Reklama

Reklama

MŚ Rosja 2018

Mundial 2018. Glik: Kosmos! Rozpowiadają, że doznałem kontuzji po pijanemu!

- Słyszałem tak niestworzone historie, że rzekomo nabawiłem się kontuzji, bo się wywróciłem, będąc pijanym! To dla mnie kosmos i nie chcę mi się o tym rozmyślać, bo jest mi po ludzku smutno, że ktoś coś takiego może rozpowiadać. Akurat po tym, jak trener nam zezwolił na wypicie piwa, nazajutrz mieliśmy otwarty trening dla mediów, ja w nim normalnie brałem udział, a teraz ktoś robi z tego aferę - powiedział nam po meczu z Japonią filar defensywy Polaków Kamil Glik.

To nie przypadek, że obecność w wyjściowym składzie Glika przełożyła się na jedyne nasze zwycięstwo na MŚ w Rosji, które przyszło na otarcie łez.

Reklama

Michał Białoński, Eurosport.interia.pl: Miałeś trochę pracy w Rosji. Najpierw trenowałeś trzy razy więcej niż inni, później musiałeś odpierać krytykę, choć w pierwszych meczach zagrałeś raptem 15 minut. Musiałeś się tłumaczyć za rzekomy brak dyscypliny w kadrze, a na koniec przyszło ci wejść na 90 minut meczu w ekstremalnym upale, będąc w trakcie rehabilitacji barku.

Kamil Glik, obrońca reprezentacji Polski: Taka jest moja rola tutaj.  Wiele rzeczy się pojawiało, informacji, które nie miały najmniejszego pokrycia w faktach, więc musiałem reagować.

Podobno dostaliście zgodę od sztabu na wypicie piwa podczas zgrupowania w Arłamowie?

- Tak, dostaliśmy zgodę od trenera, aby w dniu wolnym usiąść i wypić po parę piw. Natomiast ja słyszałem tak niestworzone historie, że rzekomo nabawiłem się kontuzji, bo się wywróciłem, będąc pijanym! To dla mnie kosmos i nie chcę mi się o tym rozmyślać, bo jest mi po ludzku smutno, że ktoś coś takiego może rozpowiadać. Akurat po tym, jak trener nam zezwolił na wypicie piwa, nazajutrz mieliśmy otwarty trening dla mediów, ja w nim normalnie brałem udział.

Za porażki zasłużyliśmy na krytykę, ale wymyślanie niestworzonych historii przechodzi ludzkie pojęcie.

A czy faktycznie pojawiły się pęknięcia między wami w kadrze, atmosfera pogorszyła się?

- Nic podobnego. Atmosfera jest taka sama, jaka była podczas eliminacji, czy jeszcze wcześniej. To jest normalną rzeczą, że nie chodzimy w te same miejsca w 20 osób. Nigdy tak nie było i w żadnej drużynie na świecie tak się nie dzieje. Mówię to z pełną odpowiedzialnością i szczerze, że nikt sobie do gardeł nie skacze i nie uprzykrzamy sobie życia.

Zostajesz w kadrze, czy mówisz "pas"?

- Dzisiaj nie dam żadnej deklaracji. Teraz będzie czas na to, abym mógł o tym sobie porozmawiać, przemyśleć. Różne myśli przychodzą mi do głowy.

Z Jankiem Bednarkiem nie stworzyłbyś dobrej pary choćby na trzy lata?

-  To nie chodzi o to, czy na trzy, pięć, czy cztery lata. Różne są myśli.

Jakie są argumenty "za", a jakie "przeciw"?

- Nie myślałem jeszcze w ten sposób. Na wakacjach przyjdzie taki moment, że będę mógł sobie wieczorem usiąść na spokojnie i powspominać te mistrzostwa, czy jeszcze wcześniejsze doświadczenia z reprezentacji. Zarówno dobre, jak i złe. Zobaczymy. Nie chcę składać żadnych deklaracji.

Co się stało w końcówce meczu? Dlaczego nie zabieraliście piłki Japończykom, gdy cały stadion gwizdał?

- Na pewno te minuty były kiepsko odebrane przez kibiców, Chciałbym, abyście nas zrozumieli: kurczę, gdybyśmy przecież atakowali i stracili bramkę na 1-1, to podejrzewam, że wy dziennikarze i ogólnie, kibice, powiedzielibyście zgodnie "Ale frajerzy! Poszli do przodu i dali się skarcić". Wiem, że ta końcówka nie wyglądała super, ale liczę na zrozumienie. Mogliśmy zostać przecież jeszcze większymi frajerami. Na pewno nie były to minuty, jakie można pokazywać dzieciom na szkoleniach. Gdybyśmy byli na miejscu Japonii, to pewnie gralibyśmy tak samo.


Jak oceniasz pierwszy mecz na mundialu nowej twarzy w naszej kadrze, jaką jest Rafał Kurzawa? To zawodnik, który potrafi podawać ze stałych fragmentów wprost na nos! - Rafał zagrał fajnie. Wiem, że chce zmienić klub. Czeka go ważna decyzja. Musi wybrać taki klub, żeby w nim grać. Na pewno w meczu z Japonią dobrze się zaprezentował.

Co czujesz po tym mundialu?

- Nie ma blamażu, jest tylko wstyd. Zagraliśmy typowo, jak reprezentacja Polski, czyli cierpliwie z tyłu. Czekaliśmy na kontry, stałe fragmenty gry. Był stary system, stare ustawienie, stare cechy. W meczu z Japonią wypracowaliśmy przynajmniej tyle okazji, co w dwóch pozostałych meczach. Jakieś pocieszenie jest, ale wstyd i złość i tak zostały.

Czy z dużym kacem wyjeżdżamy z Rosji? Okaże się jutro, oczywiście żartuję. Tak serio, to wyjedziemy ze złością. Fajnie, że wygraliśmy z Japonią, ale zawaliliśmy z Senegalem. Naprawdę nie trzeba było dużo, wbrew temu, że graliśmy słabo, żeby z tej grupy wyjść.

Mecz z Senegalem był tragiczny. Wszystko zawiodło. Biegaliśmy gorzej, wolniej, traciliśmy dużo piłek. Nic nie funkcjonowało.

Jak w pustynnym klimacie Wołgogradu się biegało? Było sucho i aż 37 stopni Celsjusza.

- Bardzo ciężko. Wiem, że takie tłumaczenia wielu denerwują, ale naprawdę było ciężko. Przytykało nas, warunki były ekstremalne.



Bark wytrzymał?

- Nie jest sto procent. Minęły trzy tygodnie od momentu, w którym doznałem kontuzji. Do pełnej sprawności potrzebuję sześciu. Nie planuję operacji, chyba że pojawią się problemy.

Nie musiałeś kalkulować, rzucając się rywalom pod nogi, na którą rękę upadniesz, żeby oszczędzić lewą, z kontuzjowanym barkiem?

- Nie. Jak się wychodzi na boisko, to kończą się wszelkie kalkulacje. Nie ma na to czasu, żeby się zastanawiać, czy upaść na prawą, czy na lewą stronę.

Piszczek z Błaszczykowskim zostali na ławce, a zobaczyliśmy nie tylko Kurzawę, ale też Bednarka i Góralskiego. Idzie nowe?

- W żadnej reprezentacji nic nie trwa wiecznie. Przychodzą zmiany pokoleniowe. Zagraliśmy słaby turniej, więc zmiany być powinny.,

Adam Nawałka powinien dalej prowadzić kadrę?

- To pytanie do prezesa Bońka. Obojętnie jaka nie będzie decyzja, to ja trenera szanuję. Sporo osiągnął. Wróciliśmy do świata żywych po prawie pięciu słabych latach.

Przez to klepanie piłki w poprzek nie udało się wejść na 101. mecz Kubie Błaszczykowskiemu.

- Wszyscy chcieliśmy, aby Kuba wszedł na boisko, ale mu się nie udało.

Grając w takim stylu jak dzisiaj, dwoma defensywnymi pomocnikami, na kontrataki bylibyśmy w stanie awansować z grupy H?

- Tak. Byliśmy w stanie nawet grając w takim stylu, w jakim graliśmy. Brakowało naprawdę niewiele. Wystarczył remis z Senegalem i nie dać sobie wbić aż trzech bramek w meczu z Kolumbią.

Jak wychodziliście z dołka mentalnego, w jakim byliście po meczu z Kolumbią?

- Nie jest łatwo wygrywać takie mecze, po takim kryzysie. Na wcześniejszych mundialach wygrywaliśmy mecze z USA i Kostaryką. Stany Zjednoczone miały awans pewny, a Kostaryka żadnych szans na awans. My graliśmy z Japonią, która walczyła o awans i go wywalczyła. My z kolei byliśmy po gromach zasłużonej krytyki, jaka na nas spadła.

Co teraz? Jedziesz z żoną, córką na urlop?

- Na pewno tak. Skończyłem 19 maja sezon ligowy, a już dzień później pojawiłem się w Juracie i nie miałem ani jednego dnia wolnego, a wiem, że inni zawodnicy ...



Opuścili Juratę jak Robert Lewandowski Łukasz Piszczek?

- Tak, a inni trochę wcześniej pokończyli rozgrywki ligowe. Dlatego mieli tydzień wolnego przed zgrupowaniem.  Wybieram się na stały punkt moich wakacji, czyli jadę na "moje" Mazury. Nie pochodzę z Mazur, ale dobrze się na nich czuję. Chcę trochę czasu z córką spędzić.

Jak sobie radziłeś z rozłąką?

- W dzisiejszych czasach nie ma problemu z nawiązaniem kontaktu, jest sporo komunikatorów, również w wersji na telefon. Na pewno każdy z nas tęskni, bo spędziliśmy tu trochę czasu. Jesteśmy zmęczeni, a jak nie ma wyników, to jest jeszcze gorzej.

Rozmawiał i notował w Wołgogradzie Michał Białoński, Remigiusz Półtorak, Rafał Walerowski

Dowiedz się więcej na temat: Kam Glik