Reklama

Reklama

MŚ Rosja 2018

Polska - Urugwaj. Wodząc okiem za Borucem. Bezbłędny w pożegnaniu z kadrą

To był dla 37-letniego bramkarza niezapomniany wieczór. Przy okazji piątkowego spotkania towarzyskiego z Urugwajem Artur Boruc po raz 65. i ostatni wystąpił w reprezentacji Polski. Doświadczony zawodnik angielskiego AFC Bournemouth spisał się bez zarzutu. W 34. minucie fenomenalnie interweniował po strzale Gastona Silvy. Kibice na Stadionie Narodowym w Warszawie pięknie podziękowali mu za ponad dziesięć lat gry w ekipie "Biało-Czerwonych".

Boruc to samodzielny lider klasyfikacji największej liczby występów bramkarzy w kadrze. W piątek wyśrubował rekord, który pobił już jakiś czas temu. Drugi na liście wszech czasów jest Jan Tomaszewski, który z Białym Orłem na piersi zagrał 63 razy.

Reklama

Wychowanek Pogoni Siedlce zadebiutował w reprezentacji w 2004 roku, w bezbramkowym, towarzyskim meczu z Irlandią. Szczyt kariery Boruca w "Biało-Czerwonych" to to okres mistrzostw świata w 2006 i mistrzostw Europy w 2008 roku. Wtedy był na ustach całej Polski. Grał fenomenalnie. Później już tak spektakularnych momentów nie było, ale każdy kolejny selekcjoner mógł na niego zawsze liczyć.

W piątek trener Adam Nawałka po raz ostatni skorzystał z jego usług. I na pewno nie może się do niczego przyczepić.

Przed rozpoczęciem spotkania bohater wieczoru dostał, od prezesa PZPN-u Zbigniewa Bońka, specjalnie przygotowany meczowy trykot bramkarski, z numerem 65. Zresztą, z taką liczbą na koszulce grał doświadczony zawodnik w ostatnim reprezentacyjnym spotkaniu.

Kibice od samego początku skandowali jego nazwisko. Gdy w drugiej minucie po raz pierwszy wybijał piłkę, dostał ogromne brawa. W piątej minucie, po błędzie obrony i kopnięciu Gissorgiana de Arrascaety, piłka minimalnie minęła lewy słupek polskiej bramki.

Najważniejszy piłkarz dnia przez kilkanaście kolejnych minut nie miał wiele roboty. Pewnie łapał słabe dośrodkowania Urugwajczyków. W 26. minucie dostał jednak za to następną dużą owację. Chwilę później "Borubar" pewnie obronił strzał Guillermo Vareli zza pola karnego.

Zdecydowanie najlepszą interwencją popisał się w 34. minucie. Po rzucie rożnym piłka trafiła za pole karne to Gastona Silvy. Gracza Granada FC przepięknie kopnął lewą nogą, ale Boruc jeszcze lepiej obronił. Gdyby nie jego parada, futbolówka wpadłaby do bramki przy spojeniu słupka z poprzeczką.

Zgodnie z planem, kilkadziesiąt sekund przed zakończeniem pierwszej połowy "Król Artur" opuścił murawę, żegnany owacją na stojąco. Widać było, że jest wzruszony. Opaskę kapitana przekazał Łukaszowi Fabiańskiemu.

Tego dnia na trybunach pojawiła się także flaga z napisem: "Artur Boruc, dla nas jesteś wybitny". Można było ją zobaczyć także w czwartek pod hotelem, w którym mieszka w Warszawie nasza drużyna. W taki sposób kibice Legii podziękowali byłemu zawodnikowi klubu z Łazienkowskiej za lata gry w reprezentacji Polski. W piątek fani aktualnych mistrzów kraju zrobili to ponownie.

Co ciekawe, w piątek Boruc dopiero trzeci i oczywiście ostatni raz zagrał jako kapitan reprezentacji. Po raz pierwszy stało to się w towarzyskim meczu z Niemcami przed ponad trzema laty, a potem, w 2015 r., w starciu sparingowym z Grecją. Wtedy to był jego 60. występ w kadrze.

Jego niespełna 45 minut w starciu z Urugwajem zakończyło piękną przygodę w reprezentacji.

KS, PGE Narodowy

Dowiedz się więcej na temat: Artur Boruc | reprezentacja Polski