Reklama

Reklama

MŚ U-20 2019 w Polsce

​Finał MŚ U-20 Ukraina - Korea Południowa. Zapowiedź meczu

Ukraińcom już po pierwszym meczu przyklejono łatkę "faworyt", za to Koreańczycy do finału wdarli się przebojem, bo odpaść mieli już w fazie grupowej. Dziś mecz o złoto młodzieżowych mistrzostw świata - o godz. 18 w Łodzi Ukraina zmierzy się z Koreą Południową.

6 stadionów, 24 drużyny, 51 meczów, a dziś ten najważniejszy - finał, który wyłoni młodzieżowego mistrza świata.

Reklama

- Teraz już nic nie ma dla nas znaczenia. Liczy się tylko ten wielki mecz - mówi Interii Gwang-Yeon Lee, bramkarz Koreańczyków.

Ludzie wstają o 3 rano

W ich kraju wyczyny młodzieżowej reprezentacji odbijają się szerokim echem. Na półfinałowym spotkaniu z Ekwadorem było co najmniej 30 koreańskich dziennikarzy, a prośby o akredytację spływały z kolejnymi zwycięskimi spotkaniami.

- Nasz półfinał zaczął się o godz. 3 nad ranem i wiem, że mimo tak nietypowej pory oglądały go tłumy rodaków. Chciałem im podziękować za wsparcie, czuliśmy je i właśnie dla nich zwyciężyliśmy! Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by wygrać finał - podkreśla trener Jungyong Chung (więcej TUTAJ)

Wcześniej niewielu wierzyło w sukces Azjatów. W końcu trafili do grupy śmierci z Argentyną, Portugalią i RPA. Kostucha do domu miała zaprowadzić Koreańczyków i Afrykanów, ale piłkarze Chunga niespodziewanie pokonali Portugalię i to rodacy Cristiano Ronaldo musieli się spakować.

Jedno szaleństwo

Ukraina w fazie grupowej zrobiła swoje, grając tak, jak niemal przez cały turniej, czyli bez fajerwerków, ale do bólu skutecznie. Jedną bramką pokonała Stany Zjednoczone oraz Katar i zremisowała z Nigerią. To dało jej pierwsze miejsce w grupie i jednego z najsłabszych rywali 1/8 finału. 

Ukraińcy właśnie z Panamą pozwolili sobie na szaleństwo (4-1), a do systemu jednobramkowych zwycięstw wrócili z Kolumbią i Włochami. 

W meczu o awans do finału drżeli do ostatniej minuty, bo właśnie wtedy Włosi wbili im wyrównującą bramkę , ale po analizie VAR sędzia jej nie uznał. - W Polsce czujemy się jak u siebie. Wspiera nas sporo naszych kibiców i chcemy sprawić, by poczuli się szczęśliwi. Wiemy przecież, jaka jest sytuacja w naszym kraju - powiedział Oleksandr Petrakow, szkoleniowiec Ukrainy.

Identycznie było w półfinale Korea Południowa - Ekwador. Gdy wydawało się, że Azjaci przez 85 minut zabiegali rywali, ci w doliczonym czasie wyrównali. Ekwadorczycy cieszyli się jednak tylko chwilę, bo sędziowie VAR dopatrzyli się spalonego.

"10" nie ciąży

Zespół Ukrainy w dużej mierze oparty jest na zawodnikach z dwóch tamtejszych klubów. Sześciu na co dzień trenuje w Dynamie Kijów, a pięciu w Szachtarze Donieck. Kontrakty poza Ukrainą ma tyko trzech piłkarzy: bramkarz Andrij Łunin (hiszpański Leganes), obrońca Danyło Beskorowajny (słowacki Zemplin Michalovce) i pomocnik Ołeksij Chachłow (hiszpańskie Deportivo Alaves).

Można przypuszczać, że wkrótce w ich ślady pójdzie Serhij Bułeca, wyróżniający się gracz Ukrainy, który zdobył bramkę na wagę finału i tym samym potwierdził, czemu to właśnie on występuje z numerem "10". - Gram z nim od zawsze. Dodaje mi pewność siebie, jednak to raczej tylko psychologia. Ja gwiazdą? Ważna jest drużyna, to ona awansowała do finału. Naszą siłą jest kolektyw i zgranie. Oczywiście jestem szczęśliwy ze zdobycia gola, ale to zasługa całej ekipy - podkreśla Bułeca.

W Korei Płd. "10" dźwiga 18-letni Kang-in Lee i też nie jest to przypadek. Młody Koreańczyk - w odróżnieniu do znacznej większości swoich reprezentacyjnych kolegów - już opuścił ojczyzną i jest zawodnikiem Valencii. Co więcej, zdążył już zaliczyć trzy spotkania w Primera Division i dwa w Lidze Europy.

Kang-in Lee to produkt eksportowy koreańskiej szkoły. Szybki, zwrotny, wybiegany, czyli taki, jak cały zespół Changa. Do tego na skrzydle wspiera go Jun Choi, który raz jest obrońcą, a raz jednym z głównych graczy ofensywnych. - W trakcie meczu zmieniamy warianty taktyczne. Mamy pięciu obrońców, ale gdy potrzebujemy przyspieszyć, to przechodzimy na czterech defensorów. Moja drużyna potrafi reagować podczas meczu. Nie na darmo pracuję z nią od dwóch lat, a moi poprzednicy, wedle tych samych zasad, prowadzili ich już jako dziesięciolatków. To owocuje: dziś jesteśmy świetnie zorganizowani - podkreśla szkoleniowiec.

Bramkarz Gwang-Yeon Lee: - Wszyscy ciężko pracowaliśmy i włożyliśmy w ten turniej wszystko, co mamy. Cokolwiek się stanie, zawsze staramy się trzymać razem. To jest sekret naszego sukcesu.  Jego zwieńczeniem byłoby wzniesienie trofeum za młodzieżowe mistrzostwo świata.

Wielki finał MŚ U-20 dziś w Łodzi o godz. 18.

Piotr Jawor

Dowiedz się więcej na temat: mś u-20