Reklama

Reklama

Mistrzostwa świata 2014

Jerzy Gorgoń: Bardzo dobrzy piłkarze to za mało, aby mieć dobrą reprezentację

- Dzisiejsza reprezentacja składa się z piłkarzy bardzo dobrych, grających w znakomitych zespołach klubowych. Ale to nie wystarczy. Kazimierz Górski potrafił z dobrych piłkarzy stworzyć zespół o klasie światowej, zespół, który był kolektywem i na boisku i poza nim - podkreślił Jerzy Gorgoń, były reprezentant Polski.

40 lat temu, w 1974 roku, piłkarskie mistrzostwa świata były rozgrywane w Republice Federalnej Niemiec. Reprezentacja Polski jechała na turniej po wcześniejszym wyeliminowaniu Anglii, po słynnym remisie 1-1 na Wembley. "Biało-czerwoni" byli też opromienieni zdobytym dwa lata wcześniej złotem olimpijskim w Monachium.

Jednym z filarów polskiego zespołu był obrońca Jerzy Gorgoń. Polacy zrobili furorę, a po zwycięstwie 1-0 w ostatnim meczu, nad Brazylią, obrońcami mistrzowskiego tytułu, zajęli trzecie miejsce.

Michał Wykrętowicz: W kwalifikacjach do niemieckich mistrzostw świata polscy piłkarze wyeliminowali Anglię, po pamiętnym meczu na Wembley. Czy potem, przed wyjazdem na turniej w 1974 roku myśleliście, że zajdziecie w turnieju tak daleko?

Reklama

Jerzy Gorgoń: - Absolutnie nie. Moim zdaniem byliśmy ekipą żółtodziobów. Po eliminacjach mieliśmy swoje ambicje, ale były one głęboko ukryte, nikt głośno nie mówił, że jedziemy zdobyć medal. Wierzyliśmy w siebie, bo już samo zakwalifikowanie się to finałów mistrzostw świata było sukcesem, a to nas podbudowało. Zaczynaliśmy z Argentyną, to był cholernie trudny przeciwnik. Udało się wygrać, potem przyszły kolejne zwycięstwa i byliśmy na fali. Po tych kolejnych meczach okazało się, że potrafimy grać na wysokim poziomie, i rzeczywiście możemy coś osiągnąć.

- Dziś mówię, że szkoda szczególnie meczu z Niemcami, tego słynnego meczu na wodzie. Boisko absolutnie nie nadawało się do gry, a przez ta rozmiękłą murawę nasz zespół stracił swoje największe atuty - grę skrzydłami, z wykorzystaniem będących w fantastycznej formie Roberta Gadochy i Grzegorza Laty. Te atuty zostały uziemione, a w zasadzie utopione.

Ostatni mecz w fazie grupowej to potyczka z Włochami. Polska drużyna już była pewna awansu do drugiej fazy mistrzostw, Włosi grali o to, by nie odpaść. Wygraliście pewnie, nie pozostawiając Włochom żadnych złudzeń.

- Tak jak mówiłem przedtem - wcześniejsze zwycięstwa z Argentyną i Haiti spowodowały, że byliśmy na fali. Chcieliśmy wygrywać mecze, bez względu na to, czy wygrana była konieczna, czy od wyniku zależał nasz los w turnieju. A my nie chcieliśmy sobie pozwolić na rozluźnienie, byliśmy właściwie zmotywowani.

Pan grał na pozycji stopera, był odpowiedzialny przede wszystkim za obronę, ale w meczu z Haiti udało się strzelić piękną bramkę z rzutu wolnego.

- Zdarzą się takie bramki. Dziś pozwalam sobie na żarty, że lepiej strzelić jedną, ale ładną, niż sto, których nikt nie zapamięta. Każdy kibic, który mnie spotyka, szczególnie ze starszej generacji, pamięta właśnie tego gola, ludzie mówią, "Ależ to była bomba!".

Postacią, która miała największy wkład w osiągnięcia drużyny, by bez wątpienia trener Kazimierz Górski.

- Oczywiście. Powiem tak - w porównaniu z dzisiejszą kadrą, miał dobrych piłkarzy i potrafił z nich zbudować fantastyczny zespół. Dzisiejsza reprezentacja składa się z piłkarzy bardzo dobrych, grających w znakomitych zespołach klubowych. Ale to nie wystarczy. Kazimierz Górski potrafił z dobrych piłkarzy stworzyć zespół o klasie światowej, zespół, który był kolektywem i na boisku i poza nim. My mogliśmy po zwycięstwach świętować, pozwolić sobie na piwo. A po porażkach byliśmy smutni, i to też dało się zauważyć. Dziś po meczu siadasz i masz taką samą minę, czy wygrałeś, czy przegrałeś.

Minęło czterdzieści lat, teraz mistrzostwa świata w Brazylii. "Biało-czerwonych" nie ma w finałach. Pan mieszka w Szwajcarii, czy w związku z tym kibicuje pan Helwetom?

- Przez nieobecność naszej drużyny jestem niejako zmuszony do tego, przecież w Szwajcarii, niedaleko Sankt Gallen, mieszkam od ponad trzydziestu lat. Chłopcy ze Szwajcarii prezentują naprawdę znakomity poziom, nie bez przyczyny są na szóstym miejscu w rankingu FIFA. W porównaniu z Polską, która jest w okolicach siedemdziesiątego miejsca, to różnica widoczna.

Jak ocenia pan szanse Szwajcarów na mistrzostwach w Brazylii?

- Pokażą się na pewno. Sądzę, że uda im się awansować do drugiej fazy turnieju. Potem - zobaczymy. Faza pucharowa, jak mówią - jak babka wróżyła. Jeśli trafią z formą i szczęściem na konkretny dzień, mogą się pokusić nawet o ćwierćfinał.

Rozmawiał Michał Wykrętowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje