Reklama

Reklama

Mistrzostwa świata 2014

MŚ 2014 pokazało, że bez dobrego szkolenia ani rusz

Fantastyczny triumf Niemców na mundialu nie wziął się z sufitu. To efekt solidnej pracy u podstaw.

Niemcy, po porażce w mundialu 1998 r., wzięli się poważnie za szkolenie, na które wydają 100 mln euro rocznie. Dzisiaj zbierają owoce.

Reklama

Reformę szkolenia napisał Berti Vogts, ale dopiero spektakularna porażka wywołała presję na wprowadzenie zmian, co kosztowało sporo pieniędzy.

"Niemcy działali z wielkim rozmachem, bo było ich na to stać. Stworzyli 366 ośrodków odpowiedzialnych za wyławianie talentów i ich indywidualne szkolenie" - pisze w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej" publicysta Marek Wawrzynowski z "Wydawnictwa Kopalnia".

Wawrzynowski cytuje dyrektora sportowego niemieckiej federacji z tamtego okresu, Ulfa Schotta.

 - Najlepsi grają z najlepszymi, kształcą się indywidualnie. Poza tym są pod obserwacją trenerów z najlepszych klubów - mówi Schott.

Belgowie wzięli się za poważne szkolenie, gdy przegrali mistrzostwa Europy, które w 2000 roku organizowali wspólnie z Holandią. We wszystkich grupach juniorskich, począwszy od dwunastolatków, wprowadzili system 4-3-3, uznając, że on najbardziej rozwija indywidualności. Efekty? Hazard, Miralla, Mertens, Dembele, Fellaini i wielu innych.

"W Polsce szkolenie wciąż leży odłogiem. Funkcjonuje ‘zielona książeczka’ z zasadami szkolenia, ale w środowisku uchodzi za widmo. Brak komunikacji z trenerami to poważny problem. W Belgii i w Niemczech ogromny nacisk położono dodatkowo na regularne szkolenia trenerów. W Polsce trenerzy zasłużeni w walce o zmiany zostali usunięci ze związku. W połowie lat 90. Michał Globisz i Mirosław Dawidowski odgrywali ważne role w tworzeniu pierwszej małej rewolucji - systemu SMS-ów." - pisze Wawrzynowski.

Autor cytuje Richarda Grootscholtena, dyrektor szkółki Zagłębia Lubin, która uważa, że w Polsce należy całkowicie zmienić szkolenie.

- W Polsce brakuje piłkarzy technicznych, którzy mogą rozstrzygnąć mecz. To dlatego, że wciąż stawia się na najsilniejszych, a nie najlepszych - mówi Holender, który w przeszłości prowadził m.in. młodego Kevina Strootmana w Sparcie Rotterdam.


Zarząd prezesa Zbigniewa Bońka próbuje ratować sytuację. Stworzył Centralną Ligę Juniorów, a ostatnio otwarł Akademię Młodych Orłów w Gniewinie, gdzie pod okiem Józefa Młynarczyka, Andrzeja Dawidziuka i wielu innych szkoleniowców rozwijają się najbardziej utalentowani nastolatkowie (począwszy od 12 lat) z całej Polski.

"To jest jednak działanie w skali mikro" - pisze Wawrzynowski.

Więcej w środowej "GW".