Reklama

Reklama

MŚ Rosja 2018

Mundial 2018. Polska – Senegal 1-2. Piszczek: Senegal odrobił lekcję

- Senegalczycy odrobili lekcję, bo zagęścili środek, a większość naszych groźnych akcji ostatnio przechodziła przez tę strefę boiska, a z niej rozrzucaliśmy piłkę na skrzydła. Tymczasem Senegal blokował wszystkie nasze podania, które szły do przodu, zwłaszcza w pierwszej połowie - powiedział w Moskwie po porażce w 1. meczu na MŚ obrońca reprezentacji Polski Łukasz Piszczek.

Reklama

Michał Białoński, eurosport.interia.pl: Po twoim oku widać, że mecz był twardy. Oko masz sine.

Reklama

Łukasz Piszczek, pomocnik reprezentacji Polski: - Raz na środku boiska dostałem w twarz i taki jest skutek.

Czyli w starciach z drużynami afrykańskimi piłka bywa bolesna.

- Nie, nie tylko z nimi. Ogólnie jak się chce odnosić sukcesy i grać o najwyższe cele, to bez bólu się nie obchodzi.

Jeśli szukać pocieszenia po tym meczu, to w statystyce. Mieliście lepsze posiadanie piłki, pokonaliście więcej kilometrów i oddaliście więcej strzałów.

- Tak, ale zaważyły dwie sytuacje, gdzie można się było zachować lepiej i oni potrafili to wykorzystać.

Przy stracie pierwszej bramki uciekł ci Mbaye Niang, próbowałeś go faulować, ale upadłeś i zabrakło Cię w obronie.

- Widziałem, że Grzegorz Krychowiak zbiegł na moją pozycję, więc ja wróciłem do środka. Takie sytuacje - przegrany pojedynek na środku boiska - w meczu się zdarzają. Gdy rywal oddawał strzał, nie brakowało nas w obronie, za piłką było sześciu zawodników, ale futbolówka nieszczęśliwie się odbiła od Thiago Cionka i wpadła do bramki. Normalna akcja w meczu.

Pierwszy mecz na MŚ tej drużyny i po raz pierwszy wychodzimy z tylko jednym defensywnym pomocnikiem. Czy to cię nie zaskoczyło?

- Taką obraliśmy taktykę na ten mecz, trener miał taki plan. My jako zawodnicy staraliśmy się go wypełnić. W I połowie nie wyglądało to zbyt dobrze, bo Senegal zagęścił środek pola i czekał na kontry. To im się parę razy udało. W drugiej połowie zmieniliśmy system, stwarzaliśmy więcej sytuacji, niestety, w momencie, gdy wydawało się, że jesteśmy w stanie doprowadzić do remisu, straciliśmy łatwą bramkę na 0-2 i niestety, przegraliśmy. 

W taktyce trójką z tyłu ostatnio pełniłeś rolę stopera, a nie wahadłowego. Skąd ta zmiana?

- Rozmawialiśmy z trenerem Nawałką na ten temat. Poinformował mnie, że może być taka opcja i tak też się stało.

Co zawiodło?

- Ogólnie coś u nas nie grało. Nie wiem dokładnie co, ale...

Bardziej z przodu niż z tyłu?

- Nie, bo oni byli bardzo agresywni w środku pola. Widać, że odrobili lekcję, bo zagęścili środek, a większość naszych groźnych akcji ostatnio przechodziła przez tę strefę boiska, a z niej rozrzucaliśmy piłkę na skrzydła. Tymczasem Senegal blokował wszystkie nasze podania, które szły do przodu, zwłaszcza w pierwszej połowie. W drugiej już to poprawiliśmy. Mieliśmy więcej zawodników w bocznych strefach i potrafiliśmy sobie stworzyć tam przewagę.

Szczęśliwie się złożyło, że Kolumbia też przegrała i jeśli wygracie dwa mecze, to powinniście awansować bez kalkulowania.

- To pan mówi, że sytuacja jest pod kontrolą. "Jeśli"... Gdybyśmy dzisiaj wygrali, to byśmy byli w lepszej sytuacji, zatem nie ma co gdybać. Lepiej wyjść na boisko i grać.

Jakie ogólnie masz wrażenia z innych meczów na tych MŚ?

- Każdy mecz jest na styku, a forma dnia może zaważyć na tym, kto dane spotkanie wygra. Tak było też w naszym meczu. Dyspozycja dnia Senegalu była wyższa.

A czy świeżość po ciężkich treningach wróciła? Czułeś się mocny, silny?

- Czy ja wiem? Ciężko mi to oceniać. Przygotowywaliśmy się dobrze do turnieju. Każdy z nas, wychodząc na boisko, myśli tylko o tym, żeby dobrze grać w piłkę, a nie o tym, czy da radę czy nie.

Czy to najtrudniejszy moment w kadrze Nawałki?

- Nie mamy już wpływu na to, co się wydarzyło w meczu z Senegalem. Możemy tylko zacisnąć zęby i walczyć dalej, żeby dalej liczyć się w tej grupie. Zrobimy wszystko, aby tak było. Jutro czeka nas analiza, trener na pewno znajdzie odpowiednie słowa i metodę na to, żebyśmy wyglądali lepiej.

Kuba Błaszczykowski dostał urazu stawu skokowego.

- Próbował grać dalej, ale w przerwie z doktorem zdecydowali, że nie da rady.

Rozmawiał i notował w Moskwie Michał Białoński