Reklama

Reklama

MŚ Rosja 2018

Mundial 2018: Hubert Małowiejski wie, jak sparaliżować Kolumbię

Polacy mają plan na sparaliżowanie zespołu Kolumbii, z którym zmierzą się w swoim drugim meczu mistrzostw świata w Rosji. Mówił o tym na oficjalnej konferencji prasowej szef banku informacji reprezentacji Polski, Hubert Małowiejski. Asystent Adama Nawałki opowiedział także o planowanych zmianach w składzie i o tym, co było największym paradoksem w przegranym przez "Orły" meczu z Senegalem.

Reklama

Po pierwszych analizach jak wy oceniacie naszego przeciwnika. Jak widzicie tę drużynę?

- Nie jesteśmy po pierwszych analizach. Ten zespół jest przeanalizowany kilka tygodni po losowaniu. Kolumbijczycy są w takiej sytuacji jak my: mają po pierwszym meczu zero punktów. Sytuacja potoczyła się inaczej, niż sobie planowali. Na papierze byli uznawani za faworyta numer jeden. Wszyscy wiemy, jacy zawodnicy wchodzą w skład tego zespołu. Zawodnicy czołowych zespołów, najsilniejszych ligach świata. Jest to też zespół grający ze sobą od sześciu lat bardzo podobnym składem, z tym samym selekcjonerem.

Ćwierćfinalista z mundialu sprzed czterech lat tym razem zaliczył falstart, ale musimy pamiętać, że od początku meczu z Japonią grali w osłabieniu. A o całej ekipie Kolumbii możemy mówić w samych superlatywach. Dla nich brak pojedynczego zawodnika nie ma wpływu na jakość gry. Nie mam na myśli Jamesa Rodrigueza, którego brakowało w początkowym okresie meczu z Japonią. My przygotowujemy się na rywala w pełni przygotowanego i grającego w najsilniejszym składzie, z wyjątkiem oczywiście zawieszonego Sancheza.

Jak analizujecie każdego rywala? Jaki to jest sztab ludzi? Jak dokładnie wygląda rozpracowanie najbliższego przeciwnika?

- Nie chcę rzucać nazwiskami, to są szczegóły wewnętrzne dotyczące funkcjonowania tego sztabu. To jest grupa trenerów. Tak samo było na Euro 2016. Każdy zespół był obserwowany przez poszczególnych trenerów, który dostarczał dane do bazy. Byli trenerzy, którzy jeździli na mecze i je na żywo oglądali. Każdy przeciwnik jest dokładnie analizowany po to, żeby jak najłatwiej było drużynie funkcjonować w oparciu o to, co sama chce znać.

Mówił pan na konferencji, że obserwowaliście od grudnia Senegal na kasetach przez trzy lata. Czy wynikało z tych obserwacji, że można zagrać aż tak ofensywnie?

- To jest umowne pojęcie. Jedno, co wiedzieliśmy na pewno, to że drużyna Cisse będzie często oddawała nam piłkę. Oni robią wszystko, żeby nie dać się skontrować. Musimy sami przyznać, że zagraliśmy po prostu słaby mecz. Byliśmy słabsi od przeciwnika w tym, że nie potrafiliśmy wdrożyć swojego planu gry, a rywal okazał się lepszy, a przede wszystkim - skuteczniejszy. Jak spojrzymy na sytuacje, to widzimy że mecz oscylował wokół remisu. A jeśli spojrzymy na stracone bramki, zdamy sobie sprawę, że nasza drużyna takich bramek nigdy nie traciła.

Czy to było ofensywne ustawienie? Nie myślmy w ten sposób. Była to optymalna drużyna pod względem formy, jakości piłkarskiej na tamten dzień. Z mojego doświadczenia na turniejach, a jest to trzeci turniej, wiem że trzeba jak najszybciej zamknąć temat poprzedniego meczu, niezależnie od jego wyniku. Po raz pierwszy zaczynam w takiej sytuacji, że przegrywamy pierwszy mecz i nie mamy punktów.

Trenerze - czy mamy plan na Jamesa Rodrigueza? Czy będziemy kryć go indywidualnie? W reprezentacji Kolumbii gra za napastnikami, podobnie jak Erikssen, który załatwił nas w meczu z Danią.

- Jego jakość i atuty wszyscy znają. To kolega Roberta z jednej szatni w Bayernie. Plan na poszczególnych zawodników postrzegamy w sposób zespołowy. W dzisiejszej piłce bardzo rzadko stosuje się krycie indywidualne. Nie będę mówić, jak zamierzamy to zrobić. Jednym z kluczowych elementów, aby akcje Kolumbii sparaliżować jest to, żeby James w tym meczu nie błyszczał.

Statystyki działają na naszą niekorzyść. W 20-letniej historii mundialu 60 drużyn przegrało pierwsze spotkanie i tylko 7 awansowało dalej.

- Mnie interesują tylko statystyki wpływające bezpośrednio na mecz, a nie te dotyczące historii. Za Senegal nikt nam już punktów nie przywróci. Nawet gdybyśmy mieli pięć porażek na pięć, to nie zmieni faktu, że w pierwszej minucie będziemy mieli wynik 0-0 i szanse na wszystko. Dbamy o to, by niczego nie zaniedbać.

Reklama

Czy planujecie zmiany personalne w pierwszym składzie?

- Zmiany będą. Mało prawdopodobne, byśmy rozpoczęli w tym samym składzie, co z Senegalem. Mamy przed sobą treningi, zajęcia taktyczne, dane odnośnie dyspozycji zawodników, jak ta sytuacja obecnie wygląda. Szkielet zespołu zostanie, ale zmiany na pewno będą. 

Czym konkretnie zaskoczył was Senegal? Piotr Zieliński mówił o sile fizycznej i że stał tak głęboko? Drugie pytanie jest o analizie drugiej bramki. Prezes Boniek mówił o winie pięciu zawodników, a w Polsce na tapecie są Bednarek, Szczęsny i Krychowiak.

- Nigdy nie będziemy rozliczać zawodników na forum publicznym. Zrobiliśmy to w szatni.

Jeśli chodzi o Senegal, to paradoks sytuacji polega na tym, że nie zaskoczył nas niczym. Mimo, że znaliśmy wszystkie silne i słabe strony tego rywala, nie byliśmy w stanie przeciwstawić się na boisku. Co do siły fizycznej, to nie zaskoczenie dla Piotrka, bo on na co dzień gra z Koulibaly'm. Większość zawodników też wiedziała jak silny i jak mocny jest ten zespół w kontrataku. Jeśli w danym dniu nie jest się w optymalnej dyspozycji, to w starciu z tak silnym rywalem, takie sytuacje powodują, że jest się na przegranej pozycji. 

W bezpośrednich starciach można się naocznie przekonać, dopiero jak się mecz zacznie, jak gra dany zawodnik. Wszystko wychodzi w praktyce na boisku, gdzie zawodnicy zostają ze swoimi umiejętnościami i dyspozycją. Mecz potoczył się tak, że Senegal zdobył trzy punkty.

Z Soczi Rafał Walerowski, Remigiusz Półtorak i Michał Białoński