Reklama

Reklama

ORLEN Warsaw Marathon: Marcin Chabowski: Czekam na swój dzień

- Maraton jest specyficzną konkurencją, liczą się - pogoda, trasa, samopoczucie. Trenujemy 3-4 miesiące i modlimy się o to, żeby w dniu startu wszystko się zgrało, była pogoda, człowiek dobrze się czuł – o swoim starcie w warszawskim maratonie i planach na przyszłość opowiada mistrz Polski Marcin Chabowski.

Olgierd Kwiatkowski, Interia.pl: Jak pan ocenia swój start w ORLEN Warsaw Marathon?

Reklama

Marcin Chabowski, mistrz Polski 2019 w maratonie: Ledwie wbiegłem na metę, ale biegłem "do odcięcia". Jestem bardzo zadowolony z tego, że nie odpuściłem psychicznie, a fizycznie dałem z siebie 100 procent tego, co wytrenowałem. Do tej pory wielu ludzi zarzucało mi, że zbyt często schodziłem z trasy maratonu, ale to zawsze było podyktowane problemami zdrowotnymi. Dziś dobiegłem. Starczyło mi energii do końca.

Skąd wzięło się to osłabienie w samej końcówce?

- Zacząłem bardzo ambitnie. Miałem 1:04.36 w połowie dystansu. Pacemaker nie sprawdził się, bo miał pobiec wolniej i do 30 km, a pobiegł o minutę za szybko i zszedł na 24 km. Od tego momentu walczyłem z wiatrem samotnie. Ostatnie pięć km mnie zniszczyło. Wtedy bardzo zwolniłem, ale cieszę się z pierwszego tytułu mistrza Polski. No i trenuję dalej.

Co pan sądzi o trasie, zupełnie nowej. Czy nie okazała się zbyt wymagająca?

- Na pierwszym podbiegu straciłem 14 sekund ze swojej dotychczasowej prędkości, na drugim 25 sekund. Tu nie tylko chodzi o to ile straciłem czasu, w sumie około 40-45 sekund. Taki podbieg zawsze wchodzi w nogi i czuje się go w dalszym ciągu na trasie. Dodajmy do tego wiatr. W tym kontekście ten wynik dzisiejszy - 2:13.10 - jest solidny. Nie narzekam. Wiem, że dziś, na innej trasie mógłbym mieć rezultat o 45 sekund lepszy. Zdaję sobie sprawę, że wytyczyć w Warszawie trasę bez tych podbiegów było bardzo trudno.

Ale patrząc z innej strony, czy oddał pan dziś w mistrzostwach to, co włożył pan w przygotowania?

- Czuję niedosyt. Trening zawsze można zrobić, ale to jeszcze trzeba przekuć na bieg na zawodach. Czasami nawet ze słabszego treningu biega się szybciej. Trenuje na poziomie 2.10-2.11. Czekam więc na swój dzień.

Przed ORLEN Maratonem mówił pan, że walczy pan o kwalifikację olimpijską. W którym miejscu jest pan w drodze na igrzyska w Tokio?

- W teorii mamy dwie możliwości kwalifikacji - minimum i pozycję w rankingu. Przedstawiciel PZLA powiedział nam, że wynik 2:13 daje realne szanse, żeby z rankingu pojechać na igrzyska, ale nas - zawodników - to nie interesuje. Jeżeli pobiegnie się 2:11.30, to wtedy mamy pewny start na igrzyskach. Będziemy mogli jeszcze ten wynik osiągnąć. Maraton jest specyficzną konkurencją, liczą się - pogoda, trasa, samopoczucie. Trenujemy 3-4 miesiące i modlimy się o to, żeby w dniu startu wszystko się zgrało, była pogoda, człowiek dobrze się czuł.

Jakie ma pan teraz plany treningowe i startowe?

- Za trzy tygodnie wystartuję w półmaratonie w Białymstoku. Potem odpoczynek, powrót do treningów i w październiku start w igrzyskach wojskowych w Chinach, gdzie będę bronił tytułu wicemistrza. Tam, trasa prawdopodobnie nie będzie atestowana przez IAAF. O dobry wynik będzie też trudno, bo na tego rodzaju mistrzostwach biegi są typowo taktyczne, dochodzi do tego smog, wilgotność.

Kiedy powalczy pan jeszcze o kwalifikację olimpijską?

- Jeszcze jedną szansę będziemy mieli wczesną wiosną przyszłego roku.

To będzie start w kolejnym ORLEN Warsaw Marathon?

- Nie wiem, nie planuje startów z takim wyprzedzeniem.

Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski

Dowiedz się więcej na temat: Orlen Warsaw Marathon