Reklama

Reklama

MŚ Rosja 2018

Mundial 2018. Czas wolny w polskiej kadrze? Glik nie przestaje ćwiczyć, a Lewandowski dzwonić

Widoczne postępy Kamila Glika w leczeniu kontuzjowanego barku rozbudziły niemałe nadzieje, ale sztab polskiej drużyny woli dmuchać na zimne - powrót lidera obrony do treningu z całym zespołem nie będzie taki szybki. To znaczy nie dzisiaj, ani nie jutro.

Reklama

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Polska - Senegal!

Reklama

Relację można również śledzić na urządzeniach mobilnych

Poprawa, przynajmniej wizualna, jest imponująca. Lider polskiej obrony nie daje po sobie poznać, że ma ciągle problem z barkiem, nawet jeśli wszystko, na co może sobie dzisiaj pozwolić to indywidualna rozgrzewka i ciężka praca pod okiem fizjoterapeuty oraz trenera od przygotowania fizycznego. Taki plan jest na niedzielę i na najbliższe dni. Choć - zaznaczmy od razu - to tylko plan, który może jeszcze wywrócić się do góry nogami, w zależności od tego, jak zawodnik będzie znosił kolejne obciążenia. Ciąg zdarzeń z ostatnich niemal dwóch tygodni pokazał, że uznawanie czegokolwiek za pewnik jest w tym przypadku obarczone ryzykiem.

Pewne jest za to, że w sobotę, gdy wszyscy zawodnicy dostali dzień wolny, Kamil normalnie miał swoje zajęcia. Dlatego, że nie chce tracić ani chwili, aby walczyć z uciekającym czasem. Oczywiście, do południa był razem z całą drużyną w delfinarium - bo jak mówi rzecznik kadry Jakub Kwiatkowski, po to są organizowane takie wyjścia, aby wszyscy brali w nich udział - ale poza tym miał do wykonania codzienną pracę. Gdy zagadnęliśmy o to trenera przygotowania fizycznego Remigiusza Rzepkę, nie chciał zdradzać szczegółów, ale potwierdził, że Glik wcale nie miał wolnego, ani żadnej taryfy ulgowej. Chęć występu na mundialu, najlepiej jeszcze w fazie grupowej, jest ogromna.

Czy to oznacza, że można wskazać dokładny termin powrotu do zajęć z całym zespołem? Na to jeszcze za wcześnie, ale - jak usłyszeliśmy w sztabie - wszystko jest na dobrej drodze. Innymi słowy, nie należy całkowicie przekreślać gotowości do gry w drugim spotkaniu z Kolumbią, choć niewątpliwie bardziej realny jest trzeci mecz, z Japonią zaplanowany 28 czerwca. Takie jest przynajmniej założenie, oparte na dwóch przesłankach. Z jednej strony, Glik musi wejść w normalny trening z innymi zawodnikami, nomen omen bark w bark, bez tego przygotowanie do meczu jest niemożliwe, z drugiej - z urazem, którego się nabawił można grać, nawet bez poważniejszej operacji.

Jak zawodnicy spędzali wolny czas, który dostali w sobotę po południu od trenera? Przede wszystkim w pilnie strzeżonym od wszystkich stron hotelu, a poza tym bardzo różnie, najczęściej... dwójkami. Może poza Robertem Lewandowskim. Kapitana reprezentacji można było minąć na hotelowym korytarzu akurat w tym czasie, gdy rywalizację na rosyjskich boiskach zaczynał Leo Messi i jego Argentyna. Najczęściej z telefonem przy uchu. Gości oglądających spotkanie na dwóch dużych ekranach w znajdującym się tuż obok lounge barze było całkiem niemało, a jednak prawie nikt nie zauważył naszego najlepszego zawodnika.

Napięcia przed spotkaniem z Senegalem też jeszcze aż tak bardzo nie widać. Ono będzie dopiero coraz bardziej rosło, na razie "Lewy" wydaje się dosyć spokojny i wyluzowany. - Forma jest w porządku. Teraz ważne jest tylko, aby pokazać na boisku to, co umiemy - mówił nam odpowiadając na pytanie, w jakiej czuje się dyspozycji tuż przed pierwszym meczem na mistrzostwach. Między kolejnymi telefonami.

W ogóle inauguracyjny występ Messiego na tym mundialu nie wzbudził wielkiego zainteresowania nie tylko Lewandowskiego. W trakcie pierwszej połowy na moment spojrzeli tylko na wynik Jacek Góralski i Łukasz Teodorczyk, idąc w szlafrokach z basenu do swojego pokoju. Za chwilę tak samo zjawili się Kamil Grosicki i Sławomir Peszko, a potem jeszcze - choć w sportowych strojach, bez szlafroków - Bartosz Białkowski i Maciej Rybus. Ten ostatni chwalił pomysł o wspólnym wyjeździe do delfinarium. - Fajnie było - powiedział nam po powrocie wyraźnie zadowolony.

Dzisiaj, po dniu przerwy, zawodnicy wracają do treningu. Z jedną istotną zmianą - ćwiczenia znowu będą do południa. To ważna informacja, bo dwa dni wcześniej, na piątek, selekcjoner przeniósł zajęcia z godzin przedpołudniowych na wieczór, ze względu na ogromne upały, które panują w Soczi o tej porze dnia. Dlaczego więc znowu zmiana?

- Tak zdecydował sztab. Piłkarze będą mieli dzięki temu więcej czasu na regenerację i odnowę, bo w poniedziałek rano wylatujemy już do Moskwy na mecz z Senegalem - mówi Jakub Kwiatkowski.

Regeneracja. To dzisiaj kluczowe słowo.

Remigiusz Półtorak i Michał Białoński z Soczi