Reklama

Reklama

Mistrzostwa świata 2014

Jasmin Buric: Bośnia najsilniejsza w historii

Piłkarz Lecha Poznań Bośniak Jasmin Buric uważa, że debiutująca na mistrzostwach świata w Brazylii reprezentacja jego kraju dysponuje najsilniejszym składem w historii. Zdaniem 27-letniego bramkarza, jego rodaków stać na awans do 1/8 finału.

Bośnia i Hercegowina to jedyny debiutant rozpoczynającego się w czwartek mundialu. Trudno jednak mówić o reprezentacji tego kraju jako mało doświadczonej. Jej piłkarze grają w wielu topowych klubach i są ich ważnymi postaciami. Można do nich zaliczyć m.in. Edina Dżeko (Manchester City), Vedada Ibisevica (VfB Stuttgart), Miralema Pjanica (AS Roma) czy Emira Spahica (Bayer Leverkusen).

Buric to były reprezentant młodzieżówki, ma na koncie także jeden mecz rozegrany w seniorskiej reprezentacji. Jak przyznał, z wieloma graczami występował jeszcze w lidze bośniackiej czy drużynie U21.

Reklama

"Z drugim bramkarzem reprezentacji Asmirem Avdukiciem byłem w jednym klubie - Celiku Zenica. Z Miralem Pjaniciem i Edinem Dżeko graliśmy w młodzieżówce. Nie mam dziś aż tak bliskiego kontaktu. Z niektórymi utrzymuję kontakty głównie telefoniczne. Czasami wysyłamy sobie sms-y z życzeniami czy gratulacjami" - powiedział bramkarz Kolejorza.

Według niego, selekcjonerowi Safetowi Susiciowi udało się zabrać najsilniejszy skład na jaki obecnie stać Bośnię i Hercegowinę.

"Naprawdę, jak patrzę na te nazwiska, na kluby w których grają, to musi robić wrażenie. Słyszałem, że defensywa jest naszą najsłabszą formacją, ale nie zgadzam się z tym. Jest w składzie Emir Spahic, najbardziej doświadczony obrońca, do tego Ermin Bicakcic, bardzo mocny punkt defensywy" - wyliczał.

On sam, krótko po przyjściu do Lecha Poznań, pozostawał w gronie potencjalnych kandydatów do obsady bramki w drużynie narodowej. Buric często jednak zmagał się z kontuzjami, a uraz pachwiny, jakiego nabawił się w ubiegłym roku, sprawił, że ostatni sezon miał niemal całkowicie stracony.

"Trudno dziś mówić, czy jakbym był zdrowy i bronił w bramce Lecha, to znalazłbym się w kadrze na mundial. Wiele rzeczy musiałoby się inaczej potoczyć. Ja swojej szansy upatrywałem w tym, że awansujemy do fazy grupowej Ligi Europejskiej. To była dla mnie jedyna szansa na pokazanie się selekcjonerowi. On uważa, że liga polska jest za słaba by grać w reprezentacji. Szkoda, że tak mówi, bo nigdy w Polsce nie był na meczu ligowym" - zaznaczył.

Susicia Buric darzy jednak ogromny szacunkiem. "To najlepszy piłkarz w historii naszego kraju i znakomity szkoleniowiec. Niewiele brakowało, aby udało mu się wywalczyć awans do Euro 2012. Przegraliśmy wówczas w barażach z Portugalią" - wspomniał.

Buric przyznał, że gdy jego rodacy wywalczyli awans na mundial, w kraju zapanowała wielka radość. Dziś, kilka tygodni po ogromnej powodzi, która zniszczyła znaczną część kraju, ta atmosfera przed mistrzostwami nie jest już taka gorąca.

"Teraz dużo osób w Bośni nie myśli o mistrzostwach, ale o tym, ja odbudować swój dom. To sprawiło, że jest tak trochę spokojniej przed mundialem. Sami reprezentanci też bardzo zaangażowali się w pomoc i zbieranie pieniędzy dla poszkodowanych" - tłumaczył.

Bośnia i Hercegowina w grupie F zmierzy się z Argentyną, Nigerią i Iran. Zdaniem Buricia, Argentyńczycy są zdecydowanym faworytem, ale o drugą lokatę jego zespół powinien powalczyć z Nigerią.

"Stać nas na awans do następnej rundy i taki jest cel. Ważny będzie mecz z Nigerią, oni akurat byli już kilka razy na mistrzostwach świata, my dopiero pierwszy raz. Ale nie obawiam się o brak doświadczenia naszego zespołu. Tak naprawdę najbardziej będzie nam brakować naszych kibiców. Obojętnie gdzie graliśmy, czy u siebie, czy na wyjeździe, mieliśmy zawsze 10-20 tysięcy naszych fanów na stadionie. Oni byli naszym 12 zawodnikiem. Do Brazylii jest niestety daleko, a mistrzostwa świata to droga impreza" - podsumował.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje