Reklama

Reklama

Skoki narciarskie. MŚ w Oberstdorfie. Wtedy pojawia się Piotr Żyła

Gdy medale niemal wiszą już na szyjach faworytów, wtedy do akcji wkracza Piotr Żyła. Nie triumfuje codziennie, tym większa radość, gdy na najważniejszej imprezie zgarnia pełną pulę.

Niecodzienne to mistrzostwa. Nie ma zimy, nie ma kibiców. Zdarza się, że pilne artykuły trzeba pisać na skrzyniach pod schodami na zewnątrz albo z laptopem rozłożonym na koszu na śmieci. Organizatorzy nie ze wszystkim sobie poradzili w dobie pandemii, ale szybko zapomina się o takich niedogodnościach, gdy zdarza się wieczór taki, jak ten sobotni.

Reklama

Nie wszystko w Oberstdorfie wygląda tak, jak powinno w normalnych okolicznościach. Jednego jednak nie może zabraknąć. Nie ma mistrzostw bez medali.

Ten z najcenniejszego kruszcu już  w pierwszym konkursie przypadł w udziale "Biało-Czerwonym". Na razie tylko wywalczony, bo własnością Żyły stanie się dopiero w poniedziałek podczas oficjalnej dekoracji.

Te brązowe już mu się znudziły. Na światowym czempionacie oraz mistrzostwach świata w lotach zdobył ich już pięć, większość w konkursach drużynowych. - Jak iść, to "full gaz"! Raz się żyje - triumfował w sobotę, gdy do drużynowego złota z Lahti dołożył indywidualny krążek w Oberstdorfie.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Cała ekipa cieszy się szczęściem Żyły, mimo własnych niepowodzeń. Broniący tytułu Dawid Kubacki był przecież o krok od medalu. Dobrze skaczący w kwalifikacjach Kamil Stoch, w sobotę kompletnie się pogubił.

Ale po ostatnim skoku Piotra wszyscy zapomnieli o swoich zmartwieniach. Koledzy dopadli do Żyły i nosili go na ramionach, pokazując światu nowego mistrza. Nawet tekturowi kibice na trybunach zdawali się cieszyć radością naszej ekipy.

Jeden konkurs, jeden medal, w dodatku złoty. Lepszego początku nie można było sobie wymarzyć. No właśnie, to dopiero początek...

Z Oberstdorfu Waldemar Stelmach

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Żyła | MŚ w Oberstdorfie | skoki narciarskie