Reklama

Reklama

MŚ U-20 2019 w Polsce

MŚ U-20. Nowa Zelandia urasta do miana czarnego konia

Nowa Zelandia śmiało może uchodzić za czarnego konia piłkarskich mistrzostw świata do lat 20. Wygrała dwa pierwsze mecze z Hondurasem oraz Norwegią i jako jedna z trzech drużyn nie straciła jeszcze w turnieju w Polsce gola.

Przed mistrzostwami raczej nikt poważnie nie traktował dwóch zespołów ze strefy Oceanii, czyli Nowej Zelandii oraz Tahiti. Wydawało się, że będą one dostarczycielami punktów i o ile ta druga drużyna faktycznie wyraźnie odstaje od reszty stawki, o tyle postawa Nowej Zelandii na pewno jest sporym zaskoczeniem.

Reklama

Tahiti przegrało 0-3 z Senegalem oraz 0-5 z Polską, natomiast mistrzowie Oceanii rozgromili 5-0 Honduras oraz pokonali 2-0 Norwegię. Są też jednym z trzech zespołów, obok Senegalu i Francji, które w tym turnieju w dwóch pierwszych kolejkach nie straciły gola.

Tymczasem podczas ubiegłorocznych, rozegranych w sierpniu mistrzostw Oceanii, przepaści pomiędzy Tahiti i Nową Zelandią nie było widać. Te drużyny zmierzyły się ze sobą dwa razy - oba mecze zakończyły się co prawda zwycięstwem Nowej Zelandii, ale o pogromie nie było mowy. W grupie ten zespół triumfował 2-1, natomiast w finale rozgrywek 1-0.

Do mistrzostw Nowa Zelandia, notabene razem z Koreą Południową (w dwóch spotkaniach Azjaci zdobyli trzy punkty) oraz mistrzami Afryki Mali (cztery pkt) przygotowywała się w Hotelu Mistral Sport w Gniewinie.

- Muszę przyznać, że życzyliśmy im jak najlepiej, ale nie spodziewaliśmy się tak dobrej postawy tego zespołu. W pierwszym rozegranym u nas sparingu z Koreą Południową Nowozelandczycy nie wypadli bowiem przekonująco. Widać było słabsze zrozumienie między formacjami, co mogłoby sugerować brak wcześniejszego zgrania zespołu - powiedział dyrektor marketingu hotelu Dariusz Tokarski.

Na zakończenie zgrupowania piłkarze z Antypodów pokonali Meksyk i w tym spotkaniu zaprezentowali się zdecydowanie lepiej.

- W tym meczu uwidoczniły się pozytywne efekty zgrupowania na obiektach naszego ośrodka. Można też powiedzieć, że wynik spotkania z Meksykiem, co pokazują rezultaty rozgrywek grupowych, nie był dziełem przypadku - zauważył.

Pracownicy hotelu w Gniewinie również byli pod wrażeniem świetnej atmosfery panującej na co dzień w tym zespole. - Zawodnicy z Nowej Zelandii zdobyli naszą sympatię, bo byli naturalnie pogodni i życzliwi, a w komunikacji z nimi nie było żadnego problemu - zapewnił.

Tokarski podkreślił również rolę młodego szkoleniowca, zaledwie 34-letniego Desa Buckinghama, który ma świetny kontakt z piłkarzami.

- Dało się zauważyć, iż dla tego trenera ważna była sfera mentalna. Sztab tej drużyny gościł u nas w lutym po losowaniu mistrzostw i Buckingham powiedział mi, że jego zawodnicy nie mieli do tej pory okazji przygotowywać się w tak dobrych warunkach. Niewątpliwą dodatkową inspiracją dla tego zespołu był fakt, iż korzystali z tego samego boiska, siłowni, czy restauracji w hotelu, w którym siedem lat wcześniej przygotowywała się do mistrzostw Europy najlepsza wówczas drużyna świata, czyli Hiszpania. "Lepszej motywacji dla nich nie znajdę" - mówił mi Buckingham - podsumował.

Swoją dobrą dyspozycję mistrzowie Oceanii będą mieli okazję potwierdzić w ostatnim meczu grupy C. W czwartek o 18 Nowa Zelandia zmierzy się na stadionie Widzewa Łódź z drugim w tabeli Urugwajem, który także ma na koncie dwa zwycięstwa.

Marcin Domański

Zobacz wyniki i sytuację w tabeli grupy C MŚ U-20


Dowiedz się więcej na temat: MŚ U20 w Polsce