Reklama

Reklama

MŚ koszykarzy 2019

MŚ koszykarzy. Polska - Czechy 84:94. "Czesi rozgrywają niesamowity turniej"

W meczu o awans do czołowej szóstki mistrzostw świata koszykarzy i miano największej rewelacji turnieju Polska przegrała z Czechami 84:94. - Graliśmy falami, rywale byli lepsi - powiedział Adam Waczyński.

"Biało-Czerwoni" nie wypełnili w tym meczu żadnych założeń, o których po południowym treningu mówił torunianin.

Reklama

Nie poprawili bilansu w turnieju na dodatni. Po czterech wygranych z rzędu na początku teraz mają bilans 4-3 i w perspektywie mecz o siódme miejsce z ekipą USA. Nie zrewanżowali się Czechom za dwie porażki w meczach przedsezonowych. Nie wykorzystali faktu, że rywale poprzedniego dnia grali trudne spotkanie ćwierćfinałowe i mieli mniej czasu na regenerację.

Czesi wygrali mecz ofensywnymi zbiórkami, po których wielokrotnie ponawiali akcje, a także znakomitą skutecznością rzutów z dystansu (11/21). Podopiecznym Mike’a Taylora nie udało się wytrącić Czechom ich atutów, czyli utrudnić gry ich liderowi Tomaszowi Satoranskiemu, powstrzymać szybkiego ataku ani rzutów trzypunktowych.

- Czesi rozgrywają niesamowity turniej i ciężko jest przeciwko nim cokolwiek zrobić. Wiadomo, że mają znakomicie rolującego pod koszem środkowego Ondrzeja Balvina, którego też w jakimś stopniu trzeba powstrzymać i pomoc musi skądś iść. A że Satoransky gra pick and rolla i widzi wszystko, a na obwodzie mają znakomitych strzelców za trzy Hrubana i Bohacika, to wynik jest właśnie taki. Zdobywają ponad 90 punktów - powiedział Waczyński.

Polacy starali się walczyć. Po udanym początku meczu i remisowej pierwszej kwarcie, w kolejnych odsłonach tracili dystans i powracali. W drugiej nastąpił paraliż "Biało-Czerwonych", którzy przez pięć minut nie potrafili zdobyć punktów z gry, przegrywając fragment od stanu 32:26 aż 1:17. W czwartej wydawało się, że Czesi mogą nie wytrzymać spotkania kondycyjnie, gdy Polacy odzyskali prowadzenie.

- Graliśmy strasznymi falami. Przegrywaliśmy dziesięcioma i dochodziliśmy, potem znowu to samo. Oba zespoły miały takie fale energii, które przychodziły i odchodziły. Na pewno nie chcieliśmy, żeby to tak wyglądało. Wszyscy od początku do końca walczyli na tyle, na ile mogli. Czesi grają tu fantastycznie. Trudno ich było zatrzymać - skomentował kapitan zespołu.

Polacy też starali się odpowiadać rzutami z dystansu (w całym meczu trafili dziewięć z 20 takich prób), co przynosiło dobre efekty. Po celnej "trójce" Aarona Cela w połowie czwartej kwarty objęli prowadzenie 77:74. Po akcji A.J. Slaughtera, który w tej odsłonie ciągnął zespół indywidualnymi akcjami (zdobył osiem ze swoich 12 punktów), na 3.41 przed końcową syreną tablica pokazywała 79:78, ale było to ostatnie prowadzenie "Biało-Czerwonych".

- Przez cały mecz karali nas Hruban i Bohacik i w końcówce też tak było. Jeśli zostawiamy im centymetr, od razu odpalają trójkę, a to zawodnicy bardzo skuteczni. Cudownie dzisiaj grali, dlatego przegraliśmy - ocenił Cel.

Ostatnie spotkanie w turnieju Polska rozegra z reprezentacją USA. Stawką będzie siódme miejsce w mistrzostwach świata.

- Chciałoby się mieć więcej. Załapaliśmy się do ósemki i chcieliśmy mieć bilans dodatni, więcej niż cztery zwycięstwa. Zobaczymy, będziemy walczyli w sobotę, nie patrząc na nazwiska po przeciwnej stronie. Będziemy starali się robić swoje - zakończył Waczyński.

Mecz USA - Polska odbędzie się w sobotę w Pekinie o godz. 10.00 czasu polskiego.

Z Szanghaju - Marek Cegliński

Dowiedz się więcej na temat: MŚ koszykarzy