Reklama

Reklama

Mistrzostwa świata 2014

MŚ 2014: Brazylia przegrała, wandale ruszyli do akcji

Klęska reprezentacji Brazylii z Niemcami 1-7 w półfinale piłkarskich mistrzostw świata stała się pretekstem dla chuliganów do aktów wandalizmu. W Sao Paulo podpalono 18 autobusów.

Większość brazylijskiej prasy porażkę uznała za "haniebną". W Belo Horizonte, gdzie odbył się mecz, w artystycznej dzielnicy Savassi, którą chętnie odwiedzają turyści, na ulicach wybuchały bójki. Zatrzymano 12 osób.

Do incydentów doszło też na samym stadionie, skąd policja wyprowadzała osoby, które próbowały niszczyć mienie publiczne.

Akty przemocy odnotowano również w Sao Paulo, m.in. w pełnej nocnych klubów dzielnicy Vila Madalena i strefie kibica FanFest, czyli miejscach przygotowanych na obchody, gdzie wraz z kolejnymi golami dla Niemiec panował coraz większy smutek i dokąd przed końcem meczu udało się wiele osób.

Reklama

Zakład komunikacji miejskiej SPTrans potwierdził, że pół godziny przed końcem meczu zajezdnia autobusowa na południu miasta została zaatakowana przez nieznanych napastników, którzy podpalili 15 zaparkowanych tam i nieużywanych pojazdów. Policja podejrzewa, że była to reakcja na pojedynek Brazylii i Niemiec.

Autobusy spalono też na alei Yervant Kissajikian, na południu metropolii, oraz w Guarulhos, mieście należącym do zespołu miejskiego Sao Paulo.

W pobliżu Guarulhos, w dzielnicy Sapopemba, do autobusu weszli mężczyźni, którzy kazali pasażerom opuścić pojazd, a następnie go podpalili.

Na wschodzie Sao Paulo, w dzielnicy Sao Mateus, pięciu mężczyzn zniszczyło sklep ze sprzętem AGD.

W Salvadorze, stolicy północno wschodniego stanu Bahia i jednym z 12 miast, w których rozgrywają się mecze mistrzostw, z powodu przepychanek zamknięta została strefa kibica FanFest, w której pojedynek Brazylii i Niemiec oglądało 50 tys. osób. Zatrzymano pięcioro napastników, z których kilku symulowało bójki, aby pośród zamętu móc atakować uczestników imprezy.

Na popularnej wśród turystów nie tylko podczas mundialu plaży Copacabana w Rio de Janeiro zatrzymano trzy osoby, które wywoływały tam zamieszanie. Przerażeni ludzie przekonani, że chodzi o zbiorowy atak, wybiegali z plaży.

W Recife, stolicy stanu Pernambuco na północnym wschodzie i kolejnym mieście mundialu, policja weszła do strefy kibica i użyła gazu łzawiącego, by rozdzielić bijących się mężczyzn.

W Kurytybie, na południu, kamieniami obrzucano co najmniej 15 autobusów. Jeden zostało podpalony.

Przed mistrzostwami Brazylijczycy masowo wychodzili na ulice, by protestować przeciwko wysokim kosztom imprezy. "Jednak mundial się rozpoczął, piłka była w grze, Brazylia awansowała - z przeszkodami, ale awansowała - i ludzie zaczęli zapominać o protestach. (...) Na ulicach było coraz więcej brazylijskich flag, w barach coraz więcej ludzi, coraz więcej osób nosiło żółte koszulki (...), a mundial coraz bardziej przypominał mundial" - relacjonuje dziennik "El Pais".

"A co teraz? Nagle, po historycznej, nieoczekiwanej i niewyobrażalnej porażce czar prysł. (...) Znowu pojawiło się widmo protestów i niezadowolenia, które były uśpione, gdy piłkę kontrolowała drużyna Brazylii" - ostrzega hiszpański dziennik.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje