Reklama

Reklama

Piłkarskie legendy Orłów

Piłkarskie legendy Orłów. Gerard Cieślik - sylwetka

Gdyby urodził się kilkadziesiąt lat później, najprawdopodobniej grałby w Realu Madryt lub FC Barcelona, a jego zdjęcia pojawiałyby się na okładkach największych dzienników sportowych z całego świata. Gerardowi Cieślikowi przyszło jednak żyć w czasach trudnych, bo naznaczonych II wojną światową. Cudem ją przeżył, by po zawieszeniu działań zbrojnych zostać jednym z najwybitniejszych reprezentantów Polski. Futbolowe lata 50. w naszym kraju bezapelacyjnie należały do Cieślika. Na grze w piłkę nie zarobił wprawdzie fortuny, lecz zyskał być może coś jeszcze cenniejszego - szacunek, miłość i uwielbienie kibiców, którzy po jego spektakularnych występach nosili go na rękach.

Wracając do wątku związanego z "Dumą Katalonii", nie sposób nie zauważyć, że ze względu na fizjonomię Cieślika można porównać do Leo Messiego. Był niewysoki - mierzył nieco ponad 160 cm - i dość chudy. Warunki fizyczne nie przeszkadzały mu jednak w grze, a być może były nawet jego atutem. Pomogły mu bowiem zachować niebywałą mobilność, skoczność, spryt i szybkość, co w połączeniu ze świetnym dryblingiem i celnością na najwyższym poziomie, daje nam obraz piłkarza, przed którym drżał nawet najpotężniejszy rywal.

Reklama

O klasie Cieślika przekonał się nawet sam Lew Jaszyn, jeden z najznamienitszych golkiperów w historii futbolu, który w owianym legendą meczu z 1957 roku dwukrotnie kapitulował po strzałach naszego wybitnego reprezentanta. Cieślik poprowadził Polaków do zwycięstwa nad ZSRR czym doprowadził do ekstazy 100 tys. kibiców zgromadzonych na stadionie, którzy obrzucili go kwiatami i zanieśli do szatni na własnych ramionach.

Fanów wprowadzał w zachwyt, rywali w osłupienie. Ze 168 bramkami na koncie Cieślik jest trzecim najskuteczniejszych strzelcem w historii Ekstraklasy. Wszystkie te gole strzelił w barwach Ruchu Chorzów, któremu był wierny mimo zakusów Legii (ówczesnego CWKS-u) i zagranicznych klubów. Na Ruch był zresztą skazany. 

Skazany na Ruch

Urodził się 29 kwietnia 1927 roku w Hajdukach Wielkich (włączonych do Chorzowa w 1939 roku), skąd wywodzi się drużyna "Niebieskich". Mieszkał zaledwie 200 m od stadionu Ruchu. Znajdujący się w takim położeniu młody chłopak był niemal predestynowany do gry w piłkę. "Kto by nie chciał kopać, jak w Hajdukach Wiekich był Ruch, który przed wojną pięciokrotnie zdobył mistrzostwo Polski" - mówił po latach w materiale przygotowanym przez telewizję TVS. Z czasem sam pomógł znacznie wzbogacić klubową gablotę.

Młody Cieślik był częstym gościem na treningach pierwszej drużyny, wtedy jeszcze w roli chłopca do podawania piłek. Pewnie nikt jeszcze wówczas nie przypuszczał, że ten drobny i mizernie wyglądający chłopiec, stanie się kiedyś jedną z największych legend klubu.

Można powiedzieć, że Cieślik został włączony do Ruchu przez przypadek, lecz dużo bezpieczniejsze wydaje się stwierdzenie, że była to zasługa przede wszystkim jego wrodzonego talentu. Talentu, który doprowadzał do furii ówczesnych zawodników "Niebieskich".

"Kiedy podawałem piłki zza bramki w czasie treningu pierwszej drużyny, starałem się trafić w poprzeczkę, aby móc jeszcze raz kopnąć. W 1939 roku kierownik drużyny trampkarzy, pan Gorol powiedział mi, że jeśli strzelę gola z rzutu karnego, zostanę przyjęty do Ruchu. Poszczęściło się i ostatnie miesiące przed wojną trenowałem w zespole trampkarzy" - wspominał swoje początki w Ruchu Cieślik w książce poświęconej chorzowskiej drużynie, autorstwa Andrzeja Gowarzewskiego i Joachima Waloszka.

Oszukać śmierć

Piekło II wojny światowej przerwało jego karierę w drużynie Ruchu, zanim ta zdążyła się na dobre rozpocząć. Podczas zmagań zbrojnych Cieślik grał jednak w barwach drużyny Bismarckhütter SV 99, powołanej do życia przez Niemców na terenie Hajduków w miejsce rozwiązanego Ruchu. Jego ojciec nie przeżył wojny, zginął podczas niemieckiego nalotu. Niewiele brakło, by przyszły reprezentant Polski także stracił życie.

Cieślik podzielił los innych mężczyzn z Górnego Śląska i po tym, jak upomniał się o niego Wermacht, musiał ruszyć na front.

"W roku 1944, kiedy miałem 17 lat, zostałem wcielony do Wehrmachtu i wysłano mnie na tereny wschodnich Niemiec, które później stały się NRD. Po kilku miesiącach zebraliśmy się w gronie pięciu-sześciu Ślązaków i postanowiliśmy uciec do Amerykanów. Przeprawialiśmy się przez Łabę na tratwie skleconej z jakichś skrzynek i desek. Ja bardzo słabo pływałem, więc założyłem na szyję nadmuchaną dętkę samochodową. Przeprawa przez rzekę to było piekło. Strzelali do nas, znosił nas prąd i na kilka metrów od brzegu musieliśmy skakać do wody. Dętka spadła mi z szyi, zacząłem się topić. Uratował mnie Teodor Wieczorek, starszy ode mnie o cztery lata, znaliśmy się z boisk w Chorzowie. Do Amerykanów nie dotarliśmy. Złapali nas Rosjanie i wsadzili na prawie pół roku do obozu w Brandenburgu. To, że w ogóle wróciliśmy stamtąd do domu na Śląsk, to cud" - relacjonował tamte zdarzenia Cieślik w rozmowie z "Rz".

Legenda rozpoczęta na dworcu kolejowym

Po szczęśliwym powrocie z frontu Cieślik mógł w końcu spełnić swoje marzenie, wstępując do Ruchu. Doszło do tego w dość nieoczywistych okolicznościach. Kartę zawodniczą podpisał na dworcu kolejowym w Hajdukach, na plecach jednego z zawodników pierwszej drużyny. W premierowym spotkaniu w koszulce "Niebieskich" pokonał bramkarza Zgody Bielszowice, a Ruch wygrał 6-0.

Cieślik pomógł drużynie awansować najpierw do śląskiej klasy A, później do I ligi, czyli ówczesnej Ekstraklasy. W jednym ze spotkań decydujących o promocji do najwyższej klasy rozgrywkowej Ruch rozgromił 11-1 łódzki Widzew, a sam Cieślik sześciokrotnie wpakował piłkę do siatki.

Zdobywanie bramek przychodziło mu z wielką łatwością. W latach 1952-53 dwukrotnie świętował tytuł króla strzelców Ekstraklasy, dokładając do tego także mistrzostwo Polski. Ruch z Cieślikiem w składzie zdobył tytuł również w roku 1951 jako triumfator rozgrywek pucharowych.

"Jeden rodem jest z miasta Warszawy, drugi rodem jest z miasta Chorzowa, no a trzeci jest rodem z Krakowa. Co ich łączy? I przyjaźń, i sport" - śpiewał niegdyś Andrzej Bogucki w piosence "Trzej Przyjaciele z boiska". Jednym z bohaterów jego utworu (tym rodem z Chorzowa rzecz jasna) jest najprawdopodobniej sam Cieślik, który występował na pozycji łącznika. Co ciekawe, sam mógł reprezentować barwy warszawskiej ekipy, lecz udowodnił swój charakter i wierność, mówiąc "nie". Podobnie reagował zresztą na propozycje z zagranicy.

Cieślik, który nie chciał do Legii

W latach 50. wszyscy najwybitniejsi polscy piłkarze trafiali do CWKS-u. Zasada była prosta - najpierw zawodnik otrzymywał powołanie do wojska, a następnie lądował na stadionie przy ul. Łazienkowskiej. Cieślik jest jednak nie dał się uwieść zakusom Legii. Pomogło mu w tym wstawiennictwo posła Wiktora Markiewki oraz lęk władzy przed gniewem śląskich robotników, którzy za nic nie chcieli oddać Cieślika do stolicy.

Urodzony w Hajdukach łącznik odmówił także jednemu ze szkockich klubów, który widział jego grę podczas wyjazdowych spotkań reprezentacji Śląska. "Co z tego, że miałbym więcej pieniędzy, skoro nie miałbym zadowolenia. Nie chciałem nigdzie zostawać. Ani w Szkocji, ani w żadnym innym kraju. Zawsze mnie ciągnęło do domu, a on jest w Chorzowie - twierdził Cieślik w rozmowie z "Rz".

Cieślików dwóch

Cieślik zadebiutował w reprezentacji Polski w pierwszym meczu naszej kadry po II wojnie światowej, w którym "Biało-Czerwoni" pokonali Norwegię 3-1. Był 11 czerwca 1947 roku. Nieco ponad miesiąc później, 19 lipca, zdobył premierową bramkę w przegranym 1-2 starciu z Rumunią. Był kapitanem naszej kadry na igrzyskach olimpijskich w 1952 roku w Helsinkach. W pierwszym meczu tamtego turnieju pokonaliśmy 2-1 Francję, lecz w 1/8 finału wyeliminowała nas Dania, zwyciężając 2-0.

Pięć lat później odbył się mecz, który pozwolił Cieślikowi na zawsze zapisać się w annałach futbolu nad Wisłą. 20 października 1957 roku, na oczach 100 tys. kibiców zgromadzonych na Stadionie Śląskim, Polacy pokonali 2-1 ZSRR, a bohaterem narodowym został właśnie Cieślik, strzelec obu bramek. Niewiele jednak brakło, aby piłkarz Ruchu nie zagrał w tym meczu. Powołanie otrzymał w ostatniej chwili, a dowiedział się o nim... słuchając radia!

"Trzy dni przed meczem był sparing z reprezentacją Śląska (pierwszą połowę Cieślik rozegrał w reprezentacji Śląska, po przerwie grał dla reprezentacji Polski - przyp. aut.). Po meczu pojechałem do domu. W radiu usłyszałem z żoną, że dodatkowo został powołany do reprezentacji Gerard Cieślik. Stwierdziłem, że chyba jest dwóch takich Cieślików" - wspominał tamte czasy bohater polskiej kadry.

Z błędu wyprowadził go dopiero trener Edward Cebula, który nakazał mu przyjechać na zgrupowanie. Cieślik początkowo odmówił, tłumacząc, że rano musi.. iść do pracy! Takie to były czasy, że piłkarze nie zarabiali krocie za samą grę w piłkę, lecz musieli ciężko pracować na swoje utrzymanie. Cieślik zaraz z rana udał się do huty i uzyskał zwolnienie. Mógł zresztą liczyć na wyrozumiałość szefa, który także usłyszał w radiu o jego powołaniu.

Drużyna ZSRR była naszpikowana futbolowymi artystami. Jednym z nich był Lew Jaszyn, który w bramkarskim fachu nie miał sobie równych. Rok wcześniej Rosjanie zdobyli mistrzostwo olimpijskie, lecz wtedy, w magicznym spotkaniu w Chorzowie musieli uznać wyższość "Biało-Czerwonych".

Pierwsza bramka zdobyta przez Cieślika padła tuż przed przerwą. Pięć minut po zmianie stron zawodnik Ruchu podwyższy wynik, celnie uderzając głową. Później gola na 2-1 strzelił jeszcze Walentin Iwanow, lecz na nic się to zdało. Polacy zwyciężyli 2-1 i w wybuchu radości mogli święcić triumf nad swoim ciemięzcą.

Był to bodaj najsłynniejszy mecz Cieślika w barwach narodowych, który stworzył legendę jego samego, jak i Stadionu Śląskiego. W sumie łącznik Ruchu rozegrał 45 spotkań w reprezentacji, w których zdobył 27 bramek.

To już jest koniec

Cieślik zakończył karierę w 1959 roku. Pozostał w świecie futbolu, spełniając się jako trener, lecz w roli szkoleniowca nie zdołał nawiązać do czasów swojej piłkarskiej świetności. W 2000 roku został honorowym obywatelem Chorzowa. W 1993 roku w podobny sposób wyróżnił go Polski Związek Piłki Nożnej, włączając w poczet Honorowych Członków. W ubiegłym roku znalazł się wśród nominowanych do "jedenastki" stulecia PZPN-u, choć ostatecznie nie znalazł się wśród wyróżnionych miejscem w tym prestiżowym zestawieniu. W 1969 roku miał więcej szczęścia - w plebiscycie "Piłki Nożnej" wybrano go piłkarzem 50-lecia PZPN-u.

Do końca swoich Cieślik był ważną dla Ruchu osobistością. Piastował zresztą tytuł honorowego prezesa. Odszedł dwa dni po uroczystości Wszystkich Świętych, 3 listopada 2013 roku w jednym z chorzowskim szpitali.

"Dla mnie Ruch to jest życie" - mówił niegdyś Cieślik w materiale realizowanym przez TVS - dlatego też może cieszyć się piłkarską nieśmiertelnością. Na zawsze pozostanie bowiem w sercach nie tylko kibiców Ruchu Chorzów, ale i reprezentacji Polski.

Gerard Cieślik

(urodzony 29 kwietnia 1927 r. w Hajdukach Wielkich, zmarł 3 listopada 2013 r. w Chorzowie)

Kariera piłkarska:

  • 1945-1959 - Ruch Chorzów

Kariera trenerska:

  • Grunwald Ruda Śląska
  • Prosna Wieruszów
  • Concordia Knurów
  • Ruch Chorzów
  • MKS Lędziny
  • Unia Racibórz
  • AKS Chorzów
  • Urania Ruda Śląska

Reprezentacja Polski:

  • 45 meczów, 27 bramek

Sukcesy:

  • Trzy mistrzostwa Polski (1951, 1952, 1953)
  • Dwa wicemistrzostwa Polski (1950, 1956)
  • Trzy razy trzecie miejsce w mistrzostwach Polski (1948, 1954, 1955)
  • Dwie korony króla strzelców (1952, 1953)

Opracował: Tomasz Brożek

Dowiedz się więcej na temat: gerard cieślik | Ruch Chorzów