Reklama

Reklama

Zwariowana noc Piotra Żyły. Było co świętować

Piotr Żyła w szczery sposób pokazywał radość ze zdobycia tytułu mistrza świata. Jego okrzyki, mimika twarzy i wielki uśmiech zdradzały, że skoczek niesamowicie cieszy się ze złotego krążka. Sukces podopiecznego Michała Doleżala był dobrym powodem do świętowania.

Sobotnie zawody okazały się dla skoczka okazją do zaprezentowania swoich umiejętności. Mimo słabej formy na treningach, Piotr Żyła zaskoczył wszystkich i zdobył złoty medal na skoczni K-95. 

Reklama

Po spektakularnym zwycięstwie sportowiec był tak nabuzowany energią, że krzyczał, skakał, śmiał się na głos i bardzo chętnie udzielał obszernych wywiadów.

Podczas jednej z rozmów przyznał, że szargają nim tak silne emocje, że musi je w jakiś sposób rozładować. Żartował nawet, że zaraz zacznie "lepić bałwana", albo "jeść śnieżki", aby tylko dać upust kumulującej się w nim radości.

Okazało się, że następnego dnia Piotr Żyła nie był już pełen wigoru. Obecni w strefie wywiadów dziennikarze zauważyli, że po terenie skoczni poruszał się nieco leniwie i powolnie.

„Nie mam już siły. Czuję się tak, jak dzień po weselu. Wstajesz, trzeba się wziąć za robotę, ale nie wychodzi” – cytował pozbawionego energii Żyłę portal WP.

Skoczek czuł się wykończony, ponieważ poprzedniej nocy miał ogromne kłopoty z zaśnięciem. Przepowiednia, która wyszła z ust Adama Małysza (43 l.), nie spełniła się, ponieważ szczęśliwy z powodu zwycięstwa Żyła wieczorem wypił więcej niż „jedno piwo”, a mimo to noc okazała się dla niego bezsenną.

Samopoczucie mistrza to zła wiadomość dla kibiców. Skoczek ma niewiele czasu na regenerację, ponieważ już w czwartek nasi sportowcy zmierzą się w eliminacjach na większym obiekcie - skoczni w Oberstdorfie. W sobotę 6 marca czeka ich ostateczna próba na zawodach drużynowych.