Reklama

Reklama

ORLEN Warsaw Marathon. Izabela Trzaskalska: Mamy w Polsce dużo dziewczyn na wysokim poziomie

Wiosna za pasem, co oznacza, że do rozpoczęcia sezonu biegowego nie zostało już wiele czasu. O tym, jak przygotować się do startu w maratonie, kiedy z perspektywy kobiety zacząć myśleć o swoim debiucie, ale także o samotności na treningach, marzeniach i rekordzie Polski opowiada Izabela Trzaskalska – reprezentantka Polski specjalizująca się w biegach długich.

Aleksandra Bazułka, Interia: Można powiedzieć, że biega pani przez całe życie. Kiedy nadszedł ten moment, że poczuła pani, że organizm jest już gotowy i to dobry moment na pierwszy maraton?

Reklama

Izabela Trzaskalska: Długo zastanawiałam się nad maratonem. Trener Marek Jakubowski już mnie cztery lata męczył, żebym wreszcie spróbowała, ale wyniki w półmaratonie nie były aż takie dobre, więc z roku na rok zwlekałam z decyzją. Zadebiutowałam cztery lata temu podczas maratonu warszawskiego i wydaje mi się, że debiut wyszedł całkiem dobrze, bo pobiegłam w czasie 2:39 i nie było to na siłę, z rezerwą. Tak się właśnie zaczęło, gdy już spróbowałam i okazało się, że nie było tak strasznie. Jak to sportowiec, z każdą chwilą chciałam się poprawiać. W tej chwili mam już siedem maratonów za sobą, a jest to kawał ciężkiej pracy, aby się do takiego biegu przygotować. Za każdym razem podchodzę jednak do startu z dystansem, bo wiem, że wiele czynników musi się złożyć, aby dobrze pobiec maraton.

Jaki jest idealny wiek dla kobiety, aby rozpocząć przygodę z maratonem? W rzeczywistości tak jest, że kobiety w kategorii trzydziestolatek biegają bardzo dobrze na dłuższych dystansach. Czy faktycznie jest to taki moment, że organizm pod względem fizycznym jest bardziej nastawiony na wytrzymałość?

- Z tego co słyszę, po trzydziestce. Sama nie zaczęłam ani za wcześnie, ani za późno, bo miałam 26 lat. Trenuję już 15 lat, mój organizm jest przyzwyczajony, więc myślę, że spokojnie w tym wieku można startować. Oczywiście trzeba swoje wybiegać na krótszych dystansach i mieć zapas prędkości na pięć, czy dziesięć kilometrów. Gdy człowiek będzie wybiegany, tak jak sportowiec może śmiało próbować sił na koronnym dystansie. Z pewnością. Myślę, że 25 lat to jest taki moment, że można spokojnie próbować,

Trening maratończyka to skazanie się na samotność. Czy, aby podołać tej specyficznej odmianie samotności trzeba mieć jeszcze dodatkowe pokłady motywacji i specjalne cechy charakteru sportowca?

- Od dwóch lat jeżdżę na obozy kadrowe, więc mam możliwość z kimś trenować. Ale wcześniej większość czasu spędziłam na samotnych treningach. Gdy jestem w domu, też biegam bez pacemakera. Dla mnie nie jest to żadna przeszkoda. Chodzi też o cechy charakteru. Staram się motywować do pracy w samotności, choć oczywiście miewam kryzysy. Czasami staram się wyciągnąć moją siostrę chociaż na połowę treningu, czy kogoś na rower, aby jechał obok mnie i czas szybciej zleciał. Jestem od nastoletnich lat nauczona trenować sama i nie widzę w tym jednak problemu. Są przecież sytuacje, że na zawodach trzeba przebiec cały dystans maratoński samemu, więc trzeba mieć silną głowę.

Rozmawia pani sama ze sobą podczas biegu?

- Staram się skupić na czymś innym i motywować. Często ze sobą rozmawiam, czy to na treningach, czy na zawodach. Trzeba być przygotowanym, ale maraton to przede wszystkim głowa.

Żeby dobrze biegać, nie wolno koncentrować się tylko i wyłącznie na bieganiu. Dużo w pani planie dodatkowych bodźców, treningu uzupełniającego?

- W poszczególnych dniach mam różnorodne treningi, jak siła biegowa, podbiegi, skipy, siłownia raz na jakiś czas - szczególnie w zimie, krótsze i dłuższe odcinki, sprawność. Potrzebne są płotki i piłki. Nie skupiamy się tylko na samym bieganiu. Są też inne ważne czynniki. Nie można zwracać uwagi tylko na kilometraż.

Bieganie w Polsce spopularyzowało się na tyle, że nie ma weekendu bez zawodów. Jak widzi pani swego rodzaju przemieszanie się grup ambitnych, bardzo dobrze biegających amatorów z profesjonalistami?

- Zgadza się. Sama śledzę takie grupy, bo przecież wszystko jest w internecie. Lubię czasami poczytać w sieci na ten temat. Zauważyłam, że jeszcze kilka lat temu w moim mieście biegałam sama, nikogo wokół nie było, a teraz widzę kobiety, mężczyzn, a nawet dziewczynki, które wychodzą pobiegać. Kawałek czasami przejdą, wolą marszobiegi, ale jest to bardzo fajne. Jestem w szoku, że tyle osób wychodzi na ulicę troszkę się poruszać. U mnie w miejscowości całkiem niedawno powstał klub amatorów, którzy spotykają się co weekend. Gdy patrzę na kalendarz biegów, co chwilę organizowane są zawody i bardzo dużo osób chce w nich brać udział i nie wstydzi się, nie boi. Czasami jeżdżę na takie zawody, aby potruchtać z nimi i poczuć ten wyjątkowy klimat. Mam nadzieję, że moda na bieganie nie zgaśnie.

Wspomniana moda na bieganie przybiera też tendencję biegania nie dla samej przyjemności, ale pod wynik.

 - Czasami wydaje mi się, że takie osoby podchodzą do tego wszystkiego bardziej profesjonalnie, niż my zawodowcy. Jestem w szoku, że pracują i znajdują czas na treningi. Poważnie, zdarza mi się, że czytam i podziwiam tych ludzi. Mówię czasami do dziewczyn, że niektórzy to lepiej podchodzą do treningu i dbają o siebie niż my. Ludzie się nakręcają, bieganie sprawia im to radość. Oby to jeszcze bardziej się rozkręcało również wśród młodzieży. Bieganie wśród starszych ludzi? Nic, jak tylko podziwiać.

Zdarzyło się Pani kiedyś powiedzieć "nie to koniec, nigdy więcej"?

- Nie raz i nie dwa, choć na drugi dzień emocje zawsze opadały, człowiek się uspokajał i na drugi dzień znów robił swoje. Oczywiście, przecież każdy ma swoje kryzysy i złe dni. Były takie sytuacje, że mówiłam do siebie, że wreszcie to rzucę i zajmę się czymś innym, bo ileż to można.

Co innego wygrałoby z bieganiem?

- Nie wiem właśnie. Godzinka, dwie i zapominamy o tym, skupiając się na kolejnym zadaniu. Dalej trenujemy, walczymy i spełniamy swoje marzenia.

Rekord Polski kobiet w maratonie ma już swoje lata. Czy uważa pani, że w najbliższej przyszłości jest szansa na to, aby go poprawić?

- Tak. Mamy w Polsce dużo dziewczyn na wysokim poziomie, które stać na poprawienie rekordu Polsku i mam nadzieję, że niebawem to nastąpi i zbliżymy się do europejskiej, czy światowej czołówki. To jednak jest maraton, na który jak już wspomniałam składa się zarówno zdrowie, pogoda, dlatego nie jest to takie proste. Jest nas duża grupka dziewczyn, więc mam nadzieję, że będziemy się wzajemnie nakręcały. Może te 2:25 wreszcie pęknie. Na pewno pęknie. Kto wie, może nawet i w tym roku.

Jakie ma Pani wspomnienia związane z ORLEN Warsaw Marathonem?

- Jak co roku, trasa była zmieniana ze względu na remonty, ale dla mnie Warszawa jest szczęśliwa. Są co prawda podbiegi, jak w tamtym roku na szóstym kilometrze, ale na tym się nie skupiam w czasie biegu. Bardziej dokucza wiatr. Z tego co wiem, w tym roku trasa jest również zmieniona. Oby pogoda dopisała i padną dobre wyniki oraz rekordy życiowe. Wracam po raz kolejny do Warszawy i jak zawsze, pewnie będzie świetna impreza.

Czy celem jest kwalifikacja na igrzyska olimpijskie?

- Myślimy o tym cały czas, choć do 2020 roku jeszcze trochę czasu zostało. Minima olimpijskie zostały już określone, więc na pewno nasze myśli wokół tego krążą. Każdy sportowiec marzy o występie na igrzyskach olimpijskich. W tym roku mamy mistrzostwa świata, ale fajnie by było już teraz się zakwalifikować i już teraz dążyć do tego, aby wystartować. Nic nie mamy do stracenia, więc będziemy próbować już w tym roku. Byłam już na mistrzostwach Europy, mistrzostwach świata, więc teraz fajnie by było zakwalifikować się na igrzyska.

Tak, trzeba iść za ciosem. Tego serdecznie pani życzę. Dobrego obozu i owocnych treningów!

- Dziękuję. Bardzo było miło, pozdrawiamy z obozu i do usłyszenia. 



Dowiedz się więcej na temat: Orlen Warsaw Marathon | Izabela Trzaskalska