Reklama

Reklama

Mistrzostwa świata 2014

Piłkarskie MŚ: Gdy Polacy nie byli chłopcami do bicia

W czasach, gdy nie możemy się doczekać na najdrobniejszy choćby sukcesik reprezentacji Polski, a sparing ze słabiutką Litwą oglądamy z zaciśniętym gardłem, a na dodatek zaczyna się drugi z rzędu mundial, na którym nie ma "Biało-czerwonych", warto choć na moment wrócić do chwil, kiedy reprezentacji Polski bał się cały świat.

W ramach podgrzewania mundialowej atmosfery  serwisy nie mające ze sportem na co dzień wiele wspólnego podrzuciły nam gorącą wiadomość, że oto w reprezentacji Hondurasu na MŚ zagra... Boniek. Oscar Garcia. I jak się okazuje, imię tego zawodnika nieprzypadkowo zbieżne jest z nazwiskiem szefa polskiej piłki, Zbigniewa Bońka.

Reklama

Oto kiedy nasz Zibi został jedną z gwiazd mundialu w 1982 roku, jego fanami byli rodzice Oscara Garcii, więc na chrzcie swojemu synowi dali na imię Boniek. To niesamowite, w jak wielkim stopniu na ludzi w dalekim Hondurasie wpłynęła osobowość i umiejętności Polaka kopiącego piłkę! Fakt, że robił to świetnie, ale gdyby mania MŚ rozgrywanych w Hiszpanii nie opanowała całego świata, pewnie Oscar Garcia nie dostałby na chrzcie jakże polsko brzmiącego "Boniek".

Orły Górskiego przecierały szlaki

Zanim do świadomości kibiców piłkarskich z całej planety przebił się Zibi i inni wybrańcy Antoniego Piechniczka, renomę polskiej piłce zapewnił Kazimierz Górski i jego Orły. Dzisiaj starsi kibice, pamiętający tamten zespół,  krytykują nas za określanie mianem "Orłów" współczesnych reprezentantów Polski. "Jeśli już, to dopiszcie Orły Nielotne" - proponują z przekąsem. "Orły to były za czasów Górskiego" - argumentują.

O cudownym meczu na Wembley z 1973 r., który otworzył nam drogę na MŚ w RFN, napisano już niemal wszystko. Skoncentrujmy się zatem na innym wielkim spotkaniu z mundialu 1974 r. Polska - Brazylia.

6 lipca 1974 roku na Stadionie Olimpijskim w Monachium był tłok - ponad 77 tys. widzów. "Orły", po golu Grzegorza Laty, pokonały wtedy faworyzowanych "Canarinhos" 1-0 w batalii o trzecie miejsce na świecie!

Pan Grzegorz na prawym skrzydle urwał się obrońcy Alfredo, wygrał z nim pojedynek biegowy i chytrym strzałem po ziemi pokonał bramkarza Leao. Ależ to był spokój, spryt i opanowanie w tym ataku!

Latę goniło aż dwóch rywali. I bez piłki biegli wolniej od niego! Aż chciałoby się zanucić: "Nas nie dogoniat"...

Brazylijczycy mieli swoje okazje, ale my mieliśmy między słupkami niezłomnego Jana Tomaszewskiego i żelazną defensywę, którą kierował Jerzy Gorgoń do spółki z 20-letnim Władysławem Żmudą.

Zobacz skrót z pamiętnego meczu: 


Oto skład Polaków z tamtego spotkania:

Jan Tomaszewski - Antoni Szymanowski, Jerzy Gorgoń, Władysław Żmuda, Adam Musiał - Kazimierz Deyna, Henryk Kasperczak (73. Lesław Ćmikiewicz), Zygmunt Maszczyk, Grzegorz Lato, Andrzej Szarmach (75. Zdzisław Kapka) - Robert Gadocha.

Największymi czarodziejami wśród Brazylijczyków byli wówczas: rozgrywający Rivelino, Valdomiro i Ademir Da Guia.

Na takie wydarzenie, jak ogranie w meczu o dużą stawkę "Kanarków", przyjdzie nam pewnie jeszcze długo czekać. Polacy zostali wielkim odkryciem MŚ w RFN. Nie tylko zdobyli medale, ale też Lato został królem strzelców (siedem bramek), a Andrzej Szarmach był drugi wśród snajperów (on i Johan Neeskens strzelili po pięć goli).

MŚ w Argentynie odbiły się nam czkawką

Pokonanie Brazylijczyków, a wcześniej Włochów i Argentyńczyków, spowodowało, że "Biało-czerwoni" stali się potęgą światową. Cztery lata później, na mundialu w Argentynie, stawiano nas w roli głównych faworytów, obok Holendrów.

Podbój piłkarskiego globu zaczęliśmy wówczas obiecująco, od remisu z obrońcami tytułu mistrzów świata - Niemcami (0-0). Później pokonaliśmy  w Rosario Tunezję (1-0) i Meksyk (3-1). W czwartym spotkaniu ulegliśmy 0-2 Argentyńczykom. Plan taktyczny Jacka Gmocha na ten mecz zawiódł. Posadzenie na ławce Jerzego Gorgonia, uczynienie obrońcy z pomocnika Henryka Kasperczaka i powierzenie mu krycia najgroźniejszego Argentyńczyka - Maria Kempesa, skończyło się tak, że Kempes strzelił obydwa gole.

Na dodatek nasz lider Kazimierz Deyna zmarnował rzut karny (przy stanie 1-0), a Mario Kempes, który go spowodował, zatrzymując piłkę ręką tuż przed pustą bramką, nie dostał czerwonej kartki, gdyż nie przewidywały tego wówczas przepisy.

Gmoch popełnił wówczas więcej błędów niż ten z Kasperczakiem. Nie dawał na przykład prawdziwej szansy młodej sile polskiej piłki - Bońkowi.

Pan trener Gmoch zabił też entuzjazm drużyny, zabraniając jej oficjalnie okazywania radości po strzelaniu gola. "Dopuszczalny jest jedynie męski uścisk dłoni" - ogłosił zawodnikom.

"Na mundialu w Argentynie mieliśmy najmocniejszy skład w historii. To była świetna mieszanka doświadczenia z młodością. Szkoda, że tego nie wykorzystaliśmy" - wspominał Zbigniew Boniek.

Cały felieton Bońka o MŚ 1978 roku znajdziesz tu!

Kto wie, czy najważniejszym elementem, którego wtedy zabrakło, nie był właśnie selekcjoner Kazimierz Górski, który zrezygnował wcześniej po fali krytyki, jaka wylała się na niego po tym, jak na igrzyskach olimpijskich w Montrealu zdobył "tylko" srebrny medal...

Charakteryzując Trenera Tysiąclecia, w sedno trafił jego podopieczny Adam Musiał: "Pan Kazimierz nie był wielkim strategiem ani analitykiem. Był za to bardzo dobrym człowiekiem, dla nas był jak ojciec i potrafił stworzyć zespół, w którym atmosfera była jak w rodzinie. Przy nim każdy chciał 'umierać' na boisku. On nie musiał krzyczeć, wystarczyło, że spojrzał na ciebie i już wiedziałeś, co jest nie tak".

Skład Polaków ze szczytowego meczu w erze Gmocha, czyli remisu 0-0 z RFN-em:

Jan Tomaszewski - Henryk Maculewicz, Antoni Szymanowski, Władysław Żmuda, Jerzy Gorgoń - Adam Nawałka, Bohdan Masztaler (84. Henryk Kasperczak), Grzegorz Lato, Andrzej Szarmach, Włodzimierz Lubański (79. Zbigniew Boniek).

Po ciuchu, ze stanu wojennego po medal MŚ!

O ile w Argentynie byliśmy wśród faworytów, o tyle w 1982 r. do Hiszpanii jechaliśmy po cichu. W Polsce panował stan wojenny, a skoro rządziła junta Jaruzelskiego, nikt na świecie nie chciał grać z nami meczów towarzyskich przed imprezą. Zatem nasza forma na MŚ była wielką niewiadomą. Tymczasem "Biało-czerwoni" byli rewelacją turnieju!

Finezja, polot, szybka kontra, zagrania podeszwą, podania bilardowe z pierwszej piłki - to cechowało chłopaków Piechniczka. Z Włochami i niedocenianym wówczas Kamerunem zagraliśmy na 0-0. Później przyszła potyczka z Peru, której mieliśmy prawo się obawiać, bo ta ekipa również zatrzymała Italię (1-1). I pierwsza połowa pokazała, że te obawy nie były bezpodstawne.

Mieliśmy wprawdzie przewagę, ale rywale również niepokoili Józefa Młynarczyka. Po przerwie nastąpiła jednak ofensywa husarii, której nie był w stanie zatrzymać Ramon Quiroga. Włodzimierz Smolarek (55. min), Grzegorz Lato (58.), Zbigniew Boniek (61.), Andrzej Buncol (68.) i Włodzimierz Ciołek (76.) dziurawili kolejno bramkę Peruwiańczyków. W końcówce dla ekipy brazylijskiego szkoleniowca Elby De Paduy trafił Guillermo La Rosa (83.) i wygraliśmy 5-1.

Bramka na 1-0 była kwintesencją charakteru i ambicji pana Włodka. Najpierw rywale sponiewierali go na własnej połowie, ale Smolarek się nie przejął, tylko dopadł do piłki i pięknym strzałem w długi róg nie dał szans bramkarzowi! Tak wyzwala się pozytywną złość sportową!

Zobacz skrót z meczu Polska - Peru:

Jeszcze większą klasę Polacy pokazali w kolejnym starciu - z silnymi wówczas Belgami, gromiąc ich 3-0. Był to bodaj najlepszy występ z Białym Orłem na piersi dla Bońka, który zdobył wszystkie gole. "Działo się" jak w przeboju Bohdana Łazuki: "Uliczkę znam w Barcelonie, w uliczkę wyskoczy Boniek. Będzie słychać na stadionie: ‘Brawo Polonia, brawo ten Pan!’".

Cały tekst znajdziesz tu!

Z Belgią Polska grała w składzie:

Józef Młynarczyk - Marek Dziuba, Władysław Żmuda, Paweł Janas, Stefan Majewski - Grzegorz Lato, Waldemar Matysik, Janusz Kupcewicz (82. Włodzimierz Ciołek), Andrzej Buncol, Włodzimierz Smolarek - Zbigniew Boniek.

Spory wkład w sukces miał rezerwowy w starciu z Belgami  Andrzej Szarmach, którego bomba z lewej nogi zaczęła pogoń za Francuzami w starciu o trzecie miejsce.

Występ z Meksyku dzisiaj wzięlibyśmy w ciemno!

Cztery lata później w Meksyku apetyty były wielkie, ale najpierw zlała nas Anglia (a dokładniej Garry Lineker, który w niespełna pół godziny I połowy strzelił nam trzy gole), a później - w 1/8 finału wielka Brazylia (0-4).

"Jedenastka" Polaków  z tamtego mundialu, ze spotkania z Brazylią, wyglądała następującą:

Józef Młynarczyk - Kazimierz Przybyś (59. Jan Furtok), Marek Ostrowski, Roman Wójcicki, Stefan Majewski - Jan Urban (83. Władysław Żmuda), Zbigniew Boniek, Jan Karaś, Ryszard Tarasiewicz, Włodzimierz Smolarek - Dariusz Dziekanowski.

Pewnie dzisiaj drugą linię z tamtego meczu wzięlibyśmy w ciemno, przynajmniej trzech obrońców prawdopodobnie też..

W 1986 r. byliśmy w czołowej szesnastce na świecie, po drodze pokonaliśmy Portugalię po golu nieodżałowanego Włodzimierza Smolarka (choć fakt, że zdarzył nam się też wstydliwy remis 0-0 z Maroko), ale tamten mundial uznaliśmy za wielkie rozczarowanie. Patrzyliśmy z perspektywy MŚ 1982, na których zdobyliśmy medal. Dzisiaj, z perspektywy 18 lat, w trakcie których tylko dwa razy dostaliśmy się na MŚ (2002 i 2006), i na których zagraliśmy tradycyjnie trzy mecze: otwarcia, ostatniej szansy i o honor, wynik z Meksyku uznalibyśmy za sukces!

Dyskutuj o tym, kto wygra mundial! 

Tak Polska pokonywała Portugalię:

Dzisiaj nawet myśl o takich cudach, jak ogrywanie Portugalii w bitwie o wyjście z grupy na imprezie czterolecia, nie przychodzi nam do głowy, a hasłem narodowym po kolejnych przegranych eliminacjach jest: "Polacy, nic się nie stało". Wypada jednak wierzyć, że Adam Nawałka w końcu zbuduje drużynę, która nawiąże do momentów wielkości polskiej piłki i zagramy w wielkim stylu na Euro 2016!

Autor: Michał Białoński