Reklama

Reklama

MŚ Rosja 2018

Mundial 2018: Ona z Polski, on z Kolumbii. Dzieli ich tylko futbol

W niedzielny wieczór w tym małżeństwie nie będzie jednomyślności. Usiądą co prawda obok siebie na Kazań Arena, lecz ona ściskać będzie kciuki za "Biało-Czerwonych, zaś on, za "Los Cafeteros". Dlaczego? Bo Ania to urodzona Polka, Javier zaś to Kolumbijczyk z krwi i kości.

Logistyka to spory problem dla kibiców i dziennikarzy podczas mundialu w Rosji. Podróże pomiędzy miastami zajmują nie tyle długie godziny, a całe dnie. Czas spędzony w pociągach, autobusach i samolotach, to jednak okazja do zawiązania nowych, ciekawych znajomości. Podczas nocnej podróży do Kazania w specjalnym pociągu zorganizowanym przez FIFA, poznaliśmy wyjątkową parę - Anię i Javiera.

Miłość z work and travel

Reklama

Ona Polka, on - Kolumbijczyk. Poznali się podczas wizyty w USA w ramach programu "work and travel". Od tamtego czasu nadal pracują i podróżują, ale już jako małżeństwo.

- Po raz pierwszy spotkaliśmy się trzynaście lat temu w USA. Potem wróciliśmy do domów, ale bez siebie wytrzymaliśmy tylko rok. I wróciliśmy do Stanów, żeby znów się zobaczyć - opowiada Ania.

Dalekie podróże mają wliczone w koszta polsko-kolumbijskiego związku. Teściów w Bogocie, skąd pochodzi Javier, odwiedzają co drugie święta. Jeśli nie spędzają ich w Kolumbii, jadą do rodziców Ani, do Drzewicy. Dlatego stosunkowo krótka podróż z Moskwy do Kazania - zaledwie 820 kilometrów - nie była dla nich niczym szczególnym. 

Wcześniej w Moskwie obejrzeli mecz Polaków z Senegalem. Oboje kibicowali "naszym". Ania wspomina, że atmosfera była świetna, dopóki nie padły gole dla naszych rywali. Choć obowiązki podczas wyjazdu dzielą po równo, to ona miała więcej szczęścia podczas losowania biletów na mundial. Udało jej się wylosować aż dwanaście! Javier? Okrągłe zero. Ale dzięki szczęściu żony, nie musiał się martwić o miejsca na stadionach. Pozostałe bilety odsprzedali rodzinie męża, która także pojawiła się w Rosji.

- Tata miał problemy z dotarciem. Odwołano kilka samolotów. Musiał spać na ławce na lotnisku - łapie się za głowę. Jednak wszystko skończyło się dobrze i rodzina Javiera dołączyła do żółtej armii fanów Kolumbii na ziemi rosyjskiej.

Sam w pociągu paradował dumnie w koszulce reprezentacji Jose Pekermana. 

- To koszulka z ostatniego z Copa America - wyjaśnia. A po chwili z plecaka wyciąga drugi, aktualnie obowiązujący trykot. Ten jest z numerem i nazwiskiem. Jakim? Oczywiście dycha - James Rodriguez.

- Bez dwóch zdań nasz najlepszy piłkarz. Kumpel Roberta Lewandowskiego, przy nim odżył w Bayernie i jest w formie. Gdy studiowałem w Poznaniu, to Robert jeszcze grał w Lechu. Niestety nie miałem okazji zobaczyć go wtedy na żywo w akcji - wspomina.

Bez sombrero ani rusz

Wśród swoich akcesoriów kibica ma także wielkie sombrero, flagę Kolumbii i tradycyjną, festiwalową maskę. Ania jest wyposażona skromniej, ale koszulka "Orłów" jest zawsze pod ręką.

Podróż schodzi nam na długich dyskusjach, nie tylko o futbolu. Rozmawiamy także o innych, ważnych rzeczach. Opowiadam Javierowi o sytuacji, jaka spotkała mnie w pociągu do Moskwy, gdy na Białorusi pogranicznicy wyprowadzili dwóch Kolumbijczyków, podejrzewając ich o przemyt narkotyków. 

- To stereotyp, który panuje na całym świecie. Kolumbia jest teraz o wiele spokojniejszym krajem. W moim mieście - Bogocie można teraz bez obaw chodzić po ulicach i odwiedzać miejsca, w które kiedyś strach było zaglądać. Narcos? Dalej istnieją, tego problemu nie da się tak łatwo rozwiązać, ale jest inaczej, niż w czasach Escobara - tłumaczy.

- Musicie wiedzieć jednak jedną ważną rzecz. W Kolumbii nikt nie uważa Pablo Escobara za bohatera. To terrorysta i przestępca. Niektórzy mówią, że budował szkoły i mieszkania dla biednych, ale nie robił tego z dobroci serca. W ten sposób werbował ludzi do kartelu z Medellin. Jeśli Pablo kazał ci potem kogoś zabić, musiałeś to zrobić. Dziś kartele nie rządzą już na ulicach, jak kiedyś. Ale w dżungli nadal trwa produkcja kokainy - opowiada.

- Dżungla zajmuje olbrzymią część Kolumbii. To bardzo niebezpieczne miejsce. Jeśli wejdziesz tam bez przewodnika, czeka cię śmierć. Tam wszystko jest zielone. Nie ma punktów orientacyjnych, ani drogowskazów, nie działają sieci komórkowe. Z kolei ci, którzy wiedzą jak się tam poruszać, to ludzie-duchy. Nikt nie wie o ich istnieniu, tam można się ukrywać przez długie lata - mówi. 


Realowi już nie kibicują

Opowiada także o Meksyku, Wenezueli, Brazylii, a także wyjaśnia zawiłą historię swojego kraju. - Musicie nas koniecznie odwiedzić po mundialu - zaprasza. 

Gdy nastaje świt, a do przedziału wpadają pierwsze promienie słońca, zamawiamy kawę (szklanki podają w gustownych blaszanych koszyczkach) i wracamy do tematyki piłkarskiej. Ania opowiada, jak razem z ukochanym wybrali się w sezonie na trzy mecze Realu Madryt w Lidze Mistrzów. Ale już mu nie kibicują, bo nie gra tam James Rodriguez.

- Jak będzie w niedzielę? Przekabacisz męża, żeby znów kibicował Polakom? Widzimy, że mundialowe Fan ID ma zawieszone na smyczce "Łączy nas piłka", więc chyba jest na dobrej drodze - podpuszczamy delikatnie.

- Nie ma takiej możliwości. Ja kibicuję Kolumbii, a Ania Polsce. Wam też życzę samych sukcesów piłkarskich, ale nie w najbliższym meczu - śmieje się Javier.

Z Kazania Rafał Walerowski, Michał Białoński, Remigiusz Półtorak

Dowiedz się więcej na temat: kibice reprezentacji Polski