Reklama

Reklama

​Skoki narciarskie. MŚ w Oberstdorfie. Polki krytycznie o swoich skokach po konkursie drużynowym

Siódme miejsce w debiucie drużyny polskich skoczkiń na mistrzostwach świata trzeba traktować w kategoriach sukcesu. Jednak po konkursie w Oberstdorfie "Biało-Czerwone" dalekie były od entuzjazmu. Padały mocne słowa.

W wygranym przez Austrię konkursie, podopieczne Łukasza Kruczka stoczyły walkę o siódme miejsce z Czeszkami, które nieznacznie wyprzedziły.

Reklama

Indywidualnie najlepszą z naszych zawodniczek w "drużynówce" była Anna Twardosz, mimo że dzień wcześniej nie wyszedł jej konkurs indywidualny. - Bardzo duży stres. Spięło mnie w locie - mówiła o czwartkowej rywalizacji. W piątek było już lepiej. - Awans do ósemki znaczy bardzo dużo, podnosi naszą pewność siebie, bo jesteśmy jednak w czołowej ósemce drużyn świata - podkreślała Twardosz.

Kinga Rajda bez powodzenia szuka formy na skoczni, a co za tym idzie, jest w kiepskiej kondycji psychicznej. - Męczę się. Ciężko powiedzieć, z czego to wynika. Mam duże problemy z techniką skoków. Nie ma czasu, żeby to wszystko wypracować - mówiła załamana.

Na Instagramie nasza zawodniczka napisała "miesiąc do przetrwania". - Z moimi ambicjami ciężko mi psychicznie. Miesiąc do przetrwania oznacza, że jeszcze miesiąc sezonu skokowego. Chodzi o to, żeby nie dać się złamać - wyjaśniła Rajda, która myśli nawet o tym, by nie startować w niedzielnym mikście.

- Wczoraj jeszcze prosiłam, żebym nie musiała startować, żeby dać szansę innym dziewczynom. Ciężko mi się wypowiadać, jestem podłamana. Miałam zbyt duże ambicje i trochę się z tym wszystkim spaliłam. Taki trudny okres, jak ten sezon, bardzo dużo mnie nauczył, cierpliwości i wytrwałości - powiedziała Rajda.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

W mocnych słowach o swojej dyspozycji mówiła także Joanna Szwab. - Cieszę się, że udało się nam wejść do drugiej serii, ale jestem tak zła na swoje skoki, że się w głowie nie mieści. Całą zimę się męczę. Myślałam, że wiem, o co chodzi, ale jednak się okazało, że nie działa - przyznała.

- Dwa lata temu nie miałyśmy drużyny, teraz jesteśmy w ósemce. To sukces, ale nie w moim przypadku. Stanęłam tak w miejscu, że masakra - stwierdziła podopieczna Łukasza Kruczka.

- Na nartach masz napisane "luźno", ale tego luzu jednak brakuje - zagadnęliśmy naszą zawodniczkę. - Aktualnie bardzo. Zła jestem na siebie. Więcej od siebie wymagałam. Nie ma o czym mówić - zakończyła.

Kamila Karpiel, jedyna obok Anny Twardosz, widziała w swoich skokach więcej pozytywów. Przed konkursem drużynowym szukała spokoju. - Byłam wyciszyć się nad jeziorem po zawodach indywidualnych, żeby porozmawiać na spokojnie, bez emocji, z trenerami - powiedziała.

- Ten wynik w drużynie to jakiś plus tego sezonu, który jest ogromnie ciężki. Uważam, że zrobiłam w miarę dobrą robotę. Nie mogę powiedzieć, że dobrą, bo jeszcze wiele brakuje. Dużo siedzi w głowie, to jest wielka bariera - zaznaczyła.

Karpiel liczy na występ w niedzielnym konkursie mieszanym. - Bardzo lubię skakać z chłopakami, mimo że jest duża presja, bo od chłopców się więcej wymaga - stwierdziła.

Z Oberstdorfu Waldemar Stelmach

Dowiedz się więcej na temat: skoki narciarskie | MŚ w Oberstdorfie | Kinga Rajda | Kamila Karpiel