Reklama

Reklama

MŚ Rosja 2018

Mundial 2018. Australia - Peru 0-2

Jeden z najbardziej niedocenianych meczów grupowych na tych mistrzostwach okazał się także jednym z najbardziej emocjonujących. Grający już tylko (i aż) o honor piłkarze Peru pokonali w Soczi Australię 2-0 i wywalczyli trzecie miejsce w grupie C. Ponad trzydzieści tysięcy fanów z Ameryki Południowej na trybunach płakało i szalało ze szczęścia.

Zobacz zapis relacji na żywo z meczu Australia - Peru

Zapis relacji na żywo dla urządzeń mobilnych

"I come from a land down under. Where beer does flow and men chunder. Can't you hear, can't you hear the thunder? You better run, you better take cover, yeah" - niosło się z trybun stadionu Fisht w Soczi na dwadzieścia minut przed meczem Australia - Peru. To świetnie bawiący się kibice "kangurów" zagrzewali do boju swoich piłkarzy, mających jeszcze szanse na awans z grupy C. Przebój zespołu Men at work "Down under", obok hymnu oczywiście, był jednak jedną z niewielu przyśpiewek, które przebiły się tego dnia przez chóralne śpiewy peruwiańskich fanów, mających miażdżącą liczebną przewagę.

Reklama

Kilka godzin przed meczem, spacerując na promenadzie w Soczi zagadnąłem dwóch fanów ekipy "la Blanquirroja", czyli "biało-czerwonych". Przy lokalnej lemoniadzie Diego Armando Raygada Navarro i Mauro Antonio Vasquez Leon opowiedzieli mi, jak ważny dla nich jest mundial w Rosji, pomimo, że drużyna Ricardo Gareki po dwóch przegranych meczach zaprzepaściła swoje wszelkie szanse na wyjście z grupy.

- Na występ na mundialu czekaliśmy 36 lat. To prawie dwa pokolenia. Ja mam 35 lat i nie pamiętam, jak nasi piłkarze grali w Hiszpanii. Opowiadał mi tylko o tym mój ojciec - tłumaczył Diego Armando.

- Nie ma żadnej krytyki, wciąż kibicujemy naszym. Mundial to świetna zabawa, najpiękniejsza strona futbolu. Wcześniej byliśmy w Moskwie i spotkałem tam polskiego kibica, z którym wymieniłem się koszulkami. On dostał Guerrero, a ja Lewandowskiego. Ale byłem na to przygotowany - mam jeszcze pięć koszulek reprezentacji Peru - opowiadał roześmiany Mauro Antonio. 

Polski akcent jeszcze raz przewinął się w naszej rozmowie. Wszak ostatni mecz, jaki Peru rozegrało na MŚ przed przyjazdem do Rosji, był bolesną porażką 1-5 z Polską, a gole strzelali wtedy m.in. Zbigniew Boniek, czy Grzegorz Lato.

- Nie wywieramy presji na naszych piłkarzach. Chcemy, by Peru powoli czyniło postępy i co cztery lata awansowało na mistrzostwa. Na kolejnych nie zagrają już Guerrero i Farfan, ale młode pokolenie zbierze doświadczenie. Edison Flores to nasza największa nadzieja - rekomendował Mauro Antonio.

- Jedno, z czego jesteśmy dumni, to że na każdym stadionie w Rosji gramy jak u siebie. 90-95 procent fanów to Peruwiańczycy. Futbol to w naszym kraju religia i sport numer jeden. Są wśród nas kibice, którzy sprzedawali swoje domy, by pojechać na mundial - przyznał Diego Armando.

Niespodziewanie w 18. minucie spotkania nawet ci, którzy sprzedali swoje domy, choć przez moment mogli poczuć, że warto było podjąć tę szaloną decyzję. Podanie w pole karne dostał Paolo Guerrero, lecz nie spieszył się ze strzałem z trudnej pozycji. Poszukał wbiegającego z prawej flanki Andre Carrillo i dograł mu kapitalnie na woleja. Idealnie trafiona piłka wpadła do siatki, obok ręki Mathew Ryana. Stadion eksplodował, bo Peru strzeliło pierwszego od 36 lat gola na mistrzostwach świata!

Nie trzeba chyba mówić, że mieliśmy też nie lada sensację, bo szanse Australii na awans z drugiego miejsca znacznie się oddaliły. W początkowym fragmencie meczu piłkarze Berta Van Marwijka poza strzałem Mile'a Jedinaka i jego brutalnym kopnięciem rywala (mogła być czerwień!) nie wyróżnili się jednak niczym szczególnym.

Po straconej bramce Australia ruszyła do walki, niczym bokser podrażniony nieoczekiwanym lewym prostym. Ale wcale nie było łatwo, bo zawzięci piłkarze Peru doskakiwali do każdego rywala i niezwykle komplikowali rozgrywanie piłki wyższym i silniejszym Australijczykom. 

Pod bramką Gallese jednak parę razy poważnie się zakotłowało. Najpierw w 28. minucie na imponujący rajd zdobył się Tom Rogic. Minął paru obrońców, jak pachołki na placu manewrowym, lecz strzelił w bramkarza. Siedem minut później Leckie miał przed sobą pustą bramkę, po idealnym dośrodkowaniu z lewego skrzydła, ale w ostatniej chwili ofiarnie interweniował obrońca Peru, wybijając futbolówkę na rzut rożny.

W przerwie trener Gareca ściągnął z boiska mającego na koncie żółtą kartkę Yotuna i zastąpił go Aquino. Wiedział, że czeka go drugie 45 minut futbolowej wojny o każdy centymetr boiska. Wojny, której stawką był honor całego narodu.

A naród niebawem wiwatował i pękał z dumy, bo w 50. minucie Peru prowadziło już dwoma bramkami! Lewym skrzydłem, przy biernej postawie Jedinaka, popędził Cueva i dośrodkował do Guerrero. Ten uderzył tym razem bez namysłu i była to kolejna dobra decyzja tego gracza. Odbita od nogi obrońcy piłka wpadła do bramki obok interweniującego Ryana.  

Australia próbowała rozpaczliwie rzucić się do odrabiania strat, ale "główkę" Jedinaka w efektowny sposób wybronił Gallese. Chwilę później strzał z rzutu wolnego Mooya został odbity przez zawodników stojących w murze. Napór trwał, ale "biało-czerwoni" z Peru odpierali ataki.

Sporo szczęścia mieli w 59. minucie, gdy strzał Behicha minimalnie minął słupek i chwilę później, gdy w kotłowaninie po rzucie rożnym strzał Cahilla na ciało wziął jeden z obrońców. W efekcie zamiast gola kontaktowego, była żółta kartka, bo kontrę Peruwiańczyków zatrzymał rezerwowy Daniel Arzani.

Ten sam zawodnik postraszył w 67. minucie, ale tym razem strzałem. Mocne uderzenie z woleja przeszło jednak ponad poprzeczką bramki Peru.

Ofiarnej interwencji Pedro Aquino zawdzięczają z kolei w 69. minucie utrzymanie czystego konta zawodnicy Gareki. Piłkarz meksykańskiego Lobos uprzedził czekającego na piłkę w polu karnym napastnika, wybijając ją na rzut rożny. 

Australia w tym fragmencie gry imponowała kombinacyjnymi akcjami, grała ciekawy futbol, ale nie dopisywało jej szczęście. Po dośrodkowaniu Behicha z lewego skrzydła nie doszedł do piłki Cahill.

O Peruwiańczykach również można powiedzieć kilka dobrych słów. Podobać się mógł zwłaszcza spokój, z jakim wychodzili spod pressingu Australii na własnej połowie. Nie było wykopywania "na dzidę", lecz próby grania piłką, nawet gdy rywal dosłownie wisiał na plecach.

Jeszcze bardziej podobać się mogła ich akcja z 81. minuty, która błyskawicznie rozmontowała obronę Australii. Hurtado zagrał ze skrzydła do Cuevy, ten w pole karne wycofał ją do nadbiegającego Floresa, lecz napastnik duńskiego Aalborga trafił w słupek!

W odpowiedzi w 83. minucie Jedinak próbował strzelać z rzutu wolnego, lecz przeniósł piłkę ponad poprzeczką. 

Tempo meczu nie słabło. Po zatrzymanej akcji Australii z kolejną kontrą ruszyło Peru. Guerrero uwolnił się od obrońcy, lecz nie zdołał dograć do partnerów, mimo przewagi ofensywnych graczy swojej drużynie na połowie rywala. 

Końcówka meczu to ostrożna gra Peru i gromkie "ole!" podczas spokojnej wymiany piłek. W końcu Rozbrzmiał jednak końcowy gwizdek sędziego Siergieja Karasewa i pierwsze zwycięstwo Peru na mundialu od 40 lat stało się faktem! Nie brakło łez wzruszenia. Latynoscy biało-czerwoni pokazali, jak pożegnać się z turniejem, by dumny z piłkarzy był cały kraj.

Australia - Peru 0-2 (0-1)

Bramki: 0-1 Andre Carrillo (18.), 0-2 Paolo Guerrero (50.).

Żółte kartki - Australia: Mile Jedinak, Daniel Arzani, Tom Rogic, Mark Milligan. Peru: Yoshimar Yotun, Paolo Hurtado.

Sędzia: Siergiej Karasiew (Rosja). Widzów 44 073.

Australia: Mathew Ryan - Joshua Risdon, Trent Sainsbury, Mark Milligan, Aziz Behich - Mile Jedinak, Tom Rogic (72. Jackson Irvine), Aaron Mooy - Matthew Leckie, Tomi Juric (53. Tim Cahill), Robbie Kruse (58. Daniel Arzani).

Peru: Pedro Gallese - Luis Advincula, Christian Ramos, Anderson Santamaria, Miguel Trauco - Andre Carrillo (79. Wilder Cartagena), Renato Tapia (63. Paolo Hurtado), Christian Cueva, Yoshimar Yotun (46. Pedro Aquino), Edison Flores - Paolo Guerrero.

Z Soczi Rafał Walerowski, Remigiusz Półtorak, Michał Białoński

Sprawdź sytuację w grupie C mundialu