Reklama

Reklama

MŚ Rosja 2018

Ladislao Mazurkiewicz miał polskie korzenie i był gwiazdą Urugwaju

Ojciec pochodził z Polski, matka była Hiszpanką. Reprezentował Urugwaj na trzech mistrzostwach świat, będąc w drugiej połowie lat 60. i na początku 70., jednym z najlepszych bramkarzy na świecie. Chodzi o Ladislao Mazurkiewicza.

Przy okazji towarzyskiego meczu Polska - Urugwaj, czwartego w historii wzajemnych kontaktów, warto wspomnieć osobę jednego z najlepszych golkiperów w historii naszego rywala, tym bardziej, że miał polskie pochodzenie.

"Ten znakomity strażnik bramki, o wzroście zaledwie 178 cm, jest jednym z nielicznych piłkarzy polskiego pochodzenia, którzy przebili się do najwyższych szczytów w południowoamerykańskim futbolu. Urodził się w Montevideo w 1945 roku (ojciec Polak z Ostrołęki, matka Hiszpanka), rozpoczął grę w Racingu , ale po znakomitym występie w derbach Montevideo Penarol - Racing, został członkiem Penarolu, co było w latach młodzieńczych jego wielkim marzeniem. 

Reklama

Miał 19 lat, gdy w 1964 roku został następcą "Skały" Maspoliego i równie dobrego Jose Maidany. Bronił bramki Urugwaju na trzech turniejach o mistrzostwo świata (1966, 1970, 1974), a Penarolu do 1971" - pisali w książce "Wielcy piłkarz, sławne kluby", Andrzej Gowarzewski i Grzegorz Stański (Sport i Turystyka, Warszawa 1979).

Pocałował królową

Ojciec bramkarza Henryk Mazurkiewicz wyemigrował za Ocean po I wojnie światowej. Jego syn, który dorobił się boiskowych ksywek "El Chiquito" (Mały), albo "El Polaco", nie mówił po polsku, nie dane było mu też odwiedzić kraju ojca czy zagrać przeciwko biało-czerwonym, choć raz, na pamiętnym dla nas mundialu w 1974 roku, było tego blisko.

"Mazurka" - jak na niego również wołano z racji trudnego do wymówienia nazwiska, szybko wskoczył do reprezentacyjnej bramki dwukrotnych mistrzów świata. W kadrze Urugwaju zadebiutował jako 20-latek, żeby w 1966 roku zagrać na mundialu w Anglii. 

W meczu otwarcia przeciwko gospodarzom "błysnął" już na przedmeczowej prezentacji. Kiedy na boisko zeszła królowa Elżbieta II i osobiście witała się z każdym z graczy, Mazurkiewicz ucałował ją w dłoń okrytą białą rękawiczką i powiedział po hiszpańsku: "Wygląda pani jak malowana, ale to my dzisiaj wygramy!".

Scena tak rozbawiła jego kolegów, że później zagrali fantastyczne spotkanie remisując z Anglikami 0:0. Było to jedyne spotkanie na mistrzostwach świata 1966, którego zmierzający do tytuły gospodarze nie zdołali wygrać.

Najlepszy bramkarz MŚ

Apogeum formy Mazurkiewicza był kolejny mundial na boiskach w Meksyku cztery lata później. "Urusi", w dużej mierze dzięki swojemu bramkarzowi, wybranemu potem na golkipera turnieju, doszli do półfinału, gdzie ulegli późniejszym mistrzom świata Brazylijczykom 1:3. Ostatecznie skończyli na czwartym miejscu.

Świetnie bronił również na kolejnym mundialu, po Seppie Maierze i Janie Tomaszewskim został uznany bramkarzem numer 3 mistrzostw w Niemczech Zachodnich, ale wtedy "Urusom" nie udało się wyjść z grupy. Gdyby w ostatnim spotkaniu wygrali ze Szwecją, to miałby szansę zmierzenia się później z reprezentacją Polski. Tak się jednak nie stało.

Po meksykańskich mistrzostwach tułał się po świecie. Grał w Brazylii, Hiszpanii, Chile, Kolumbii, żeby na zakończenie kariery wrócić do swojego Penarolu, gdzie potem pracował jako szkoleniowiec. Zmarł w Montevideo 2 stycznia 2013 roku w wieku 67 lat.

Michał Zichlarz