Reklama

Reklama

MŚ Rosja 2018

Mundial 2018. Pierwszy wspólny trening w Arłamowie bez czterech kadrowiczów

Rozluźniony i wypoczęty Lewandowski, bojowo nastawieni pozostali zawodnicy oraz setki kibiców oglądających otwarty trening Polaków – w takich okolicznościach rozpoczęły się w Arłamowie ostatnie przygotowania przed wyjazdem na mundial do Rosji. Ich efektem będzie wybór w najbliższy poniedziałek 23 piłkarzy, którzy znajdą się w samolocie do Soczi. Tam Polacy będą mieli swoją bazę na mundialu.

Pozytywną energię już na samym początku wysłał Robert Lewandowski. Kapitana nie było w Juracie na obozie regeneracyjnym, przyleciał dopiero do Arłamowa i to jako jeden z ostatnich. - Moja świeżość powinna być widoczna, bo na Euro we Francji tego brakowało. Pracujemy również indywidualnie. Te przygotowania pozwolą, aby dynamika przyszła w odpowiednim momencie - powiedział Lewandowski.

Reklama

Zapewnił też, że zamieszanie z transferem do nowego klubu - w środę wyszło na jaw, iż poinformował Bayern o chęci odejścia - nie przeszkodzi mu w odpowiednim przygotowaniu do mistrzostw świata. - Nie myślę o sprawach klubowych. Tylko o tym, aby jak najlepiej przygotować się na turniej w Rosji - zadeklarował.

Na razie widać, że "Lewy" powoli wraca do rytmu gry z piłką. Na popołudniowym treningu - pierwszym wspólnym, bo wcześniej piłkarze defensywni i ofensywni mieli zajęcia osobno - na pewno nie był wyróżniającym się zawodnikiem. Dużo też odpoczywał, gdy asystenci Adama Nawałki zarządzili wewnętrzną gierkę. Zresztą, punkty w Arłamowie mają zbierać inni, bo do odstrzału jest aż dziewięciu zawodników z 32-osobowej grupy, która pojawiła się w Bieszczadach.

Z otwartego treningu, obserwowanego przez liczną widownię w kilku pełnych sektorach, ważne do odnotowania są co najmniej dwie rzeczy. Czterech zawodników w nim nie uczestniczyło - Kuba Błaszczykowski, Kamil Glik, Marcin Kamiński i Dawid Kownacki. Jak mówił rzecznik kadry Jakub Kwiatkowski, zostali na siłowni. Potem Glika, który przyjechał do Arłamowa z urazem ścięgna Achillesa, można było jeszcze zobaczyć, jak korzystał ze specjalnej komory krioterapii, wspólnie z innymi kolegami - Grzegorzem Krychowiakiem, Michałem Pazdanem, Krzysztofem Mączyńskim, Jackiem Góralskim czy Kamilem Wilczkiem.

Po drugie, w wewnętrznej gierce na treningu zawodnika Monaco zastąpił w podstawowej czwórce obrońców Jan Bednarek, grający w jednym ustawieniu z Łukaszem Piszczkiem, Michałem Pazdanem i Maciejem Rybusem. Czy to oznacza, że notowania młodego zawodnika Southampton rosną i ma realne szanse na pozostanie w grupie? Wiele na to wskazuje.

To jednak dopiero pierwsze wspólne zajęcia. Przez kilka dni walka będzie na całego, bo pewniaków już jest dużo, a selekcjoner musi bardzo poważnie odchudzić obecny skład. Na pewno ważną, a być może nawet decydującą wskazówką będzie sobotni sparing między reprezentantami, sędziowany przez naszego eksportowego arbitra Szymona Marciniaka. Sędzia jest już obecny w Arłamowie, razem z innym naszym czołowym arbitrem Pawłem Gilem. Marciniak chętnie rozmawia z kibicami i rozdaje autografy. Czasami można wręcz pomyśleć, że jest równie rozpoznawalny jak kadrowicze.

Sobotnia gra wewnętrzna z Marciniakiem jako głównym i Gilem, jako sędzią wozu VAR, będzie kluczowa również z innego punktu widzenia. Dla wielu kadrowiczów będzie to pierwszy kontakt z systemem VAR, jaki tak udanie został wprowadzony przed sezonem 2017/2018 w Lotto Ekstraklasie i będzie obowiązywał także na mundialu w Rosji. Sędziowski duet Marciniak - Gil zorganizuje zresztą naszej kadrze szkolenie, wyjaśniające podstawowe zasady systemu wideoweryfikacji.

Generalnie, reprezentacja Polski wzbudza w Bieszczadach bardzo duże zainteresowanie, choć szaleństwo nie jest takie, jak choćby przed dwoma laty, gdy kadra Nawałki przyjechała na Podkarpacie przed Euro we Francji. Trzeba jednak przyznać, że rozdawanie autografów po popołudniowym treningu - zresztą, w obecności przybyłego specjalnie premiera Mateusza Morawieckiego, a także ministra sportu Witolda Bańki - trwało dobre pół godziny i nikt się nie spieszył. Wszyscy cierpliwie spełniali prośby kibiców - małych i tych trochę większych. Kto najdłużej? Wśród piłkarzy, którzy najpóźniej opuścili boisko treningowe był oczywiście Lewandowski. To być może podziękowanie za wcześniejsze okrzyki z trybun, skandujące nazwisko kapitana reprezentacji. Na częste względy publiczności mógł też liczyć Arkadiusz Milik.

Ostatnim akordem piłkarskiego dnia w Arłamowie był jeszcze trening na bocznym boisku z udziałem podopiecznych z domu dziecka w Przemyślu. Pod okiem przyglądających się premiera Morawieckiego i ministra Bańki prowadzili go m.in. byli piłkarze reprezentacji Polski Tomasz Kłos i Sebastian Mila. Po treningu reprezentacja Polski ustawiła się do wspólnego zdjęcia z szefem rządu RP i dziećmi z domu dziecka. 

Z Arłamowa Michał Białoński i Remigiusz Półtorak