Reklama

MŚ Rosja 2018

Tajemnice mundialu. Dzień, w którym Schumacher znokautował Battistona, a Tigana chciał bić sędziego

Do mundialu w Rosji zostały już tylko 2 dni. Przez ostatnie tygodnie codziennie przypominaliśmy dzieje piłkarskich mistrzostw świata. Te najstarsze, ale też całkiem nowe. Pisaliśmy o sensacjach, których nikt się nie spodziewał, o dramatach, które wpływały na życie całych narodów i o wydarzeniach ważnych, choć niemal nieznanych. Również z Polakami w roli bohaterów. O tym, co działo się na boisku, ale także poza nim. Dzisiaj jeden z najbardziej dramatycznych momentów – półfinał RFN – Francja w 1982 roku.

Pewnie, gdyby Francja wygrała wtedy w dogrywce albo w rzutach karnych, byłoby to uznane za elementarny przejaw sprawiedliwości po brutalnym ataku Tony'ego Schumachera na Patricku Battistonie. Ale porażka, na dodatek w nadzwyczajnych okolicznościach, tylko pogłębiła traumę. Do dzisiaj spotkanie na stadionie Ramon Sanchez-Pizjuan w Sewilli w półfinale mundialu'82 jest wspominane we Francji jako największy dramat na boisku w całej historii mundialu.

Reklama

A przecież mogło być zupełnie inaczej. Drużyna RFN odzyskała wprawdzie wigor po nieoczekiwanej porażce z Algierią jeszcze w fazie grupowej, tytuł mistrza Europy też do czegoś zobowiązywał, ale Francja była ewidentnie na równi wznoszącej. To jeszcze nie była drużyna, która zachwyciła dwa lata później na mistrzostwach Europy, ale tak naprawdę piękniej potrafiła grać wówczas jedynie Brazylia. A Platini już był kapitanem z prawdziwego zdarzenia, mając u boku Giresse'a i Tiganę.

Rozpędzona niemiecka machina uzyskała prowadzenie po golu Littbarskiego, ale Platini szybko wyrównał z karnego.

Najważniejsza akcja meczu, najbardziej dramatyczna, rozegrała się niedługo po przerwie. Tu jednak ważne jest krótkie wprowadzenie. Jako czwarty pomocnik w tej słynnej "magicznej czwórce" występował wtedy w drużynie francuskiej Bernard Genghini (cztery lata później zastąpi go Luis Fernandez). Trener Michel Hidalgo zdjął go jednak zaraz na początku drugiej połowy i wpuścił nominalnego obrońcę Patricka Battistona. To decyzja, która zaważyła na późniejszych wydarzeniach, bo zaledwie siedem minut po wejściu zawodnik Bordeaux dostał znakomitą piłkę na wolne pole od Platiniego. Wymarzona okazja, sam na sam z bramkarzem.

"Przypominam sobie, że w ciągu tych kilku chwil mówiłem do siebie: wystarczy tylko przelobować bramkarza i strzelisz gola. Nie zwracałem w ogóle uwagi na Schumachera. I nagle czarna dziura. Kiedy odzyskałem świadomość, byłem w szatni, powiedziano mi, że prowadzimy 3-1". Od feralnego zderzenia z bramkarzem minęło już wtedy kilkadziesiąt minut.

Co się dokładnie stało? W 57 minucie, gdy Battiston rzeczywiście posłał piłkę w idealnej sytuacji nad Schumacherem (ale również tuż obok słupka), bramkarz, który nie zwracał uwagi na piłkę, wpadł na niego z takim impetem, że Francuz stracił przytomność i miał poważne problemy ze szczęką. Dopiero na powtórkach telewizyjnych widać było siłę uderzenia. Ogromną.

Ale to nie koniec kontrowersji. Dzisiaj taka sytuacja skutkowałaby niechybnie czerwoną kartką i wyrzuceniem z boiska, wtedy nie zakończyła się żadnym ukaraniem niemieckiego bramkarza. Co więcej, Schumacher prowokacyjnie czekał aż Battistona zniosą z boiska, nie zbliżył się nawet do swojej ofiary, nie zainteresował się, czy uraz jest bardzo poważny, tylko... podbijał piłkę we własnym polu bramkowym. Później, na wieść o trzech uszkodzonych zębach Francuza, żartował, że może zapłacić za ich wymianę.

A na boisku było cały czas dramatycznie. Wśród wielu klisz z tamtego wieczoru, jedna wydawała się szczególnie przejmująca - jak nieprzytomnego Battistona, znoszonego z boiska na noszach, kapitan Platini trzymał za bezwładną rękę.

Lider Francuzów niechętnie do tego wracał, nawet po latach. Opowiadał, że przez długi czas nie mógł się przemóc, aby ponownie włączyć kasetę wideo z nagraniem. - A nawet jak włączyłem, to zawsze zatrzymywałem przy stanie 3-1. Dalej nie mogłem oglądać - mówił Platini.

W dogrywce podopieczni Michela Hidalgo wywalczyli dwubramkową przewagę, ale za bardzo uwierzyli, że już jest po meczu. Rummenigge i Fischer odrobili straty, a w karnych dopełnili dzieła. Francja była zdruzgotana. Liderzy ekipy, w tym Platini nie mieli już ochoty na występ w meczu z Polską o trzecie miejsce. "Nigdy w życiu nie widziałem moich piłkarzy tak rozbitych psychicznie. Siedzieli bezradni jak dzieci i płakali. Dwóch zawodników musieliśmy zaprowadzić pod prysznic w ubraniu, nie byli w stanie się rozebrać" - wspominał Michel Hidalgo. "W tym meczu przewinęło nam się przed oczami całe życie. Była radość, nadzieja, ale też niesprawiedliwość, dramat, nienawiść, łzy... Wszystko", dopowiadał Alain Giresse.

Dopełnieniem całości okazała się sytuacja na lotnisku. Koledzy musieli powstrzymywać drobnego Tiganę, który chciał sam wymierzyć sprawiedliwość sędziemu Corverowi, gdy zobaczył, jak Holender przyjacielsko rozmawia z niemieckimi zawodnikami.

Tydzień później doszło do symbolicznego pojednania, w redakcji "Le Republicain Lorrain" w Metz Battiston i Schumacher uścisnęli sobie dłonie, Niemiec przeprosił.

Trauma u Francuzów jednak pozostała. Na długo.

Remigiusz Półtorak

Tajemnice mundialu - zobacz inne opowieści o pasjonującej historii mistrzostw świata