Reklama

Reklama

Mistrzostwa świata 2014

MŚ 2014: Michał Listkiewicz: nie rozumiem tej histerii

Pracujący dla FIFA Michał Listkiewicz, uważa, że poziom sędziowania nie jest taki zły. W wywiadzie przyznał, że jest zachwycony Brazylią.

Jaką rolę pełni pan na mistrzostw świata?

Reklama

Michał Listkiewicz: Oceniam pracę sędziów podczas meczów. Dbam, by mieli odpowiednie warunki przygotowań, by nikt im w tym nie przeszkadzał. Zajmuję się też sprawami logistycznymi - transportem, hotelami, wyżywieniem.

Po pierwszych meczach sędziowie byli mocno krytykowani. A jak pan ich ocenia?

M.L.: Muszę być lojalny wobec swoich kolegów. Dlatego nie mogę bezpośrednio oceniać pracy poszczególnych arbitrów. Aczkolwiek mogę powiedzieć, że totalna histeria wokół sędziowania jest dla mnie zupełnie niezrozumiała. Znacznie więcej meczów było sędziowanych bardzo dobrze, niż źle. A już zarzucanie sędziom jakieś stronniczości jest totalną bzdurą. Równie dobrze można powiedzieć, że Iker Casillas specjalnie puszczał bramki, których nie puszczał wcześniej, bo chciał pomóc Holendrom. To zupełnie niepoważne. W finałach sędziują najlepsi, wyselekcjonowani przez ostatnich kilka lat.

Ale nie są nieomylni...

M.L.: Oczywiście, błędy się zdarzają, to jest nieuniknione. Ale jak przeczytałem na jednym polskim portalu, że technologia goal-line kompletnie zawiodła, bo nie było bramki - co mam odpowiedzieć? Powiedział to jeden człowiek. Można najwyżej wzruszyć ramionami. Kiedyś pan Kazimierz Górski miał widać rację, że każdy bramkarz musiał uderzyć głową w słupek i czasami mu to wraca. Tak samo ktoś może powiedzieć, że przechodził na czerwonym świetle, bo sygnalizacja wadliwie działała i powinno być w tym momencie zielone.

Nie sądzi pan, że za dużo od lat mówi się o sędziach, a za mało o boiskowych oszustach? Zawodnik wymusza rzut karny udając, że był faulowany i często zostaje bohaterem meczu. Sędzia jest za podjętą decyzję piętnowany.

M.L.: No właśnie... Gdy się nie ma nic ciekawego do powiedzenia o zawodnikach, jak komentatorzy w niektórych telewizjach, zaczyna się mówić o sędziach. A ludzie oczekują, że były wybitny zawodnik powie coś o taktyce, technice, o grze, a nie o sędziowaniu. Jak to powiedział kiedyś prezydent FIFA - sędzia jest łatwym celem, najprościej go skrytykować. Generalnie histeria jest absolutnie nieuzasadniona. Wiele meczów było sędziowanych na najwyższym poziomie, ale oczywiście błędy też się zdarzały, Tak jak w każdym meczu zdarzają się błędy zawodników czy trenerów. Mam jednak nadzieję, że w przypadku sędziów ich limit został już wyczerpany.

Czy podoba się panu pomysł wprowadzenia powtórek wideo podczas meczów?

M.L.: Sepp Blatter jednoznacznie stwierdził, że trzeba się będzie zastanowić nad możliwością wprowadzenia powtórek. Jeśli on to mówi, opinię trzeba potraktować bardzo poważnie. Być może już na następnych mistrzostwach świata obejrzymy powtórki, tak jak na obecnych wprowadzono technologię goal-line. Ale wiadomo, że pomysł trzeba najpierw dopracować. Powtórki muszą być wprowadzane w ograniczony sposób. Należy też precyzyjnie ustalić kto ma o nich decydować. Moim zdaniem tylko sędzia. Nie wyobrażam sobie, żeby wyglądało to jak w siatkówce, gdy trener mówi - powtórzmy to. Czyli co, w piłce też mamy głosować - powtarzamy czy nie? W siatkówce jest prostsza sprawa - dotknął piłki czy nie dotknął? Była na aucie czy wylądowała w boisku? Więcej pytań nie ma. Natomiast w piłce jak zaczniemy analizować zagranie ręką - sędzia powie, że go nie było, a trener, że było.

- Jedyna sensowna możliwość jest taka: jeśli sędzia, jak w meczu otwarcia, ma wątpliwości, wtedy przerywa grę, ogląda powtórkę i podejmuje decyzję. Może to też robić cały zespół sędziowski, czyli czterech panów. Ale tylko oni. Dobry arbiter może mieć takich sytuacji w meczu ze trzy albo cztery. Jeśli miałby więcej niż pięć, znaczy że jest słaby, nie podejmuje właściwych decyzji.

Jak ocenia pan poziom mistrzostw?

M.L.: Jestem pozytywnie zaskoczony, że drużyny nie grają defensywnie. Nawet w meczu zakończonym bezbramkowym remisem mogło paść kilka bramek. Generalnie wszyscy grają do przodu. Także Włosi, którzy już przed dwoma, trzema laty zapomnieli o catenaccio. Nawet Honduras, który nie miał wielkich szans, starał się strzelić chociaż jedną bramkę w końcówce. Właściwie jedyną drużyną, która mnie rozczarowała są Stany Zjednoczone. Mimo że wygrali mecz. Niespecjalnie chciałbym oglądać tak grające zespoły. Mam tylko nadzieję, że w następnym meczu Amerykanie nie skoncentrują się wyłącznie na wyniku, ale pokażą jeszcze coś ciekawego na boisku.

Przed mistrzostwami było mnóstwo krytycznych uwag na temat stanu przygotowań imprezy. Czy słusznie?

M.L.: Jeszcze kilka dni temu też byłbym skłonny oceniać niektóre rzeczy krytycznie. Ale teraz, po dziesięciu dniach pobytu, jestem zachwycony Brazylią. Oczywiście mówię to z perspektywy Recife, gdzie mieszkam, bo nie wiem jak wszystko funkcjonuje w innych miastach. W Recife - jak w zegarku, a ludzie są niesamowicie serdeczni. Przypomina mi się Euro 2012 w Polsce. Straszenie kibiców, by nie wychodzi sami z hotelu, to jakieś kompletne bzdury. W zaułkach Londynu jest na pewno mniej bezpiecznie niż w zaułkach Recife.

A organizacja mistrzostw?

M.L.: Nie mam żadnych krytycznych uwag. Na przykład organizacja ruchu jest rozwiązana genialnie. Policja wcześniej planuje przejazd kibiców, drużyn czy sędziów, a w związku z tym ustala gdzie wstrzymać ruch. Przypomina mi to wizytę prezydenta Obamy w Warszawie w ubiegłym miesiącu, kiedy rzeczywiście przejazd kolumn ważnych gości był idealnie skoordynowany, by stał się jak najmniej dotkliwy dla mieszkańców. Tak samo w Recife trzeba postać pięć, dziesięć minut aż przejedzie kolumna pojazdów. Ale potem ruch natychmiast jest wznawiany i wszystko znów funkcjonuje sprawnie. Ważne też, że ludzie żyją tym mundialem, bo jeszcze w przeddzień finałów bałem się, że w ogóle nie będzie atmosfery. Wczoraj oglądałem mecz Niemcy - Portugalia w restauracji z kilkoma telewizorami. Niemcy szaleli. Portugalczycy na początku byli trochę smutni, ale potem się z nimi zaprzyjaźnili, razem poszli na plażę. A już zupełnie jestem zachwycony Japończykami.

Dlaczego?

M.L.: Zostali po meczu swojej reprezentacji. Nie tylko posprzątali po sobie trybuny, ale też sprzątają piękną plażę w Recife. Mają wielkie worki i jak zobaczą puszkę czy butelkę wszystko zbierają. Choć generalnie w Brazylii jest dużo czyściej, niż nam się mogło wydawać.

Pele powiedział kiedyś, ze Recife to najpiękniejsze miasto w Brazylii. Podziela pan jego opinię?

M.L.: Sama zabudowa nie jest może zachwycająca. Obok pięknych miejsc, nieład architektoniczny, do którego w Warszawie zdążyliśmy się przyzwyczaić. Natomiast natura wyposażyła Recife w niesamowitą roślinność, wspaniałe ogrody, parki i plażę. Dlatego podzielam zdanie Pelego, że pod względem atrakcji przyrodniczych jest to raj. Na przedmieściach Recife zwiedzałem Olinda, miasto wpisane na listę światowego dziedzictw kultury UNESCO. Odwiedziłem wiele krajów, ale tak zachwycającego miejsca jeszcze nie widziałem. Podziwiamy w Europie Paryż czy Rzym zupełnie nie zdając sobie sprawy, że na drugim końcu świat mogą znajdować się jeszcze większe atrakcje. Nic dziwnego, że Recife na swoją bazę wybrało wielu kibiców niemielnickich i japońskich. Stąd latają na mecze.

- Przy okazji ciekawe spostrzeżenie. W Recife każdy budynek wznoszony przy plaży musi mieć galerię miejscowej sztuki, choćby niewielką. Jeśli takiej nie posiada w planach, nie dostanie zgody na budowę. Chodzi o to, by promować lokalną sztukę. Kapitalny pomysł! Warto by go skopiować na przykład w Kołobrzegu czy Międzyzdrojach.

Rozmawiał w Brazylii Dariusz Kurowski (PAP)