, gdzie wielu zawodników widzi piłkarskie eldorado.

W Realu Madryt rola Dudka od początku była jasna - zmiennik Ikera Casillasa. Przez cztery lata zagrał tylko dwa spotkania w Primera Division, ale zaskarbił sobie sympatię, o jakiej niektórzy etatowi zawodnicy z pierwszego składu mogą tylko pomarzyć. Dowód? Gdy po ostatnim spotkaniu schodził z murawy, kibice wstali z miejsc, a piłkarze utworzyli specjalny szpaler. I to jacy piłkarze! 

Polaka oklaskiwali Cristiano Ronaldo, Karim Benzema, Emmanuel Adebayor, Kaka, Mesut Oezil, Sergio Ramos, a na koniec przytulił go trener Jose Mourinho. Piękne zakończenie pięknej kariery!

Kariery, która miała też swoją kartę reprezentacyjną. Zadebiutował w 1998 r. u trenera Janusza Wójcika, ale do bramki na stałe wskoczył u Jerzego Engela. Zagrał wszystkie mecze w eliminacjach do mistrzostw świata Korei Południowej i Japonii, zaliczył też dwa spotkania na mundialu, na który Polska pojechała po 16 latach przerwy. 

Cztery lata później Dudka na mistrzostwach świata już nie było. Selekcjoner Paweł Janas podjął kontrowersyjną decyzję - w bramce postawił na Artura Boruca, a w tej sytuacji Dudka nie chciał mieć nawet na ławce rezerwowych i bramkarz - wówczas Liverpoolu - powołania nie dostał.

Wydawało się, że ostatni mecz w reprezentacji zagrał za Stefana Majewskiego. W niesamowicie smutnym spotkaniu, w opadach śniegu, Polacy przegrali ze Słowacją 0-1. Cztery lata później selekcjoner Waldemar Fornalik oraz prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniew Boniek uznali jednak, że zawodnik pokroju Dudka nie może żegnać się z kibicami w taki sposób i 40-letni wówczas bramkarz zagrał jeszcze jeden, 60. mecz w reprezentacji (przeciwko Liechtensteinowi w 2013 r.). Dzięki temu trafił do Klubu Wybitnego Reprezentanta, na co z pewnością zasłużył.

Jerzy Dudek

(ur. 23 marca 1973 r. w Rybniku)

Kariera piłkarska: 

1993 - 1995 Concordia Knurów

1996 - Sokół Tychy

1996 - 2001 Feyenoord Rotterdam

2001 - 2007 Liverpool

2007 - 2011 Real Madryt

Reprezentacja Polski: 60 meczów

Sukcesy: występ na mistrzostwach świata (2002), mistrzostwo i Superpuchar Holandii (1999), Puchar Ligi Angielskiej (2003), Liga Mistrzów (2005), Superpuchar Europy (2005), Puchar Anglii (2006), mistrzostwo i Superpuchar Hiszpanii (2008), Puchar Króla (2011). Najlepszy bramkarz ligi holenderskiej (1999, 2000).

Piotr Jawor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje