Reklama

MŚ Rosja 2018

Mundial 2018. Paweł Habrat: Kamil Glik da pewność drużynie

W niedzielę reprezentacja Polski zagra z Kolumbią na mistrzostwach świata. W obu ekipach nastroje są podłe, bo i Polacy i Kolumbijczycy rozczarowali. O ile formy sportowej w kilka dni nie da się zmienić, to można jednak zaskoczyć rywala innym ustawieniem drużyny lub górować nad nim mentalnie. Paweł Habrat, psycholog sportowy pracujący z reprezentacją Polski w piłce ręcznej, a także z ekstraklasowym Zagłębiem Lubin jest zdania, że szybkie wyczyszczenie głów i przygotowanie strategii na najbliższe spotkanie są teraz priorytetowe.

Czy w cztery dni da się odbudować zespół który zawiódł na całej linii?

Reklama

Paweł Habrat, psycholog sportowy: - Podstawową rolę grają emocje i czas. I zawodnicy, i trenerzy, i kibice są rozczarowani grą. Analiza jest dużo trudniejsza kiedy pojawiają się emocje, a także złość, smutek i obawa przed tym, co się może wydarzyć. Kluczowe, to jak najszybciej przejść do tego, co się wydarzy w następnym meczu. Oczywiście w tak krótkim czasie najlepiej skupić się na aspekcie mentalnym.

Senegal grał spokojnie, my nerwowo...

- Zawodnicy mówili, że gdzieś uciekła im koncentracja. Być może byli skupieni bardziej na wyniku niż na zadaniach? Na pewno to wszystko, a także reakcje na błędy, reakcje w newralgicznych momentach spotkania są przez sztab analizowane. Na pewno nie ma co doradzać z boku, bo jest to infantylne, a trenerzy i zawodnicy wiedzą najlepiej, co można poprawić.

Na pewno podnieść zespół może lider zespołu. Pytanie tylko czy Robert Lewandowski jest w stanie to zrobić, skoro i on, odcięty od podań, prezentował się poniżej oczekiwań. Może więc wejść w jego rolę powinien inny zawodnik?

- Dzisiejszy model funkcjonowania topowych zespołów to model oparty o kilku liderów. Nigdy siła klasowej drużyny nie powinna zależeć od jednego człowieka. Często w każdej formacji jest lider.

Kozłów ofiarnych też jest kilku, czy powinniśmy poświęcić Arkadiusza Milika?

- Już lepiej szukać kozłów ofiarnych w swojej drużynie niż zwalać niepowodzenie na sędziego, czy na przykład na pogodę. Kozły ofiarne mogą przecież wyciągnąć wnioski i następny mecz zagrać sto razy lepiej. Każdy z zawodników może na pewno szukać odpowiedzialności i poprawy w sobie, ale też wskazywanie na konkretnych zawodników po tym meczu ma mały sens, bo zwyczajnie zawalił cały zespół. Jeśli każdy z zawodników poprawi swoją grę o kilka procent, to już suma tego da niezły wynik. Odpowiedzialność musi wziąć cały zespół.

Powrót Kamila Glika może podnieść morale zespołu? Bo że podniesie jakość gry w obronie, to pewne.

- Kamil to ważne ogniwo zespołu, a czasem wyjęcie jednego ogniwa niweczy cały wysiłek. Glik podniesie poziom komunikacji i pewności siebie.

A od robienia atmosfery miał być podobno Sławomir Peszko. Niektórzy zarzucają selekcjonerowi, że zabrał go tylko w tym celu.

- To jest krzywdzące dla zawodnika. Tylko sztab szkoleniowy i selekcjoner wiedzą w stu procentach, co każdy zawodnik wnosi do kadry. Kiedy wszystko się układa, jesteśmy hurraoptymistami, po porażce od razu szukamy czarownic. Każdy zawodnik jest potrzeby. I ten na murawie i ten na ławce. Rolą selekcjonera jest takie dobranie zespołu, aby był on możliwie najsilniejszy sportowo, jak i mentalnie.

To kto jest bardziej rozbity psychicznie? Polacy czy Kolumbia?

- Takie dywagacje są chyba niepotrzebne. Należy skupić się na zadaniach, które doprowadzą do dobrego wyniku. Na tym co jest od nas zależne, na tym nad czym mamy kontrolę. To oczywiście fajna sprawa dla mediów. Kto jest w większym dołku? Kto się podniesie, kto pęknie? Piłkarzy nie powinno to obchodzić. Polacy na pewno robią swoje. Kolumbijczycy zresztą też.

Rozmawiał Adam Drygalski

Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Polski | Kamil Glik