Reklama

Reklama

Mistrzostwa świata 2014

Największe skandale piłkarskich mundiali

Kiedy jeden z najlepszych piłkarzy świata po meczu rzucił w rywala butelką, bójkę w szatni przerwał słynny szkoleniowiec, choć i on ostro oberwał... Mistrzostwa świata nigdy nie były wolne od skandali na murawie, jak i poza nią, choć mundial to przecież największe piłkarskie święto. W 1982 r. zepsuli je Niemcy i Austriacy, którzy celowo zagrali na 1-0, co premiowało awansem obie ekipy. To był dopiero skandal!

Na piłkarskich mistrzostwach świata zdarzały się skandale, o których wszyscy wiemy, a nawet doskonale je pamiętamy. Są jednak i takie, które miały miejsce wiele lat temu i powoli odchodzą w zapomnienie. Przypominamy niektóre z nich.

Bitwa pod Bernem

Pod tym hasłem nie kryje się żadna bitwa drugiej wojny światowej, lecz mecz piłkarski na mistrzostwach świata, a także to wszystko, co działo się zaraz po nim. Mowa o starciu dwóch wielkich ekip tamtych lat na mundialu 1954 roku w Szwajcarii, kiedy w ćwierćfinale Węgrzy zmierzyli się z Brazylijczykami.

27 czerwca na Wankdorf Stadium w Bernie spotkały się dwie drużyny, które przyjechały do Szwajcarii po złoto. Mecz zakończył się wygraną Węgrów 4-2, ale spotkanie miało brutalny przebieg. Angielski sędzia Arthur Ellis wyrzucił z boiska trzech piłkarzy.

Reklama

Po meczu słynny Ferenc Puskas, który nie grał w powodu kontuzji, rzucił butelką w rywala. Butelką dostał też trener Węgrów Gusztav Sebes, po tym jak Brazylijczycy zaatakowali węgierską szatnię. Piłkarze obu drużyn walczyli na pięści tak samo ostro jak wcześniej na boisku.

Kopnąć Pelego

Anglia tylko raz była gospodarzem piłkarskich mistrzostw świata i raz sięgnęła po złoto. Oba wydarzenia miały miejsce w 1966 roku. Również na tym mundialu nie brakowało skandali. Brazylijczycy, jak zawsze, przyjechali  po złoto, ale na drodze znów stanęli im Węgrzy. Tym razem jednak nie będzie o Węgrach. Ci po raz kolejny udzielili lekcji Brazylii (wygrali pewnie 3-1), ale, inaczej niż osiem lat wcześniej, obyło się bez bójek i czerwonych kartek.

Mniej przyjemnie było w starciach "Canarinhos" z Bułgarią, a  zwłaszcza z Portugalią. Rywale urządzili sobie polowanie na Pelego. Gwiazda brazylijskiej reprezentacji co rusz była kopana przez piłkarzy, którzy nawet nie starali się ukrywać swoich zamiarów. Portugalczyk Morais wreszcie "skutecznie" sfaulował "Króla Futbolu" i ten nie był w stanie kontynuować gry, więc do końca meczu statystował na boisku. Portugalia wygrała z Brazylią 3-1, a dwie bramki zdobył słynny Eusebio.

Co ciekawe, ataki rywali na nogi Pelego były dziwnie tolerowane przez arbitrów. Za oceanem zaczęto podejrzewać spisek, zwłaszcza że oba przegrane mecze Brazylijczyków sędziowali Anglicy. A gospodarze turnieju marzyli przecież o złocie.

W ćwierćfinałach rozegrano dwa inne europejsko-latynoskie pojedynki. Nie wiadomo tylko (a może wiadomo), dlaczego Niemiec sędziował mecz Anglii z Argentyną, a Anglik spotkanie Niemców z Urugwajem. Sędzia Finney wyrzucił z boiska aż trzech Urugwajczyków, a Niemiec  Kreitlein usunął kapitana Argentyńczyków. Warto dodać, że prezydentem FIFA był wtedy ... Anglik, sir Stanley Rous. Media, także europejskie, oskarżyły go o celowe sprzyjanie angielskiej ekipie.

Gol czy nie?

Na angielskim mundialu głośno było (i jest do dzisiaj) o jeszcze jednej sprawie. Chodzi oczywiście o słynną bramkę w finałowym starciu gospodarzy turnieju z Niemcami. Po 90 minutach rywalizacji był remis 2-2 i do rozstrzygnięcia losów złotego medalu potrzebna była dogrywka. W jej trakcie Geoff Hurst uderzył z bliska w poprzeczkę, po czym piłka odbiła się od murawy. Szwajcarski sędzia Dienst nie miał pojęcia czy był gol, czy nie. Prawdopodobnie nie miał go też liniowy sędzia Tofik Bachramow z ZSRR. Po konsultacji obaj panowie uznali jednak zgodnie, że futbolówka przekroczyła linię bramkową.

Hurst dołożył po chwili jeszcze jedną bramkę i do dziś jako jedyny może cieszyć się z hat-tricka w finale mundialu. Anglicy wygrali 4-2 i w tych kontrowersyjnych okolicznościach zdobyli złoto, jedyny raz w historii.

Wynik ustalili dyktatorzy

Podczas mundialu 1978 roku w Argentynie, w drugiej fazie rozgrywek osiem zespołów podzielono na dwie grupy. Zwycięzcy grup wchodzili do wielkiego finału, zespoły z drugich lokat grały w meczu o trzecie miejsce w mistrzostwach.

W grupie 2. znalazła się Polska oraz trzy ekipy z Ameryki Południowej, w tym gospodarze, a także Brazylijczycy i Peruwiańczycy. Mecze ostatniej kolejki nie odbywały się wówczas, tak jak obecnie, o tej samej godzinie. Argentyńczycy wiedzieli, że ich odwieczny rywal pokonał właśnie Polskę 3-1, więc musieli pokonać Peru co najmniej 4-0, by zagrać w wielkim finale.

Argentyna wygrała z Peru aż 6-0 w meczu, który, w zgodnej opinii fachowców, uznany został za ustawiony. 30 lat po spotkaniu peruwiański senator Genaro Ledesma wyjawił, że Peruwiańczycy musieli podłożyć się rywalom w zamian za przejęcie ... 13 więźniów politycznych z Peru! Porozumienie mieli zawrzeć dyktatorzy obu krajów: Jorge Videla (Argentyna) i Francicso Bermudez (Peru), jako fragment operacji "Kondor", w ramach której latynoscy dyktatorzy współpracowali w kwestii represjonowania politycznych więźniów.

- Videla potrzebował sukcesu na mistrzostwach świata, by podreperować fatalną opinię Argentyny na arenie międzynarodowej - zeznał po latach Ledesma, przesłuchiwany w sprawie Bermudeza. Argentyńscy piłkarze do dziś zapewniają, że nie mieli pojęcia, iż grają w ustawionym meczu.

Stracił zęby i przytomność

Do dzisiaj mówi się o sytuacji, która miała miejsce w półfinale hiszpańskich mistrzostw świata 1982 roku. 8 lipca na stadionie Ramon Sanchez Pizjuan w Sewilli Niemcy spotkali się z Francuzami. 63 tysiące widzów było świadkami znakomitego widowiska, zakończonego po dogrywce remisem 3-3. W karnych triumfowali Niemcy 5-4.

Mimo dramatycznego pojedynku, najważniejszym wydarzeniem meczu okazał się faul Haralda "Toniego" Schumachera na Patricku Battistonie. W drugiej połowie spotkania niemiecki bramkarz, wychodząc do piłki, staranował Francuza, który wyraźnie uprzedził golkipera i posłał piłkę obok niego. Sędzia z Holandii, Charles Corver uznał, że faulu nie było i Schumacher nie zobaczył chociażby żółtego kartonika. Battiston stracił przytomność oraz kilka zębów. Niemiecki bramkarz przez lata uparcie powtarzał, że nie chciał uszkodzić rywala. Innego zdania był choćby Michel Platini, obecny szef UEFA, a wtedy kapitan francuskiej drużyny.

Grali na stojaka

I jeszcze jeden skandal z hiszpańskiego mundialu. W jednej z grup spotkały się ekipy: RFN, Austrii, Chile i Algierii. Zespół z północnej Afryki sensacyjnie pokonał Niemców 2-1 i był o krok od awansu z grupy. W ostatniej kolejce zespoły z Europy grały jednak ze sobą, a wynik 1-0 dla RFN promował Niemców i Austriaków kosztem Algierii.

Już na początku spotkania padła bramka dla RFN i od tej pory na boisku nie działo się nic. Piłkarze obu drużyn nie próbowali zmienić rezultatu, dzięki czemu obie ekipy awansowały do dalszych gier. Przebiegiem pojedynku zażenowani byli nawet kibice obu reprezentacji.

"Ręka Boga"

Choć było to jedno z najsłynniejszych oszustw, jakie widział piłkarski świat, bramka ta zyskała określenie: "ręka Boga". Mowa oczywiście o golu zdobytym po zagraniu ręką przez Diego Maradonę podczas mundialu 1986 roku w Meksyku.

W ćwierćfinale MŚ Argentyna grała z Anglią. Na początku drugiej połowy Maradona wyskoczył do piłki razem z bramkarzem Anglików Peterem Shiltonem. Ku zaskoczeniu wszystkich tych, którzy dobrze nie widzieli całej sytuacji, malutki Maradona wygrał powietrzy pojedynek z golkiperem i skierował piłkę do siatki.

Całej sytuacji nie widział tunezyjski sędzia Bin Nasser, który uznał jedną z tych bramek, o których mówi się do dzisiaj. Maradona zbagatelizował całą sytuację. Przez lata  nie miał odwagi otwarcie przyznać się do oszustwa, choć widział je cały świat. "Boski Diego" mówił, że to "ręka Boga". Gdy wreszcie przyznał się do tego, że okradł Anglików, stwierdził tylko, że cała sytuacja była bardzo zabawna, a rywale nie powinni mieć pretensji, bo dwadzieścia lat wcześniej sami oszukali Niemców w finale.

Dodać trzeba jeszcze, że w tym samym meczu Maradona zdobył drugą bramkę, dla odróżnienia uznawaną za jedną z najładniejszych w historii, gdy przedryblował całą obronę i bramkarza przeciwników. Argentyna wygrała 2-1, a potem zdobyła mistrzowski tytuł.

"Czerwone" gwiazdy

To było jedno z najbardziej żenujących widowisk podczas piłkarskich mistrzostw świata. Nie chodzi tu o sam mecz Niemców z Holandią, ale o spektakl, który zafundowali kibicom na San Siro oraz milionom przed telewizorami Frank Rijkaard i Rudi Voeller.

Słynni później selekcjonerzy reprezentacji swoich krajów w meczu 1/8 finału włoskiego mundialu nie wytrzymali nerwowo. Między piłkarzami iskrzyło, po jednym ze spięć sędzia z Argentyny Juan Carlos Lousteau pokazał żółte kartki obu zawodnikom. Kiedy po kolejnym zajściu arbiter wyrzucił z boiska zarówno Rijkaarda, jak i Voellera, na odchodne Holender opluł Niemca na oczach całego świata.

Panowie przez lata nie odzywali się do siebie, zanim zdecydowali się na przeprosiny.

I znowu Maradona

Osiem lat po skandalu z "ręką Boga" Maradona znów znalazł się na ustach całego piłkarskiego świata w związku z negatywnymi doniesieniami na swój temat.

W meczu grupowym mundialu w USA Argentyna pokonała Grecję 4-0, a Maradona był autorem najpiękniejszej bramki spotkania. Po meczu jednak argentyński gwiazdor miał pozytywny wynik testu antydopingowego i w niesławie wykluczono go z imprezy. Nie była to pierwsza wpadka piłkarza, u którego już trzy lata wcześniej wykryto niedozwolone substancje. Mówiło się o problemach Maradony z narkotykami.

Zapłacił życiem za samobója

Mundial w Stanach Zjednoczonych dopiero wkraczał w decydującą fazę, gdy piłkarze Kolumbii, którzy jechali do USA po medale, wrócili do domów. Oto z południowoamerykańskiego kraju nadeszła wieść, że nie żyje Andres Escobar, ten sam, który kilka dni wcześniej skierował piłkę do własnej bramki podczas meczu z gospodarzem imprezy. Kolumbijczycy przegrali mecz z USA, tracąc szanse na wyjście z grupy.

Nie było tajemnicą, że najlepsi kolumbijscy piłkarze uzależnieni są od karteli narkotykowych, inwestujących w futbol. Także Escobar, na co dzień cichy i spokojny człowiek, zdawał sobie sprawę, że żyje w niepewnym świecie. Za błąd, jaki popełnił na murawie, zapłacił życiem.

Gdy na początku lipca 1994 roku wychodził z nocnego lokalu w Medellin, został otoczony przez mężczyzn, którzy mieli do niego pretensje o samobójczą bramkę na mundialu. Wyrok na piłkarza pewnie był już wydany, choć według niektórych źródeł Escobar niepotrzebnie wdał się w dyskusję z napastnikami, co mogło ich dopiero całkowicie rozsierdzić.

Kolumbijski  obrońca z ranami postrzałowymi został przewieziony do szpitala, gdzie natychmiast zmarł. Śmierć Escobara stała się symbolem klęski kolumbijskiego futbolu i kolumbijskiego państwa, w których mafia rozdawała karty.

Sędziowie zaciągnęli ich do półfinału

W 2002 roku piłkarskie mistrzostwa świata po raz pierwszy dotarły do Azji. Także po raz pierwszy w historii gospodarzami mundialu były dwa państwa. Rewelacją mistrzostw byli Koreańczycy z Południa. Niestety, dobra gra współgospodarzy imprezy poszła w niepamięć z powodu skandalicznego sędziowania, dzięki któremu Korea dotarła aż do półfinału.

Drużynę koreańską prowadził słynny Holender Guus Hiddink, który wycisnął ze swoich piłkarzy wszystko, co było możliwe. Gospodarze mistrzostw już na otwarcie nie dali szans ekipie Jerzego Engela, a potem wygrali także z Portugalią i zremisowali z USA.

W 1/8 finału doszło do pierwszego wielkiego skandalu. Mecz Korei Południowej z Włochami sędziował Ekwadorczyk Byron Moreno. Na stadionie w Daejon Koreańczycy wygrali 2-1 po dogrywce, w dużej mierze dzięki pomocy arbitra. Gdy w polu karnym faulowany był słynny Francesco Totti, sędzia nie przyznał Włochom rzutu karnego, lecz wyrzucił z boiska napastnika z Italii, pokazując mu drugą żółtą kartkę za symulowanie.

Jeszcze większy skandal miał miejsce w ćwierćfinałowym starciu Korei z Hiszpanią. Mimo że piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego dwa razy trafili do siatki, sędzia z Egiptu Gamal Ghandour żadnej z prawidłowych bramek nie uznał, w kilku sytuacjach dopatrując się spalonych, których nie było. Mecz zakończył się remisem 0-0, a w karnych Korea wygrała 5-3.

Sędziowie "zaciągnęli" gospodarzy aż do półfinału, ale ci ostatecznie zajęli czwarte miejsce, ponosząc na koniec dwie porażki.

Na koniec zaatakował z byka

Zinedine Zidane był genialnym piłkarzem, ale boiskową karierę zakończył w niesławie. Pewnie nigdy nie dowiemy się, co tak naprawdę powiedział Francuzowi Marco Materazzi w finale niemieckiego mundialu 2006, ale do historii przeszła  reakcja gwiazdy "Trójkolorowych".

Atak "z byka" na włoskiego obrońcę w jednym z najważniejszych meczów życia, w dodatku na koniec kariery, zaszokował cały świat. Kogo obrażał Materazzi: matkę czy siostrę Zidane’a? Co powiedział, wywołując wściekłość rywala? Plotek było wiele. Mundial wygrali Włosi, Zidane odszedł w zaskakujący sposób, choć i Materazzi, jako mistrz prowokacji, nigdy nie stał się ulubieńcem publiczności.

Francuska wojna

Wicemistrzowie świata z Niemiec na kolejnym mundialu, w 2010 roku w RPA, ponieśli klęskę. Francuzi zajęli ostatnie miejsce w grupie A, nie wygrywając ani jednego spotkania. Na inaugurację "Trójkolorowi" zremisowali z najmocniejszym w grupie Urugwajem, ale potem gładko ulegli Meksykowi, a na koniec przegrali nawet z RPA.

Ale nie wynik sportowy reprezentacji Francji, choć dla kibiców nad Sekwaną zapewne szokujący, był największym skandalem. Było nim to wszystko, co działo się we francuskiej ekipie - w szatni i poza nią.

Nicolas Anelka został odesłany do domu w trakcie imprezy, gdy sklął w szatni trenera Raymonda Domeneche’a, który skrytykował piłkarza za postawę na boisku. Francuzi nie byli w RPA drużyną, a do prasy wyciekały informacje o ich kłótniach i nieporozumieniach. Reprezentację prowadził trener, który kompletnie nie poradził sobie z gwiazdorami na murawie i nie tylko.

Przed nami piłkarskie mistrzostwa świata w Brazylii. Kto będzie autorem największego skandalu tego mundialu?

Autor: Waldemar Stelmach

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje