Reklama

Reklama

MŚ Rosja 2018

Mundial 2018. Nadzieja Kamila Glika w rękach profesora Boileau

- W tym wypadku liczę na to, że nie jestem nieomylny - nie kryje lekarz reprezentacji Jacek Jaroszewski, który zdiagnozował kontuzję barku Kamila Glika jako poważną. Cała nadzieja w tym, że jego tezę obali francuski ortopeda Pascal Boileau, który niósł pomoc m.in. ofiarom zamachu w Nicei, w lipcu 2016 r.

Fatalna kontuzja Kamila Glika zbiła z pantałyku wszystkich w Arłamowie. Jedna rzecz, zdarzająca się przecież w sporcie, zwłaszcza kontaktowym, a spowodowała, jakbyśmy przed mundialem stracili nie tylko ważne ogniwo obrony, ale nawet bramkę, jeszcze przed wyjściem na mecz z Senegalem. Adam Nawałka, jego sztab i piłkarze to wielcy wojownicy. Przez pozostałe dwa tygodnie do pierwszego spotkania na MŚ zrobią wszystko, aby załatać dziurę po twardym jak skała Gliku.

Reklama

Cała drużyna jest solidarna z wojownikiem z Jastrzębia-Zdroju, który podczas przewrotki nieszczęśliwie wylądował.

 "Liczę na cud i wierzę w to Przyjacielu" - napisał na Twitterze Kamil Grosicki, dodając emotikony, m.in. serduszko.

"Dzięki brachu" - odparł Glik, rewanżując się sercem.

Przed Euro 2008 w Bad Waltersdorf, gdzie byli zgrupowani nasi piłkarze, z nosem zwieszonym na kwintę przez urazy mięśniowe kadrę Orłów opuszczali Tomasz Kuszczak i Jakub Błaszczykowski.

Euro 2012 kontuzja wykluczyła Łukasza Fabiańskiego. Dwa lata temu, przed Euro 2016 przez urazy wypadli z kadry Paweł Wszołek i Maciej Rybus, a na samym turnieju kontuzji doznał Wojciech Szczęsny. Przy całym szacunku dla wszystkich wymienionych żaden z tych piłkarzy nie był tak trudnym do zastąpienia jak Glik.

- Kamil jest istotny nie tylko jako świetny obrońca, ale też pod niego były ustawione stałe fragmenty gry - zwrócił uwagę kapitan "Biało-Czerwonych" Robert Lewandowski.

Kanał "Łączy nas piłka" odsłonił kulisy z powrotu Glika ze szpitala w Przemyślu, gdzie diagnozował go wczoraj lekarz kadry Jacek Jaroszewski.

Fizjoterapeuta kadry Paweł Ptak robił Kamilowi opatrunek na kontuzjowanym barku. Nasz obrońca, zapytany o to, czy może podnieść rękę do góry, z grymasem bólu przecząco kręci głową

- To mi całe weszło do góry, obojczyk - tłumaczył.

- Lekarz chciał nastawić, ale więzadła są zerwane. Nie ma co trzymać, więc co nastawi, jak nie ma co - dodał.

Do siedzącego obok Macieja Rybusa Kamil powiedział:

- Ta kość mi poszła do góry, wszystko poszło do góry. "Doki"  (lekarz Jacek Jaroszewski - przyp. red.) coś mnie szarpał, nastawiał, ale nic to nie dawało. Do Nicei polecę, żeby mnie zobaczył nasz lekarz, jest tam dobry gościu. Ale to ciężar, ciężka sprawa.

 - Na finał będziesz, tak? - zagaił Rybus.

- Ty bez kitu! To przyjadę na finał! - uśmiechał się mimo bólu Glik.

Wchodzącego Jaroszewskiego zapytał:

Ty, "Doki"! Sprawa jest. Na finał się wyrobię?

- Na finał tak - sześć tygodni - odparł lekarz kadry.

 - Wiemy, że kontuzje to część naszej pracy, ale jednocześnie nikt sobie nie wyobraża, że chłopak, który w dwa lata rozegrał ponad 100 meczów nie doznaje kontuzji w żadnym z nich, tylko podczas zabawnej gry w siatkonogę - kręcił głową z niedowierzaniem Thiago Cionek. - To szok dla nas, przykro nam bardzo. To był dzień, który miał być szczęśliwy, bo ogłoszono kadrę, a tu taka wiadomość w sprawie Kamila.

W środę Kamil Glik przejdzie badania w Nicei, u profesora Boileau. W czwartkowy wieczór będziemy wiedzieć na pewno, czy można liczyć na lidera defensywy Orłów.

MB

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Glik