Reklama

Reklama

MŚ Rosja 2018

Mundial 2018: Kamil Grosicki: Smutna historia się kończy

Szczerze, emocjonalnie, a nawet wylewnie. Kamil Grosicki po meczu z Japonią był jednym z tych piłkarzy, który poświęcił najwięcej czasu na rozmowy z dziennikarzami. Skrzydłowy reprezentacji Polski opowiedział m.in. o rozczarowaniu mundialem, swojej przyszłości w kadrze, a także o "kabarecie" z ostatnich 10 minut spotkania na Wołgograd Arena.

Reklama

Co masz w głowie po tym mundialu?

- Co mam w głowie? Rozczarowanie. Nie tak to miało wyglądać. Mieliśmy określony cel, jakim było wyjście z grupy, a co było później, to miało się okazać. Zawiedliśmy samych siebie i oczywiście też kibiców. Strasznie przeżywamy odpadnięcie z grupy, ale prawda jest taka: nie zasłużyliśmy na awans, graliśmy słabo w pierwszych meczach i tyle.

Kamil Glik wrócił do gry, czy to oznaczało, że na skrzydłach mogliście sobie nieco swobodniej pohasać?

- Kamil jest liderem tego zespołu. Pod względem piłkarskim i personalnym. Dziś bardzo dobrze grał i był nie do przejścia. Możemy mówić, że brakowało go w poprzednich meczach, ale taka jest piłka. Kontuzje i ktoś inny musi grać.

Reklama

Ale Kamil powiedział, że mógł zagrać z Kolumbią, tylko trener powiedział, że nie zagra.

- Trzeba trenera o to pytać, a nie mnie. Z Kamilem się przyjaźnię, wiedziałem że dziś jest gotowy i chce grać. Był wcześniej po poważnym urazie, więc trener zadecydował tak, a nie inaczej. Przed mundialem były rozmowy, że ma być w pełni gotowy na mecz z Japonią i tak właśnie się okazało, że zagrał pełne spotkanie.

Co się stało z waszym kontratakiem na tym turnieju? Wszystkie schematy ofensywne się rozpadały po przekroczeniu linii środkowej...

- Wszyscy wiemy, że naszą największą bronią w eliminacjach były kontrataku. W meczu z Senegalem tego nie pokazaliśmy, w meczu z Kolumbią także tego nie pokazaliśmy i dlatego nie było sytuacji. Dziś graliśmy systemem 4-4-1-1 z typowo bocznymi pomocnikami i przynajmniej były sytuacje. Ja przynajmniej się cieszyłem, że były sytuacje, bo we wcześniejszych meczach w ogóle nie było sytuacji. Przynajmniej coś się działo, bo jak mieliśmy analizy, to analizowaliśmy tylko błędy, a nie było żadnych akcentów ofensywnych. To było bolączką tego, co się wydarzyło w pierwszych meczach. Powtarzam - my mistrzostwa przegraliśmy meczem z Senegalem, bo w meczu z Kolumbią byliśmy bez szans pod każdym względem z nimi. Zespół o parę klas lepszy od nas, a z Senegalem przegraliśmy mecz w głowach i ten turniej się dla nas zakończył. Nie potrafiliśmy się podnieść w meczu z Kolumbią, a dziś tylko mecz o honor. Smutna historia się kończy.

Bardzo dużą wagę przywiązywaliście do ćwiczenia obrony, a trochę mniejszą do ataku.

- Trudno powiedzieć. Mogę mieć tylko żal do siebie, że nie stwarzaliśmy sytuacji. Jako zespół graliśmy bardzo słabo. Przynajmniej na koniec mam nadzieję, że procent daliśmy radości kibicom, tym którzy są z nami na dobre i na złe. No i trenerowi daliśmy troszkę radości. Bo przecież tu mogło się to gorzej skończyć. Jest katastrofa, a byłoby jeszcze fatalniej. Więc jest jakiś plusik, że jest to zwycięstwo na końcu.

Końcówka sama zaogniła sytuację i to, że nikt nie poszedł do pressingu...

- Rzeczywiście, to był kabaret te ostatnie 10 minut. Ale mieliśmy prowadzenie 1-0, taka była taktyka, żeby grać w niskim pressingu, odbierać piłkę i atakować, a dlatego to tak wyglądało. Dlatego te ostatnie 10 minut - do zapomnienia...

Pod koniec przy linii bocznej długo rozgrzewał się Kuba Błaszczykowski. Zdaje się, że byłeś do zmiany, ale chyba też symulowałeś kontuzję, żeby sędzia przerwał mecz i Kuba mógł wejść.

- Bardzo źle to wyglądało. Ale szanuję Kubę i dlatego chciałem tak zrobić. Mi to w oczy wpadło dopiero 3-4 minuty, jak sędzia doliczył czas i oni zaczęli klepać. Albo ja byłem w innym świecie albo te ostatnie minuty to był taki kabaret, że my staliśmy z tyłu, a Japończycy klepali tę piłkę. Ja tylko zrobiłem to z szacunku do Kuby, bo wiem, co czuje piłkarz stojąc tyle przy linii.

Czy możesz tak na spokojnie powiedzieć czego zabrakło, by awansować? Czy to były tylko umiejętności, czy brakło czegoś innego?

- Na mistrzostwach nie ma czasu na pomyłki, a my dużo pomyłek zrobiliśmy i wyjeżdżamy do domu. Jako zespół - nic nam się nie układało, ani w obronie, ani w ataku, nie mieliśmy pomysłu na stworzenie sytuacji. Nie mówię, że kogoś przerosła otoczka turnieju. Graliśmy słabo i nic nam nie wychodziło od bramkarza do napastnika. Cały zespół grał fatalnie.


Czy byłeś podrażniony przed tym spotkaniem?

- Bardzo chciałem na koniec pokazać się. Dałem z siebie maksa. Szkoda, że nie skończyłem tego meczu na pocieszenie z bramką, czy asystą. Miałem ku temu szanse. Ale stworzyliśmy chociaż trochę sytuacji, ale chociaż w tym meczu o honor coś zrobiliśmy.

Czy po strzale głową widziałeś już piłkę w siatce?


- Tak, widziałem. Taką samą bramkę strzeliłem w Anglii, moją pierwszą na boiskach Championship. Ale niestety bramkarz - klasa, choć byłem już pewny, że jest bramka.

Jak myślisz, co stanie się z tą drużyną po mistrzostwach?

- Nie mnie to oceniać. Wątpię, że w tym samym składzie personalnym znajdziemy się w następnych miesiącach, jak bedą jakieś zgrupowania reprezentacji. Tak mi się wydaje przynajmniej. Dużo zawodników jest młodych, dużo starszych, doświadczonych. Jakieś decyzje będziemy podejmować. Ja z reprezentacji nigdy nie zrezygnuję. Bo oprócz rodziny to największa duma dla mnie reprezentować ten kraj i ja się nie poddam.

Mundial to największy zawód w twojej karierze?

- Miałem duże oczekiwania drużynowo, osobiście. Powiem szczerze, że byłem dobrze przygotowany do tego mundialu pod względem fizycznym dużo pracy do tego włożyłem. Pierwsze mecze mnie zweryfikowały, jak i całą drużynę. Ale dziś w głowie trzeba było rozegrać ten mecz. Pokazałem, że bardzo mi zależy na tej reprezentacji i się nie poddam. 

Myśleliście sobie, że niewywalczenie punktów z Japonią będzie dla was katastrofą?

- To by była masakra. I dlatego cieszę się, że jako zespół się zebraliśmy i wygraliśmy. A w jakim stylu? To już wy będziecie sądzić...

Kamil powiedz mi, czy grałeś kiedyś w takim upale? Wszystkim - kibicom, dziennikarzom było niezwykle gorąco, ale zastanawialiśmy się, jak wy na to zareagujecie.

- Na pewno było bardzo duszno i bardzo gorąco, ale wiedzieliśmy o tym i przygotowaliśmy się. Dużo nawadniania od dwóch-trzech dni, a na boisku jak była przerwa to też uzupełniałem płyny. Jak człowiek jest skoncentrowany na meczu, to raczej o tym tak nie myśli.

Wielu krytykowało wybór Soczi jako bazy treningowej. Ale czy to paradoksalnie nie pomogło w aklimatyzacji do tego spotkania?

- Dziś graliśmy tylko o honor. Jak ja słyszę, że baza zła, czy coś, niee... Bazę mieliśmy bardzo dobrą, bardzo dobry hotel, warunki do treningu. To my zawiedliśmy jako drużyna, a nie ktoś, kto zorganizował. Niejedna reprezentacja chciałaby na takim poziomie być przygotowana. Arłamów, Jurata. Powtarzam, to my, piłkarze zawiedliśmy.

Z Wołgogradu Rafał Walerowski, Remigiusz Półtorak, Michał Białoński