Reklama

Reklama

MŚ Rosja 2018

Tajemnice mundialu. Dzień, w którym Włosi i Niemcy zagrali najbardziej szaloną dogrywkę w historii

Do mundialu w Rosji zostało już tylko 10 dni. Do tego czasu codziennie przypominamy dzieje piłkarskich mistrzostw świata. Te najstarsze, ale też całkiem nowe. Piszemy o sensacjach, których nikt się nie spodziewał, o dramatach, które wpływały na życie całych narodów i o wydarzeniach ważnych, choć niemal nieznanych. Również z Polakami w roli bohaterów. O tym, co działo się na boisku, ale także poza nim. Bo to naprawdę pasjonująca historia!

Reklama

Gdyby to nie był mecz, w którym koniecznie musiał zostać wyłoniony zwycięzca, pewnie niewielu kibiców by o nim dzisiaj pamiętało. Bo o tym, co działo się podczas 90 minut można zapomnieć. Ale dogrywka... W półfinale meksykańskiego mundialu w 1970 roku Włosi i Niemcy stworzyli widowisko, jakiego jeszcze nigdy nie było, nazywane potem wielokrotnie "meczem stulecia". To 30 minut, które przeszły do historii - z pięcioma golami i zwrotem akcji godnym największych wydarzeń.

Reklama

Gdy meksykański sędzia z peruwiańskimi korzeniami Yamasaki Maldonado doliczał dwie minuty do regulaminowego czasu gry, nikt nie mógł nawet przypuszczać, jak ta decyzja okaże się ważna i wpłynie na dalszy ciąg wydarzeń. Włosi prowadzili bowiem ciągle 1-0 po strzale Boninsegni w pierwszej połowie, ale Niemcy nie rezygnowali. O tym, że potrafią grać do końca wiadomo było już dużo wcześniej, choćby na poprzednim mundialu, gdy w 90 minucie meczu finałowego z Anglikami Weber wyrównał stan meczu na 2-2.

Do podobnej sytuacji doszło w spotkaniu z Włochami na stadionie Azteca, bo właśnie w doliczonym czasie Karl-Heinz Schnelligner (wówczas zawodnik Milanu) pokonał Albertosiego po dośrodkowaniu Grabowskiego. Niemcy odetchnęli, ale prawdę mówiąc, ten gol im się należał. Znakomitą okazję miał wcześniej Overath, piłka uderzyła w poprzeczkę, Włosi wybijali też futbolówkę z linii bramkowej.

Jeszcze zanim doszło do wyrównania i do dogrywki, wydarzyła się inna nietypowa sytuacja. Po starciu z Giancinto Facchettim kontuzji barku doznał lider niemieckiego Mannschaftu Franz Beckenbauer. Zmiany w czasie meczu były już wtedy dozwolone, ale Helmut Schoen wykorzystał wszystkie. Mówiąc bardziej precyzyjnie - drugą i ostatnią zaledwie kilka minut przed nieszczęsnym urazem "Cesarza". Beckenbauer nie chciał jednak zostawiać osłabionych kolegów w takim momencie, więc założono mu charakterystyczną szarfę, która podtrzymywała kontuzjowaną rękę i w taki sposób kontynuował grę.

Dogrywka zaczęła się dla Niemców idealnie. Niezawodny Gerd Muller, który w całym turnieju strzelił 10 goli, zostając królem strzelców, w swoim stylu wykorzystał nieporozumienie między Polettim i Albertosim, dając swojej drużynie prowadzenie w tym meczu. Pierwszy i jak się za chwilę okazało, ostatni raz. Odpowiedź "Azzurrich" była bowiem błyskawiczna. Zanim sędzia gwizdnął na koniec pierwszej połowy, piłka dwa razy wpadła jeszcze do siatki Seppa Maiera. Najpierw pokonał go Tarcisio Burgnich, a tuż przed przerwą Luigi Riva.

Gracze z RFN podnieśli się jeszcze raz, za sprawą Mullera, a jakże. Enrico Albertosi był wściekły, bo piłka przeleciała między słupkiem a ustawionym niefortunnie Giannim Riverą, ale zdobywca Złotej Piłki z poprzedniego roku natychmiast odkupił swoją winę. Z nawiązką, bo po podaniu Boninsegni, pozostawiony całkowicie bez opieki, pokonał Maiera. Była "dopiero" 111. minuta, czyli pięć goli w dogrywce padło w ciągu zaledwie 18 minut efektywnego czasu gry! Do końca wynik się już nie zmienił. Niemcy, zmęczeni po 120 minutach gry w ćwierćfinale z Anglią, nie byli w stanie zaskoczyć rywali.

Dla Rivery to był słodki rewanż. Napastnik Milanu rywalizował o miejsce w składzie z Sandro Mazzolą z Interu. "Byłem zawiedziony, że nie wyszedłem w takim meczu od początku. Ale na samym końcu to ja strzeliłem decydującego gola!", cieszył się Rivera. Uwe Seeler, kapitan Niemców, nie miał z kolei wątpliwości, że losy meczu rozstrzygnęły się przy stanie 2-1. "Uwierzyliśmy, że to, co najtrudniejsze, już zostało wykonane. I odpuściliśmy", przyznawał po latach.

Mecz na legendarnym Estadio Azteca stał się dzięki niespotykanemu scenariuszowi tak sławny, że oprócz tysięcy artykułów na jego temat zaczęły powstawać spektakle teatralne, a nawet film komediowy "Italia - Germania 4-3" nakręcony w 1990 roku.

Najciekawsze jest jednak coś innego. To było najbardziej dramatyczne z pięciu spotkań między tymi drużynami w historii mundialu (1962, 1970, 1978, 1982, 2006). Ale Niemcom do dzisiaj nie udało się wygrać ani razu...

Włoski kompleks?

Remigiusz Półtorak

Tajemnice mundialu - zobacz inne opowieści o pasjonującej historii mistrzostw świata